Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sexton Anne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sexton Anne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

W towarzystwie aniołów


Anne Sexton - W towarzystwie aniołów

Zmęczyło mnie być kobietą
zmęczyły mnie rondle i garnki
moje usta i piersi
kosmetyki i jedwabie.
Wciąż jeszcze mężczyźni przysiadali się do mnie
wokoło misy z której częstowałam
misa pełna była czerwonych winogron
nad nią muchy krążyły zwabione zapachem
i nawet nadszedł mój ojciec ze swym białym rogiem.
Lecz zmęczył mnie ten rodzaj spraw.

Miałam sen zeszłej nocy
i rzekłam mu.
"Jesteś odpowiedzią
przeżyjesz mego męża i ojca".
W tym śnie było miasto utworzone z łańcuchów
w którym Joannę w męskim przebraniu zabito
i nie wyjaśniona została natura aniołów
nie ma dwóch w tym samym gatunku
jeden ma nos, jeden trzyma w dłoni ucho,
inny żuje gwiazdę i nagrywa szum orbit,
a każdy jak wiersz posłuszny własnym prawom
wypełnia Boże rytuały
z dala od ludzi. "

"Jesteś odpowiedzią",
rzekłam i weszłam
całym ciałem wyważając bramy miasta.
Wtedy łańcuchy spętały mnie całą
straciłam swą płeć pospolitą i finalną postać.
Adam był po mej lewej stronie
a Ewa po prawej
oboje w pełnej niezgodzie z prawami rozsądku
spletliśmy razem ramiona
i poszybowaliśmy ku słońcu.
Nie byłam kobietą
ani niczym innym.

O, córki Jerozolimy,
król wniósł mnie do swej komnaty.
Jestem czarna i jestem piękna.
Rozwarto mnie i obnażono.
Nie mam rąk ani nóg.
Jestem cała ze skóry jak ryba.
Nie jestem kobietą bardziej
niż Chrystus był mężczyzną.

przełożył Leszek Elektorowicz

środa, 24 października 2012

Kiedy mężczyzna wchodzi w kobietę


Kiedy mężczyzna wchodzi w kobietę - Anne Sexton

Kiedy mężczyzna
wchodzi w kobietę
jak fala która wgryza się w brzeg
raz za razem
i kobieta otwiera usta w rozkoszy,
a zęby jej lśnią
jak alfabet,
zjawia się Logos dojący gwiazdę,
i mężczyzna
wewnątrz kobiety
zawiązuje węzeł,
by nic ich nigdy
nie rozdzieliło,
a kobieta
wdrapuje się do środka kwiatu
i połyka łodygę,
i zjawia się Logos
i puszcza z uwięzi ich rzeki.
Ten mężczyzna,
ta kobieta,
zgłodniali w dwójnasób,
usiłowali przedrzeć się
przez zasłonę Boga
i na chwilę zdołali,
a jednak Bóg
z właściwą sobie perfidią
rozwiązuje węzeł.

Przełożyła Monika J. Sujczyńska

Kąpiel nago

Anne Sexton, 1967 r


Kąpiel nago - Anne Sexton


W połudntowo-zachodnim zakątku Capri
odkryliśmy nieznaną grotę,
gdzie nie było ludzi
i weszliśmy do niej,
by nasze ciała
nie były już samotne.

Ryby w naszym wnętrzu
na chwilę zniknęły.
Prawdziwe ryby nie zwracały uwagi.
Nie zakłócaliśmy ich prywatnego życia.
Spokojnie płynęliśmy nad nimi
i poniżej, wypuszczając
bąbelki powietrza jak białe
baloniki, co wzlatywały
ku słońcu w pobliżu łódki,
w której włoski przewoźnik drzemał
w kapeluszu zsuniętym na twarz.
Woda była tak przejrzysta, że mogłam
przez nią czytać książkę.

Woda tak wynosiła, że mogłam
kołysać się w niej oparta na łokciu.
Leżałam jak na otomanie.
Spoczywałam jak
Czerwona Odaliska Matisse'a.
Woda była dla mnie dziwnym kwiatem.
Wyobraźcie sobie kobietę
bez sukni i szala
na posłaniu głębokim jak grobowiec.
Ściany tamtej groty
mieniły się wszystkimi barwami błękitu,
a ty powiedziałeś: "Spójrz! Masz oczy
koloru wody morskiej. Spójrz! Twoje oczy
są lazurowe jak niebo." I moje oczy
zamknęły się jakby je nagle
ogarnął wstyd.

