sobota, 27 października 2012

Sandor Marai o ... (7)



O TYM, ŻE JESTEŚMY WOLNI

Kiedy stoisz naprzeciw możnowładców, zawsze myśl o tym, od kogo ci ludzie otrzymali władzę. I co właściwie mogą uczynić przeciwko tobie. Odebrać ci dobra, wolność, życie? I co potem? Drobniutki mikrob, zakaźna bakteria także może pozbawić cię życia, które jest kruche i nietrwałe jak życie owadów. Nie, najpotężniejszy pan nie ma prawdziwej władzy nad twoją duszą, dlatego jest bezradny, jeżeli ty jesteś sprawiedliwy, a on niesprawiedliwy. Tylko wtedy może uczynić coś przeciwko tobie, jeżeli przyłapie cię na występku, a sam jest sprawiedliwy. Dlatego nie myśl o tym, co powiesz możnowładcy, ani o tym, jak się zachowasz; myśl o tym, że jesteś wolny, dopóki jesteś sprawiedliwy, a możnowładca jest bezsilny wobec twojej prawdy.

O TYM, ŻE MĘDRCY TEŻ UMIERAJĄ

Każda książka, która uczy, jakie przyjąć stanowisko i jak się zachować wobec śmierci, ma w sobie posmak czegoś upokarzającego i zniechęcającego. Cała ta ars beatae moriendi, wszyscy mędrcy — pogańscy w starożytności i chrześcijańscy w średniowieczu, stoicy, wyznawcy wiary, humaniści, przyrodnicy czasów nowożytnych — usiłują wpoić nam przekonanie, że śmierci w ogóle nie należy się bać. Jedni proponują — jako obronę i postawę — pychę i wyniosłą godność, drudzy mądrą łagodność i akceptację, jeszcze inni obojętność, jedni uwielbienie, tęsknotę, jakby śmierć była najwyższym dobrem, zbawczym biletem wstępu na drugi świat, przy czym wcale nie musimy się aż tak bardzo spieszyć z kupnem tego biletu. Tak mówi Seneka, kiedy uczy obojętności, ponieważ odsłania przed nami, jak to wszystko, co pozostawiamy na ziemi, jest znikome, kruche i niegodne uwagi, tak mówi chrześcijanin Boecjusz, tak też mówi przyrodnik Huxley, kiedy życie i śmierć postrzega jako dwie odmiany swego rodzaju procesu chemicznego. Każdy mędrzec stara się zająć stanowisko wobec lęku przed śmiercią. To usiłowanie jest ludzkie i wzruszające. I właśnie dlatego zupełnie beznadziejne. Pamiętaj, że mędrcy także umierają. I próżno mówią, że — śmierć to jedynie zmiana — bo nie potrafią tą mądrością uspokoić naszych serc ani też serc własnych. Ich rozum może i uznaje tę prawdę, lecz ich serca pozostają nieukojone. Seneka umiera, szczękając zębami. Nie wstydź się lęku przed śmiercią. Nie wstydź się przyznać, iż sprawia ci ból myśl o tym, że masz pozostawić tę ohydną i wspaniałą pewność, życie, w zamian za nieznaną i złowieszczo niepojętą niepewność, jaką jest śmierć, zaprzestanie, nicość. Możesz się bać, ale spokojnie. Nie lamentuj, ale masz prawo się bać. A zresztą, jeżeli ci to ulży na duszy, możesz sobie lamentować. Nie chciej umierać z godnością, a więc kłamliwie. Umrzyj tak, jak żyłeś — w ludzki sposób, zatem trochę po bohatersku i odrobinę tchórzliwie.

O RZECZYWISTEJ POTRZEBIE

Więcej, o wiele więcej masz żywić się trawą, rośliną, owocem. Mniej, o wiele mniej tłustym i czarnym mięsem! Masz jeść więcej ryb i codziennie żytni chleb. Nigdy nie pić w ciągu dnia żadnych napojów alkoholowych, a jeśli już pijesz, to tylko wieczorem, tylko po posiłku, tylko czyste wino, nigdy o innej porze i nic innego. Jeśli piłeś któregoś dnia, to przez następne dwadzieścia cztery godziny nie waż się tknąć kieliszka. Masz słuchać szumu krwi, kiedy ze szczerym pragnieniem chce wymieszać się z rytmem krwi drugiego ciała. Masz odwracać się od każdej przygodnej pokusy. Masz wiedzieć, kiedy ty chcesz czegoś naprawdę, ty, czyli twoje ciało, twój smak, twój temperament, a kiedy jesteś głodny lub spragniony z żarłoczności, z próżności, z nudy lub kiedy jesteś ciekaw swoich zmysłów. Masz żyć podług rzeczywistych potrzeb twojego ciała i na miarę twojego charakteru.


