Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2025

Narratorzy i styliści

 

"Ogół pisarzy można podzielić na dwie grupy: narratorów i stylistów. Narratorzy postrzegają świat jako różnorodność fascynujących sytuacji i zdarzeń, które mogą opowiedzieć swym czytelnikom; ponieważ styl, w jakim opowiada się jakąś historię, zależy od jej treści i znaczenia, zmienia się on od jednego utworu do drugiego. Z drugiej strony styliści odnajdują swój wyraźny styl i używają go we wszystkich swych opowieściach; udaje im się to dlatego, że opowiadają tę samą historię ciągle na nowo.

wtorek, 6 października 2015

Dzień z życia pisarza: Samuel Pepys



16 lipca 1666 roku 

Leżałem w łóżku całe rano i większą część popołudnia, nękany srogimi bólami a wiatrami, nie mogąc oddać wody albo mało. Niebo było tego dnia zadziwiająco ciemne i rano deszcz, a w Harwich spadł pono grad wielkości orzecha. Wypiłem tylko trochę rosołu, który lubię. Resztę dnia spędziliśmy z Baltym, który przybył z morza na dzień lub dwa. Wieczorem wziąłem lewatywę i poczułem się lepiej, i noc miałem niezłą. 

*Dziennik Samuela Pepysa*, t. , tłum. Maria Dąbrowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1954, s. 65.

czwartek, 5 marca 2015

Dzień jak koronkowa firanka



21 czerwca 1918, Looe, Kornwalia

Cóż to za dziwny dzień dzisiaj? Cienki, biały, jak koronkowa firanka, pełen okropnych hałasów. (Np. ktoś otwiera szufladę tandetnej komody i nie może jej potem zamknąć.) Jedzenie jest łykowate i niestrawne, napoje nie dość gorące. Przeglądając się w lustrze wydaję się sobie okropna, łysa jak jajko, napuchnięta, suknie są na mnie ciasne. Wszystko pokryte jest kurzem i piaskiem – popiół papierosów rozsypuje się i opada – nagietki rozsiewają swe płatki po całej toalecie. W sąsiednim pokoju ktoś usiłuje nastroić kiepski fortepian.
Gdybym miała „swój dom”, mogłabym zaciągnąć zasłony, a zamknąwszy drzwi wykadzić czymś przyjemnie pachnącym, potem przejść się szybko cichym krokiem wokoło mego doskonale urządzonego pokoju przyglądając się grze cieni i świateł – i w ten sposób można by wytrzymać – lecz żyjąc tak, jak ja, zawsze w zajazdach – to bardzo trudno.

Zacytuje parę tych trudności:

1.      Postanowiłam zrobić pedicure przed śniadaniem i nie zrobiłam tego z lenistwa.
2.      Kawa nie była gorąca, boczek przesolony i znać było na talerzu, że usmażono go na brudnej patelni.
3.      Nie umiałam wymyślić żadnego tematu rozmowy z panią Honey, która była milcząca, roztargniona i przygaszona...
4.      List J., w którym pisze o ogromnych trudnościach i o wszystkich sprawach, jakie musi załatwić, nim wyjedzie na wakacje, nie wzruszył mnie wcale. Był jakiś bezbarwny – miałam wrażenie, jakbym czytała coś, co mnie nie dotyczy, coś co jest poza mną.
5.      Bliżej nieokreślone boleści podczas kąpieli.
6.      Nic nie mam do czytania, a deszcz zanadto pada, aby wyjść.
7.      A. Przyjechała, a do mnie nie zatelefonowała. Zdaje mi się, że na razie ma już dosyć naszej przyjaźni...
8.      Bardzo podły obiad. Małe, twarde kotlety siekane nie nadające się do jedzenia i trochę wodnistego kompotu z agrestu. Nie cierpię angielskiej kuchni.
9.      Poszłam na spacer, złapał mnie deszcz, wróciłam okropnie przemarznięta i zmęczona.
10.  Herbata była zimna. Nie miałam zamiaru zjeść ciastka, lecz wreszcie je zjadłam. Za dużo paliłam.