Przełożyła Teresa Truszkowska

wtorek, 23 października 2012

Wiosenne popołudnie


Wiosenne popołudnie - Anne Sexton

Każda rzecz jest żółta, jest zielona.
Nasłuchuj jej gardła, jej ziemskiej skóry,
suchych jak kość głosów żab,
pulsujących jak reklamy.
Małe leśne zwierzątka
zanoszą swe maski pośmiertne
do ciasnej zimowej pieczary.
Strach na wróble wyjął
dwoje oczu jak diamenty
i odszedł do wioski.
Generał i listonosz
odłożyli swoje tobołki.
To zdarzyło się kiedyś,
lecz wciąż jest aktualne.
Wszystko jest tu możliwe.

Dlatego też
młoda dziewczyna zdjęła
zimowe ubranie i swobodnie
wspięła się na gałąź drzewa,
zawieszoną nad rozlewiskiem rzecznym.
Wniknęła w tę gałąź
głęboko ponad schronieniem ryb,
które przepływają przez jej odbicie
i płyną w górę i w dół po schodach jej nóg,
Jej ciało unosi chmury w drodze do domu.
Spogląda na swą twarz odbitą
w rzece, do której ślepi mężczyźni
przychodzą by kąpać się w południe.

Dlatego też
ziemia, ten zimowy koszmar,
wyleczyła swe rany i rozkwitła.
zielonym ptactwem i witaminami.

Dlatego też
drzewa obracają się w swoich okopach
i unoszą w delikatnych palcach
małe deszczowe kielichy.
Dlatego też
pewna kobieta stojąc przy piecu
śpiewa i gotuje kwiaty.
Każda rzecz jest żółta, jest zielona.
 
Wiosna na pewno pozwoli
zupełnie nagiej dziewczynie
przewracać się w blasku słońca bez obawy
na tym nowym posłaniu.
Naliczyła już siedem
kwiatów w zielonym zwierciadle.
Dwie rzeki łączą się pod nią.
Twarz dziecka marszczy się
na wodzie i na zawsze znika.
Widać jedynie kobietę
w jej cielesnej piękności.
Jej wypieszczona i odporna skóra
spoczywa głęboko pod drzewem podwodnym,
Wszystko jest możliwe,
a ślepi mężczyźni znów widzą.

Przełożyła Teresa Truszkowska

poniedziałek, 22 października 2012

Dzikość kobiety


Dzikość kobiety - Anne Sexton

Obracam się,
obracam wokół warg,
co usuwają mój cień,
to one wymyśliły rozkład jazdy języków,
pochłaniający całą mą uwagę.
Tam nie ma miejsca.
Ani łóżka.
Zegar bije tylko wtedy,
gdy porusza 4000 mych pulsów
i tam gdzie nie było nic
jest teraz dwoje;
dotykają się jak chór motyli,
jak ocean,
co napiera na ląd,
cofa się,
znów napiera
z pragnieniem przebiegającym
po mej skórze,
krzyczącym wśród raf.
Rozwiązuję się.
Słowa stąd ulatują,
a ja co byłam długo na pustyni
piję, wciąż piję\
i pochylam głowę nad tą łąką,
nad piersią i melonem w niej ukrytym,
jej upojnym kwiatem.

Nasze pieszczące się ręce,
sutki jak małe rozgwiazdy —
aż nasze usta wpiją się w szaleńcze kręgi
stając się bąbelkami,
nasze palce nagie jak płatki kwietne —
a świat kołysząc się pulsuje.
Unoszę mą miednicę ku Bogu,
by poznała prawdę o tym,
jak kwiat przebija się przez długą zimę.

