Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechow Antoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechow Antoni. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

"Ubijam tekst, ile się da, przecedzam, wykreślam"



List Antoniego Czechowa do N. Lejkina

Moskwa, 12 stycznia 1883

[...] Sam jestem zażartym zwolennikiem drobnych utworów i gdybym wydawał pismo humorystyczne, wszelkie rozwlekłości wykreślałbym bez pardonu. W moskiewskich redakcjach ja jeden występuję przeciwko dłużyznom (co mi zresztą nie przeszkadza od czasu do czasu komuś je wtrynić... Głową muru nie przebijesz!), ale równocześnie, jeśli mam być szczery, granice „stąd dotąd" są dla mnie wielce kłopotliwe. 

sobota, 28 września 2013

O ludziach dobrze wychowanych



List Antoniego Czechowa do N. Czechowa

Moskwa, marzec 1886

[...] Mówiono mi, że się czujesz dotknięty kpinami zarówno moimi, jak Szechtla... Wrażliwość na zniewagę jest właściwością li tylko szlachetnych dusz, jednakże skoro wolno kpić z Iwanienki, ze mnie, z Miszki, z Nelly, czemu nie wolno z Ciebie? To niesprawiedliwe... Zresztą, jeżeli nie udajesz i rzeczywiście jesteś dotknięty, muszę Cię jak najprędzej przeprosić.
Ludzie śmieją się tylko z tego, co śmieszne, albo dla nich niezrozumiałe... Wybieraj jedno z dwojga.

czwartek, 4 lipca 2013

Civilized people

Antoni Czechow
“Civilized people must, I believe, satisfy the following criteria:

1) They respect human beings as individuals and are therefore always tolerant, gentle, courteous and amenable ... They do not create scenes over a hammer or a mislaid eraser; they do not make you feel they are conferring a great benefit on you when they live with you, and they don't make a scandal when they leave. (...)

2) They have compassion for other people besides beggars and cats. Their hearts suffer the pain of what is hidden to the naked eye. (...)

3) They respect other people's property, and therefore pay their debts.

4) They are not devious, and they fear lies as they fear fire. They don't tell lies even in the most trivial matters. To lie to someone is to insult them, and the liar is diminished in the eyes of the person he lies to. Civilized people don't put on airs; they behave in the street as they would at home, they don't show off to impress their juniors. (...)

5) They don't run themselves down in order to provoke the sympathy of others. They don't play on other people's heartstrings to be sighed over and cosseted ... that sort of thing is just cheap striving for effects, it's vulgar, old hat and false. (...)

6) They are not vain. They don't waste time with the fake jewellery of hobnobbing with celebrities, being permitted to shake the hand of a drunken [judicial orator], the exaggerated bonhomie of the first person they meet at the Salon, being the life and soul of the bar ... They regard prases like 'I am a representative of the Press!!' -- the sort of thing one only hears from [very minor journalists] -- as absurd. If they have done a brass farthing's work they don't pass it off as if it were 100 roubles' by swanking about with their portfolios, and they don't boast of being able to gain admission to places other people aren't allowed in (...) True talent always sits in the shade, mingles with the crowd, avoids the limelight ... As Krylov said, the empty barrel makes more noise than the full one. (...)

7) If they do possess talent, they value it ... They take pride in it ... they know they have a responsibility to exert a civilizing influence on [others] rather than aimlessly hanging out with them. And they are fastidious in their habits. (...)

8. They work at developing their aesthetic sensibility ... Civilized people don't simply obey their baser instincts ... they require mens sana in corpore sano.

And so on. That's what civilized people are like ... Reading Pickwick and learning a speech from Faust by heart is not enough if your aim is to become a truly civilized person and not to sink below the level of your surroundings.