O WROGU

Są ludzie tobie obojętni, twoi przyjaciele, twoi przeciwnicy, którzy w imię idei lub przekonania walczą przeciwko tobie. To naturalny porządek życia, tylko w ten właśnie sposób — pomiędzy przyjaciółmi i wrogami, w wielkim tłumie ludzi obojętnych życie ma chwile pięknego napięcia. Co innego wróg. To nie jest przeciwnik, to coś znacznie więcej. Jakby los wam dwóm kazał zmierzyć się w pojedynku bez żadnego powodu i bez sensu. Wiesz o nim, tak jak on wie o tobie, choć drogi waszego życia, waszych karier nigdy się nie skrzyżowały. Nienawidzi cię, nastaje na twój kawałek chleba, na twoje życie — a przecież nigdy nie zrobiłeś mu nic złego. Przez całe życie unikacie się i szukacie wzajemnie.  Cóż możesz uczynić przeciwko niemu? Nade wszystko staraj się go zrozumieć. On nadaje równowagę twojemu życiu. W przeciwnym razie walka, jaką toczy twoje życie, byłaby niezdarna, koślawa. Potrzebujesz go. Musisz pokonać samego siebie, aby móc pokonać jego. Musisz poznać prawdę, abyś mógł mu przeciwstawić twoją rację. Musisz być lepszy, bo on wierzy i rozgłasza wszem i wobec, że jesteś zły. Bóg wyznaczył go na twojego towarzysza na ziemi. Macie wspólną sprawę, jak dwaj szermierze. Nie przebij go przed czasem — w ogóle go nie przebij. On uczy cię żyć, walczyć, bronić się. Wiedz, że potrzebujesz go.

O KOBIETACH W OGÓLE - KOBIETOM W PODZIĘCE

Dziękuję tobie, która mnie urodziłaś. I tobie, która zostałaś moją żoną. I tobie, trzeciej, dziesiątej, tysięcznej, która posłałaś mi uśmiech, znak czułości, ciepłe spojrzenie na ulicy, na odchodnym; pocieszałaś, kiedy byłem samotny, ukołysałaś, kiedy bałem się śmierci. Dziękuję ci, bo byłaś jasnowłosa. I tobie, bo byłaś biała. I tobie, bo miałaś piękne ręce. I tobie, bo byłaś głupia i dobra. I tobie, bo byłaś mądra i wesoła. I tobie, bo byłaś cierpliwa i wielkoduszna. I tobie, bo swoimi włosami zakryłaś moją twarz, kiedy poniosłem porażkę i chciałem ukryć się przed światem, i tobie, bo ciepło swojego ciała oddałaś mojemu ciału, kiedy marzłem sam na sam z moim życiem. I tobie, bo urodziłaś mi dzieci. I tobie, bo miękkimi palcami zamkniesz mi oczy. I tobie, bo dałaś mi chleba i wina, kiedy byłem głodny i spragniony. I tobie, bo z twojego ciała promieniowała rozkosz. Wielkie dzięki i tobie, bo byłaś dobra jak zwierzęta. I tobie, bo twoje ciało miało ten sam zapach, co ziemia u zarania życia. Wielkie dzięki kobietom, wielkie dzięki.

Sandor Marai "Księga ziół", przekład Feliks Netz, Czytelnik, seria Mała Proza, Warszawa 2003, wydanie 4.

3 komentarze:

  1. oj, to sobie zostawiam na wieczór, jak będę w lepszej kondycji ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. nie boję się śmierci czyli tego, że mnie nie będzie, ale samego momentu umierania.
    niedawno rozmawiałam ze znajomą, która ma już dorosłe dzieci i powiedziała mi, że ona kompletnie nie myśli o tym, że umrze. NIGDY się nie zastanawiałam nad tym - to jej własne słowa. wydało mi się to wręcz niewiarygodne, bo myśl o śmierci towarzyszy mi każdego dnia, czego wcale nie uważam za jakąś obsesję, bo póki co nie najgorzej mi się żyje. ale wyglądało na to, że ona mówiła prawdę! może tak się powinno? nie myśleć o tym NIGDY?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nas dwoje. kiedyś sądziłem, że nikt nie myśli o śmierci, że jestem wyjątkowy. nie ma dnia abym o niej nie myślał, z różnych powodów. Nie wierzę tej pani, być może wyrobiła sobie taki mechanizm obronny, a może nie zdaje sobie sprawy, dzieje się to podświadomie. generalnie im człowiek starszy tym więcej o niej myśli. Polecam Ci "Solo" Sonii Raduńskiej, recenzja jest na moim blogu. mimo, że to raczej dla kobiet bardzo spodobała mi się ta książka, zadziałała jak terapia, zresztą autorka jest terapeutką, dużo mi dała. Sporo jest tam o śmierci.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...