Przełożyła Teresa Truszkowska

niedziela, 21 października 2012

My


My - Anne Sexton

Byłam owinięta w czarne
futro i białe, a ty
rozebrałeś mnie,
pozostawiłeś w złotym świetle,
potem nałożyłeś mi koronę,
a śnieg prószył na zewnątrz
ukośnymi strzałkami.
Gdy dziesięciocalowy śnieg
spadał jak gwiazdy
w małych bryłkach wapienia,
byliśmy wewnątrz swych ciał
(w tej przestrzeni co nas pogrzebie),
ty byłeś w moim ciele
(w tej przestrzeni co nas przeżyje)
i wpierw otarłam ręcznikiem
twoje stopy do sucha,
gdyż byłam twą niewolnicą,
a ty nazwałeś mnie księżniczką.
Księżniczką!

Och, wtedy
wstałam obleczona w złotą skórę,
odrzuciłam psalmy
i zdjęłam ubranie,
a ty rozwiązałeś uzdę
i rozwiązałeś lejce,
a ja rozpięłam guziki,
rozluźniłam kości i całą tę gmatwaninę,
zniszczyłam kartki z Nowej Anglii,
styczniową noc o dziesiątej godzinie
i powstaliśmy jak pszenica,
łan za łanem złota
i zbieraliśmy żniwo,
nasze żniwo.

Przełożyła Teresa Truszkowska

piątek, 19 października 2012

Pocałunek


Pocałunek - Anne Sexton

Moje usta rozkwitają jak rana.
Raniono mnie przez cały rok; nudne
noce; tylko szorstkie łokcie
i delikatne pudełka Kleenexu co wołają:
"bekso, bekso, ty głuptasie!"

Do dziś dnia moje ciało było bezużyteczne.
Teraz rozsadza swoje szranki.
Rozrywa szaty starej Marii, supeł po suple.
Spójrz — teraz przeszywają mnie elektryczne błyski.
Świst! Zmartwychwstanie!

Kiedyś moje ciało było zwykłą drewnianą łódką,
niezdatną na nic, bez słonej wody pod spodem,
wymagającą malowania — niczym więcej
jak stosem desek. Tyś ją wyciągnął i otaklował.
Dokonał wyboru.

Moje nerwy są nastrojone. Rozbrzmiewają w mym uchu
jak muzyczne instrumenty. Tam gdzie trwało milczenie,
grają smyczki i bębny. Tyś to sprawił.
Istny geniusz przy pracy. Mój drogi, kompozytor
wstąpił już w ogień.

Przełożyła Teresa Truszkowska

Dotknięcie


Dotknięcie - Anne Sexton

Moja dłoń była miesiącami
zapuszkowana. Poręcz w metrze i nic więcej.
Może obtłuczona, myślałam,
i dlatego ją zaplombowali.
Ale kiedy tam zajrzałam, leżała spokojnie.
Można z niej odczytać czas, pomyślałam,
jak na zegarze, z tych pięciu kłykci
i cienkich podziemnych żył.
Leżała jak nieprzytomna kobieta
karmiona przez rurki, o których nie wie.

Zapadła się ta dłoń,
drewniany gołąbek
co wybrał odosobnienie.
Odwróciłam ją i wnętrze dłoni było stare,
z liniami narysowanymi jak w cienkiej koronce
i wydzierganymi wzdłuż palców.
Tłuste i miękkie i miejscami ślepe.
Nieodporne i tyle.

A wszystko to jest metafora.
Zwyczajna dłoń: tylko wysamotniona
za dotknięciem czegoś
co jej odpowie dotknięciem.
Moja suka tego nie zrobi.
Jej ogon wymachuje za żabami w bagnie.
Ja jestem tyle co puszka z pokarmem dla psów.
Ona ma swój własny głód.
Moje siostry tego nie zrobią.
Żyją w szkole z wyjątkiem guzików
i łez lejących się jak lemoniada.
Mój ojciec tego nie zrobi.
On jest częścią domu i nawet w nocy
żyje w maszynie, którą zmontowała matka,
a jego praca, jego praca wciąż ją naoliwia.

Kłopot polega na tym
że pozwoliłam zamarznąć swym gestom.
Kłopot nie krył się
w kuchni ani w tulipanach
tylko w mojej głowie, mojej głowie.