― Anton Chekhov, from a letter to Nikolay Chekhov (March 1886)

środa, 21 listopada 2012

"Wszystko jest dobrze"

10 października 1922

Dziś rano rozmyślając doszłam do przekonania, że może zdołam wyjaśnić sytuację, jeśli napiszę... jak się dla mnie ta sprawa przedstawia.
Odkąd przyjechałam do Paryża, jestem ciągle chora i nie czuję się lepiej. Wczoraj myślałam, że umieram. To nie imaginacja. Moje serce jest tak wyczerpane i słabe, że mogę dojść tylko do taksówki i z powrotem. Wstaję w południe i kładę się do łóżka już o wpół do szóstej. Usiłuję pracować dorywczo, ale czas mija, a ja nie mogę nic robić. Od kwietnia właściwie nic nie zrobiłam. Dlaczego? Bo choć kuracja M. podziałała na moje krążenie, poprawiła mój wygląd i stan płuc, ale z sercem nie jest ani trochę lepiej i od czasu tej kuracji pędzę życie żywego trupa w hotelu "Victoria Palace".
Mój umysł już prawie zupełnie przestał pracować. Źródło życia jest tak wyczerpane, że lada chwila wyschnie zupełnie. Teraźniejsza poprawa mojego zdrowia to komedia, to złudzenie. Czym się zresztą objawia? Czy mogę chodzić? - nie, zaledwie się snuję. Czy mogę sama coś zrobić własnymi rękami? Nic, jestem zupełnie niedołężną kaleką. Czym jest moje życie? Egzystencją pasożyta. Pięć lat już minęło, a ja jestem coraz bardziej skrępowana więzami choroby.
Ach, czuję się o tyle spokojniejsza, że będę mogła pisać.Niechaj będą dzięki Bogu za dar pisania. Tak się boję tego co zamierzam zrobić. Głosy z mej przeszłości wołają do mnie: "Nie rób tego". J. powiada mi: "M. jest uczonym, on swoje robi, twoją rzeczą jest zrobić co do ciebie należy". ale to nie jest prawda: Tak samo nie mogę wyleczyć mej duszy, jak nie wyleczę mojego ciała. Jest to może nawet mniej prawdopodobne. Czy J., który jest zdrów i silny, nie popada w kompletne przygnębienie, gdy ma wrzodziankę na karku? Pomyśl tylko o tym pięcioletnim więzieniu. Ktoś musi mi pomóc wydostać się z niego. To, co powiedziałam, jest zapewne przyznaniem się do słabości - niech i tak będzie. Ale to tylko ktoś bez wyobraźni może tak to nazwać. Któż mi pomoże?. Przypomnij sobie, jak on ci powiedział w Szwajcarii: "Jestem bezsilny". Jest to całkiem zrozumiałe: więzień nie może pomóc wydostać się na wolność drugiemu więźniowi. Czy wierzyłam w medycynę samą? Nie, nigdy. Czy wierzyłam w naukę samą? Nie, nigdy. Wydaje mi się dziecinnym i śmiesznym mniemanie, że można kogoś wyleczyć tak, jak krowę, jeśli się nie jest krową. Przez ostatnie lata szukałam wciąż kogoś, kto by podzielał to moje zapatrywanie. Wreszcie dowiedziałam się o G., który nie tylko ma te same poglądy, co ja, ale zdaje się, że wie na ten temat o wiele więcej. Po co się wahać?