Nagle wszystko to odeszło w przeszłość.
Twoja dłoń znalazła moją dłoń.
Życia krwawy skrzep wdarł mi się w palce.
Och, mój cieślo,
zaczęła się odbudowa palców.
Tańczą z twoimi.
Tańczą na strychu i stąd aż do Wiednia.
Na całą Amerykę żyje moja dłoń.
Nawet śmierć jej nie zatrzyma
krwi rozlewem.
Nic jej nie zatrzyma, gdyż to jest królestwo
z tego świata i z tamtego świata

Z angielskiego przełożyła
Beata Pusłowska

sobota, 6 października 2012

Śmierć Sylvii


Anne Sexton -  Śmierć Sylvii

dla Sylvii Plath

O Sylvio, Sylvio
z umarłym pudełkiem kamyków i łyżeczek,

z dwójką dzieci, dwojgiem meteorów
błąkających się bez celu po maleńkiej bawialni,

z ustami w prześcieradle,
w niemej modlitwie do belki w dachu,

(Sylvio, Sylvio,
dokąd odeszłaś
po tym, jak napisałaś do mnie
z Devonshire
o uprawianiu ziemniaków
i hodowli pszczół?)

co wcześniej szykowałaś po cichu,
że ci tak głośno poszło?

Złodziejko! –
jak zręcznie wśliznęłaś się,

sama się wśliznęłaś
w śmierć, której tak bardzo pragnęłam i od tylu lat,

w śmierć, o której mówiłyśmy, żeśmy z niej wyrosły,
w śmierć, którą hołubiłyśmy u naszej chudej piersi,

o której tak często gadałyśmy w Bostonie
obaliwszy trzecią matrini extra dry

w śmierć, która opowiadała o psychiatrach i leczeniu,
w śmierć, która nas namawiała jak spiskujące panny młode,

w śmierć, której zdrowie piłyśmy
najpierw powody, a potem cichy czyn?

( Bostonie
śmiertelny
rajd taksówkami
tak, znowu śmierć,
tamta jazda do domu
z naszym chłopakiem.)

O Sylvio, pamiętam tego sennego perkusistę
który bił laskę przed nami, dawna historia,

tak chciałyśmy, żeby się spuścił
jak sado, albo jak nowojorska ciota.

Żeby odwalił robotę,
jakiś nakaz, okno w ścianie lub dziecinne łóżeczko,

od tamtych dni trwał
w ukryciu naszych serc, szaf,

i widzę teraz, że latami przechowywałyśmy
pamięć o nim, stare samobójstwa

i już wiem teraz, ma wieść o twej śmierci,
jak okropny to smak, jak sól.

(A ja,
ja też.
Sylvio, teraz ty
znów ty
i znowu śmierć,
tamta jazda do domu
z naszym chłopakiem.)

i tylko mówię
z rękoma wyciągniętymi ku tamtemu miejscu z kamieni,

czym więcej jest twa śmierć
niż czymś, co zawsze było,

kretem, który wypełz
z jednego z twoich wierszy?

(O przyjaciółko,
gdy księżyc jest zły,
i król odszedł
a królowej żarty się skończyły,
mucha w barze powinna zaśpiewać!)

O matko drobniuteńka,
ty też!
O śmieszna księżniczko!
O jasnowłose maleństwo!

tłum. Grzegorz Musiał

poniedziałek, 10 września 2012

Być może jestem nikim

Anne Sexton, lato 1974

Anne Sexton - Poeta ignorancji

Być może ziemia płynie,
nie wiem.
Być może gwiazdy to małe papierowe strzępki
wycięte przez jakieś gigantyczne nożyczki,
nie wiem.
Być może księżyc jest zamarzniętą łzą,
nie wiem.
Być może Bóg jest tylko głębokim głosem
słyszanym przez głuchych,
nie wiem.

Być może jestem nikim.
To prawda, mam ciało
i nie potrafię od niego uciec.
Chciałabym ulecieć z mojej głowy,
lecz to wykluczone.
Na tabliczce przeznaczenia napisano,
że będę wklejona tutaj, w ten ludzki kształt.
Traktując to jako szczególny przypadek,
chciałabym zwrócić uwagę na mój problem.

Wewnątrz mnie jest zwierzę,
co mocno wczepia się w moje serce,
ogromny krab.
Bostońscy lekarze
rozłożyli ręce.
Próbowali skalpeli,
igieł, trujących gazów i tak dalej.
Krab trwa nadal.
To wielki ciężar.
Staram się o nim zapomnieć, zająć się swymi sprawami,
gotować brokuły, otwierać i zamykać książki,
myć zęby i sznurować buty.
Próbowałam modlitwy,
lecz gdy się modlę, krab trzyma mocniej
i ból rośnie.

Miałam kiedyś sen,
być może był to sen,
że ten krab to moja nieznajomość Boga.

Lecz kimże jestem, by wierzyć w sny?


Nie wiem w czyim tłumaczeniu jest ten wiersz. Znalazłem go TUTAJ

sobota, 8 września 2012

Listy pisarzy - Anne Sexton


Anne Sexton
List Anne Sexton do Lois Ames

Capri, Włochy, 7 września 1966 roku
Droga Lois,
Dostałam Twój list jak tylko wjechaliśmy do Rzymu i przybyli na Capri, wyspę szczęścia. Cudownie było dostać te wieści od Ciebie, często myślałam o Tobie i zastanawiałam się, co słychać u pani Plath. W swoim liście pisałaś mi naprawdę bardzo niewiele o tym, jak to się stało. Czy ona naprawdę odetchnęła? [...] Powiedzmy, że wtedy, gdy telefon został wyrwany z gniazdka? Widzę, że ma ciężkie życie. Czy Twoje wyobrażenie urzeczywistniło się? - będziesz w stanie pomóc jej temu sprostać?
Naprawdę chciałabym, abyś znalazła sposób na odwiedzenie mnie w tym roku choćby na tydzień. Tyle rzeczy mamy do obgadania. Mam wrażenie, jakby wszystko się zakorkowało, słowa nie chcą przechodzić przez maszynę do pisania, jest ich za dużo. Przyrzekłam solennie nie zamawiać rozmów telefonicznych na duże odległości, jak to czyniłem dawniej i to pogarsza sprawę naszego porozumiewania się. Więc jak z tą wizytą? Będzie to możliwe?

Wyprawa była w porządku. Afryka, a raczej myśliwskie safari, nie dla mnie, kurz, meteorowy żar, drzewa kolczaste i zupełny brak drzew cienistych, krew, rzeź. Obserwowanie zwierzęcia konającego powoli, a następnie zjadanie go tego samego dnia na kolację. Nie potrafię sobie wyobrazić życia tutaj i nie wierzę, że podobałoby Ci się to - ale może mylę się co do Ciebie. To zły kontynent, powstający, ale bez księgi praw i wielkie ubóstwo i wielka nienawiść do białego człowieka. Chociaż Chicago jest gorsze, z tego co czytałam. Ale w Stanach Zjednoczonych kiedyś nastanie wolność, jednak nie poprzez władzę czarnych nad białymi, jak tu w Afryce. [...]

Capri jest najpiękniejsze. To mój duchowy dom i czuję się jak nowo narodzona. Moje nerwy są w lepszym stanie. Nie wypatruję dnia powrotu do domu, który nastąpi we czwartek, 8 września, a więc jeszcze zanim to do Ciebie dotrze. Zbyt wiele problemów. Kojarzę nawet dom z chorowaniem. [...] No dobrze, Kayo [mąż Anne] i ja byliśmy na Capri dwa lata temu, a jednak wydaje się, że zanudzamy się nawzajem. Nie mamy sobie nic do powiedzenia. Irytuję go, gdy mówię mu to, o czym myślę, więc często milczę. On był zachwycony safari. Jego marzenie spełniło się i o niczym innym nie mówi. Cieszę się, że miał tę przyjemność. To luksusowe biwakowanie w otoczeniu śmierci, zabijania, niewybaczalnej śmierci na każdym kroku. Capri jest jak piękna matka. Woda unosi cię jak spławik i jest tak czysta. Capri jest matką, jakiej nigdy nie mieliśmy, młoda, piękna, egzotyczna, o łaskawych i kochających ramionach. Dzięki Bogu, że byłam tu raz jeszcze. Chciałabym tu mieszkać z kimś. Moja książka ma wyjść około 14 września... będę wiedziała dokładniej, gdy wrócę do domu. Mam nadzieję, że spodoba Ci się okładka, tak jak i treść, którą już znasz a nawet pomogłaś przy niektórych wersach I'm a little buttercup in my yellow nightie i dalszych.