Ze strachu. Ze strachu przed czym? Czy na dnie nie kryje się obawa przed utratą J.? Myślę, że tak; lecz, na Boga, przyjrzyj się uważnie faktom. Co on ci daje? Jakie są wasze stosunki? Porozmawia czasem z Tobą i odchodzi. Myśli o tobie z czułością. Marzy o wspólnym życiu, kiedyś, gdy cud się spełni. Masz dla niego poniekąd abstrakcyjne znaczenie; nie stanowicie jedności. Co was łączy? Prawie nic. A jednak przez moje serce przepływa głęboki, słodki, czuły potok uczuć i tęsknoty do niego. Ale co to daje w obecnym stanie rzeczy? Wspólne pożycie, gdy jestem chora, to po prostu męka, przerywana krótkimi chwilami szczęścia. Ale to nie jest życie... wiesz dobrze, że ty i on jesteście tylko snem o tym, co mogło być. A sen ten nie zmieni się nigdy w rzeczywistość, o ile nie wyzdrowiejesz. Nie możesz jednak odzyskać zdrowia przez "imaginację" czy też "oczekiwanie" ani dokonać tego cudu własnymi siłami.
A więc jeśli wielki lama tybetański obiecał przyjść ci z pomocą, jak możesz się jeszcze wahać? Zaryzykuj! Zaryzykuj wszystko! Nie dbaj o cudzą opinię ani o tamte głosy. Zdecyduj się na to, co jest dla ciebie najtrudniejsze na tym świecie. Zrób coś dla siebie. Nie bój się prawdzie spojrzeć w oczy.
Jednak Czechow nie zrobił tego. Tak, ale Czechow umarł. Bądźmy jednak szczerzy: co wiemy o nim z jego listów? Czy wypowiedział się w nich całkowicie? Naturalnie, że nie. Czy nie myślisz, że miał wiele pragnień, o których nie wspomina ani słowa. Przeczytaj więc ostatnie jego listy: stracił zupełnie nadzieję. Jeśli odrzucisz z nich sentymentalizm, są one przerażające: nie pozostało nic z dawnego Czechowa. Choroba go zniszczyła.
Może zdrowym wszystko to wyda się głupstwem. nie kroczyli nigdy tą ścieżką. Jakże mogą zrozumieć, dokąd ja doszłam? Tym bardziej trzeba samotnie i odważnie dążyć naprzód. Życie nie jest proste. Pomimo wszystko, co mówimy o tajemnicy życia, gdy się do niej przybliżamy, chcemy ją traktować jak dziecinną bajkę...
A teraz powiedz, Katie, co rozumiesz przez zdrowie? I na co ci ono potrzebne?
Odpowiadam: pragnę zdrowia, aby móc żyć pełnym, dojrzałym, czynnym życiem, w bliskim kontakcie z tym wszystkim, co kocham - z ziemią, jej cudami - z morzem i słońcem, ze wszystkim tym, co nazywamy zewnętrznym światem. Pragnę zagłębić się w nim, stać się jego częścią, żyć w nim, uczyć się od niego, pragnę otrząsnąć z siebie wszystko, co jest powierzchowne i nabyte, stać się świadomą siebie istotą ludzką. Chcę przez zrozumienie siebie zrozumieć innych. Chcę osiągnąć to, do czego tylko jestem zdolna, aby ( i tu zatrzymałam się i czekałam... czekałam, ale na próżno - nie mogłam znaleźć lepszego wyrażenia), aby stać się dziecięciem słońca. Może to błędny pomysł chcieć określić jednym słowem i pomoc dla innych, i niesienie światła, i tym podobne sprawy. Ale niech wystarczy: dziecię słońca.
A więc pragnę pracować. Nad czym? Chcę żyć, aby pracować własnymi rękami, uczuciem i myślą. chciałabym mieć ogród, domek, trawę, zwierzęta, książki, obrazy i muzykę. I pragnęłabym, aby moje pisanie wynikało i wyrażało to wszystko. (choćbym pisała o dorożkach. To nie ma znaczenia.)
Pragnę życia, gorącego, pełnego zapału, ruchliwego, chcę w nie wrosnąć, chcę się uczyć, dążyć do wiedzy, czuć, myśleć, działać. Oto, czego pragnę. Mniejszym się nie zadowolę. Do tego będę dążyć.

Napisałam to dla siebie. Spróbuję to posłać J., niech zrobi z tym, co zechce. Ale niech się przekona, jak go kocham.
Ale gdy mówię "boję się", niech to Cię nie przeraża, Drogi Mój. Wszyscy jesteśmy wystraszeni, póki jesteśmy w poczekalni, lecz musimy przejść przez nią i możemy jedynie pomóc sobie wzajemnie, zachowując spokój.
Wszystko to wydawało się bardzo surowe i poważne, lecz teraz z chwilą, gdy przestałam już walczyć, wrażenie to znikło. Czuję się teraz szczęśliwa - do głębi. Wszystko jest dobrze.

Katherine Mansfield "Dziennik", przełożyła Teresa Tatarkiewiczowa, Czytelnik, Warszawa 1985, s.286-290.

poniedziałek, 10 września 2012

Listy pisarzy - Antoni Czechow


"A więc my, starzy kawalerowie, cuchniemy jak psy? Dobrze, niech będzie. Ale że lekarze chorób kobiecych to w głębi duszy lowelasi i cynicy, z tym się nie mogę zgodzić. [...] Kto ciągle żegluje po morzu, ten lubi ląd; kto wiecznie tkwi w prozie, ten namiętnie tęskni za poezją. Wszyscy ginekolodzy są idealistami. U Pani lekarz czyta wiersze - a więc wyczucie Pani nie zawiodło; dodałbym jeszcze, że to gorący liberał, trochę mistyk, że marzy o żonie w stylu Rosyjskich kobiet Niekrasowa. Słynny Sniegirow inaczej nie mówi o "rosyjskiej kobiecie", jak z drżeniem w głosie. Inny ginekolog, którego znam osobiście, kocha jakąś tajemniczą damę w woalce, którą widział tylko z daleka. Jeszcze inny chodzi na wszystkie premiery i potem głośno klnie w szatni, twierdząc, że autorzy powinni ukazywać wyłącznie idealne kobiety".

Fragment znaleziony i ukradziony z bloga Fragmentarz, a pochodzi [z]: Anton Czechow "Listy", przeł. Natalia Gałczyńska, t. 2, Wydawnictwo Literackie 1988.

środa, 18 lipca 2012

Przeczucie

Katherine Mansfield
DO J.M. MURRY'EGO

Paryż, 15 października 1922

[...] Wracam do Czechowa i jego listów. Nie zapominaj, że umarł mając lat 43 i przez Bóg wie ile czasu uganiał się rozpaczliwie za zdrowiem. A jeśli czytać "intuicyjnie" jego ostatnie listy - są straszne. Co pozostało z niego? Przeczytaj ostatni list! Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Listy są w każdym razie zawodne. Miewał co prawda rzadkie chwile szczęścia. Ale przez ostatnich osiem lat nie zaznał bezpieczeństwa. Czuł, jak wiemy, że jego nowele nie były ani w połowie tak dobre, jakimi być mogły. Nie trzeba wiele wyobraźni, aby go sobie przedstawić na łożu śmierci; myślał zapewne: "Nie miałem nigdy szczęścia. Zawsze coś się na złe obracało". [s.474]

Katherine Mansfield "Listy", przekład autoryzowany Marii Godlewskiej, przedmowa Jana Koprowskiego, Czytelnik, Warszawa 1978, s.489.

środa, 11 lipca 2012

Czy pisarz powinien czytać?