Napisz zaraz i pisz często. Umieram z niecierpliwości, by zobaczyć artykuł o Sylvii i wiem, że on cię wylansuje.
xo Anne
Fragment bezczelnie i po chamsku ukradłem z bloga "Płaszcz zabójcy", a pochodzi on z: Anne Sexton, Listy, tłum. Anna Sudrawska, Literatura na Świecie 1988, nr 4 (201), s. 178-179.

sobota, 1 września 2012

Szał




Frenzy - Anne Sexton

I am not lazy.
I am on the amphetamine of the soul.
I am, each day,
typing out the God
my typewriter believes in.
Very quick. Very intense,
like a wolf at a live heart.
Not lazy.
When a lazy man, they say,
looks toward heaven,
the angels close the windows.

Oh angels,
keep the windows open
so that I may reach in
and steal each object,
objects that tell me the sea is not dying,
objects that tell me the dirt has a life-wish,
that the Christ who walked for me,
walked on true ground
and that this frenzy,
like bees stinging the heart all morning,
will keep the angels
with their windows open,
wide as an English bathtub.

Szał - Anne Sexton

Nie jestem leniwa.
Jestem na amfetaminie duszy.
Każdego dnia wypisuję Boga,
w którego wierzy moja maszyna do pisania.
Bardzo szybko. Bardzo intensywnie,
jak wilk przy żyjącym sercu.
Nie leniwie.
Mówią, że gdy leniwy człowiek
spogląda ku niebu,
aniołowie zamykają okna.

O aniołowie,
trzymajcie okna otwarte,
tak, bym mogła sięgnąć do środka
i skraść każdy przedmiot,
przedmioty, które mówią mi, że morze nie umiera,
przedmioty, które mówią mi, że proch ma wolę życia,
że ten Chrystus, co chodził dla mnie,
chodził po prawdziwej ziemi,
i że ten szał,
jak pszczoły co przez cały poranek kłują serce,
zatrzyma anioły
przy oknach otwartych
szeroko jak angielska wanna.

tłum. Maria Korusiewicz

sobota, 2 czerwca 2012

"Słowa" - Anne Sexton


Ann Sexton

Słowa - Ann Sexton

O słowa należy dbać,
nawet o te cudowne.
Dla cudownych robimy najwięcej,
czasami roją się jak owady
i nie żądlą, lecz całują.
Potrafią być niegorsze od palców.
Potrafią być pewne jak skała,
na której nie wahasz się usiąść.
Potrafią być stokrotkami, ale i siniakami,

Mimo to jestem zakochana w słowach.
Są gołębiami spadającymi z sufitu.
Są sześcioma nieskalanymi pomarańczami na moich kolanach.
Są i drzewami, i kończynami lata,
a także słońcem, jego ognistym obliczem.

A jednak często mnie zawodzą.
Tyle rzeczy chcę powiedzieć,
tyle historii, obrazów, przysłów, etc.
Lecz słowa nie dość się do tego nadają,
całują mnie nie te co trzeba.
Czasami wzbijam się jak orzeł
ale na skrzydłach strzyżyka.

Jednakże staram się uważać
i być dla nich miła.
Ze słowami i jajkami należy ostrożnie.
Gdy się je uszkodzi, nikt ich
nie naprawi.

tłum. Monika J. Sujczyńska

Words 

by Ann Sexton

Be careful of words,
even the miraculous ones.
For the miraculous we do our best,
sometimes they swarm like insects
and leave not a sting but a kiss.
They can be as good as fingers.
They can be as trusty as the rock
you stick your bottom on.
But they can be both daisies and bruises.

Yet I am in love with words.
They are doves falling out of the ceiling.
They are six holy oranges sitting in my lap.
They are the trees, the legs of summer,
and the sun, its passionate face.

Yet often they fail me.
I have so much I want to say,
so many stories, images, proverbs, etc.
But the words aren't good enough,
the wrong ones kiss me.
Sometimes I fly like an eagle
but with the wings of a wren.

But I try to take care
and be gentle to them.
Words and eggs must be handled with care.
Once broken they are impossible
things to repair.