Antoni Czechow i Lew Tołstoj
"Drogi przyjacielu, odpowiadam Ci na to, co w twoim liście jest najistotniejsze: dlaczego my tak rzadko prowadzimy poważne rozmowy. Kiedy ludzie milczą, oznacza to, że nie mają o czym mówić albo że się krępują. Bo i o czym mówić? Nie mamy polityki, nie mamy życia społecznego ani towarzyskiego, ani nawet ulicznego; nasza miejska egzystencja jest uboga, jednostajna, szara, nieciekawa - i rozmowy o niej są nudne, jak korespondencja z Ługowojem. Powiesz, że jesteśmy pisarzami i że to samo przez się wzbogaca nasze życie. Czy istotnie? Ugrzęźliśmy po uszy w pracy zawodowej, ona nas stopniowo odizolowała od świata zewnętrznego - w rezultacie mamy mało czasu, mało pieniędzy, mało książek, mało i niezbyt chętnie czytamy, mało słyszymy, rzadko porównujemy... Mówić o literaturze? Przecież tyle już mówiliśmy o niej... Każdego roku to samo, a wszystko, co zazwyczaj mówimy o literaturze sprowadza się do jednego: kto napisał lepiej, a kto gorzej, rozmowy zaś bardziej ogólne, na szersze tematy nigdy się nie kleją, bo gdy ma się wokół tundrę i Eskimosów, to idee ogólne, jako nie pasujące do naszej rzeczywistości, równie szybko rozpływają się i znikają, jak marzenia o raju. Mówić o swoim życiu osobistym? tak, czasami to ciekawe, o tym pomówilibyśmy nawet chętnie, ale tu się już krępujemy, bo jesteśmy skryci, brak nam szczerości, powstrzymuje nas instynkt samozachowawczy, boimy się! Boimy się, że naszą rozmowę podsłucha jakiś niekulturalny Eskimos, który nas nie lubi i którego my też nie lubimy; ja na przykład boję się, że mój przyjaciel Siergiejenko, którego uważasz za człowieka mądrego, będzie we wszystkich domach i przedziałach kolejowych głośno rozstrzygać kwestię: dlaczego romansuję z panią N, skoro mnie kocha pani Z. Boimy się naszej etyki, boimy się naszych dam... A więc za milczenie, za brak powagi, za jałowość naszych rozmów nie czyń odpowiedzialnym siebie ani mnie, tylko - jak powiada krytyka - "epokę", klimat, terytorium, co chcesz, i pozostaw całą sprawę jej własnym nieuniknionym losom, w nadziei na lepszą przyszłość".

Anton Czechow "Listy", przeł. Natalia Gałczyńska, t. 2, Wydawnictwo Literackie 1988.

"Czechow czytał bardzo mało. W ogóle trzeba byłoby kiedyś ułożyć tablicę wielkich pisarzy i podzielić ich na czytających dużo, jak np. uczony Turgieniew lub samouk Gorki, czytających za dużo, jak Mereżkowski; nic prawie nie czytających, jak Dostojewski, który czytał ciągle w sobie, którego myśl pracowała tak intensywnie i w takim nerwowym pośpiechu, że czytanie cudzych myśli przeszkadzałoby mu, i wreszcie nie biorących książki do ręki z wrodzonej niechęci do czytania, jak Andriejew".

Stanisław Mackiewicz, Odeszli w zmierzch. Wybór pism 1916-1966, Instytut Wydawniczy Pax 1968.

poniedziałek, 14 maja 2012

Dzień z życia pisarza (12) - Antoni Czechow

Antoni Czechow
Sobota, 20 listopad 1896, MOSKWA

Plany na ten dzień:

7.15 - Kiedy pociąg pośpieszny zatrzyma się przy rampie, przekona się, że nikt go nie wita, weźmie za 20 kop. dorożkę i pojedzie do Wielkiego Hotelu Moskiewskiego.

8.00 -  Rozlokuje się w wynajętym pokoju.

9.00 -  Weźmie dorożkę za 10 kop. i pojedzie do Teodora, który go ostrzyże za 15 kop.

10.00 -  Odmłodzony i piękny po zabiegach fryzjerskich, powróci do hotelu.

22.00 - Pójdzie do restauracji na pół porcji omletu z szynką. Jeśli zechce mu towarzyszyć Pani Lidia, odstąpi jej kawałek omletu, a w razie uporczywych nalegań zafunduje jej butelkę piwa.

23.00 -   Po kolacji wróci do swojego pokoju i położy się spać ciesząc się, że nareszcie jest sam.

Niedziela, 8.00 -   Po przebudzeniu, umyje się, ubierze i pojedzie na Suchariewkę kupować książki.

Wtorek, 9.00 -  Wyjedzie z Moskwy dumny, że oparł się wszelkim pokusom i nikomu nie pozwolił na poufałość mimo uporczywych nalegań.

Notkę napisałem dzięki uprzejmości redaktorów bloga  "Płaszcz zabójcy". Wykorzystałem zamieszczony tam fragment z: Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 150-151.