Katherine Mansfield "Dziennik", tłum. Teresa Tatarkiewiczowa, Czytelnik, Warszawa 1985, s.106-108.

środa, 28 stycznia 2015

Chcecie wiedzieć kto cisnął do kosza Prousta, Flauberta i wielu innych?

„Być może jestem tępy, ale po prostu nie potrafię pogodzić się z tym, że jakiś facet może zużyć trzydzieści stron na opis tego, jak przewraca się w łóżku z boku na boku, zanim uda mu się zasnąć.” Z tą motywacją pewien recenzent wydawcy Ollendorfa odrzucił W poszukiwaniu straconego czasu Prousta. Tego jakże surowego sądu nie mogło zabraknąć w zabawnym zbiorku recenzji wewnętrznych i listów zawiadamiających o odrzuceniu, opublikowanym przez Andre Bernarda w Pushcart Press pod tytułem Rotten Rejections. W zbiorze podano autora, tytuł i datę, ale opuszczono nazwę wydawcy, który odrzucił rękopis. Jednak na początku książki podano spis zainteresowanych wydawców i można tam znaleźć wszystkich, od Faber & Faber do Doubleday, od „New Yorkera” do „Revue de Paris”.

W 1851 roku odrzucono w Anglii Moby Dicka z następującym uzasadnieniem: „Nie sądzimy, by ta pozycja znalazła uznanie na rynku literatury dziecięcej. Jest rozwlekła, styl przestarzały i wydaje się, że nie zasługuje na rozgłos, jakim się ponoć cieszy”. Flaubertowi odrzucono w 1856 roku Panią Bovary: „Szanowny Panie, zagrzebał pan swoją powieść pod stertą szczegółów, które są dobrze zarysowane, lecz całkowicie zbędne”. Emily Dickinson odrzucono pierwszy zbiór wierszy w 1862 roku: „Kontrowersyjne. Wszystkie rymy błędne”.


czwartek, 28 sierpnia 2014

On the edge of poetry


"Dawn came sharp and chill with red clouds on a faint green sky and drops of water on every leaf and blade. A breeze blew over the garden, dropping dew and dropping petals, shivered over the drenched paddocks, and was lost in the sombre bush. In the sky some tiny stars floated for a moment and then they were gone — they were dissolved like bubbles. And plain to be heard in the early quiet was the sound of the creek in the paddock running over the brown stones, running in and out of the sandy hollows, hiding under clumps of dark berry bushes, spilling into a swamp of yellow water flowers and cresses."

Katherine Mansfield, "Prelude", Stories.

*
Although Katherine Mansfield was closely associated with D.H. Lawrence and something of a rival of Virginia Woolf, her stories suggest someone writing in a different era and in a vastly different English. Her language is as transparent as clean glass, yet hovers on the edge of poetry. Her characters are passionate men and women swaddled in English reserve — and sometimes briefly breaking through. And her genius is to pinpoint those unacknowledged and almost imperceptible moments in which those people's relationships — with one another and themselves — change forever. This collection includes such masterpieces as "Prelude," "At the Bay" "Bliss" "The Man Without a Temperament" and "The Garden Party."

wtorek, 26 sierpnia 2014

Orwell o magii przekleństw


"Wyzwiska także się zmieniają — albo przynajmniej podlegają modzie. Na przykład dwadzieścia lat temu robotnicy londyńscy nałogowo używali słowa bloody. Obecnie całkowicie je zarzucili, choć w powieściach wciąż jeszcze każe się im posługiwać tym epitetem. Żaden londyńczyk z pochodzenia (w wypadku Szkotów czy też Irlandczyków rzecz ma się inaczej) nie użyje obecnie słowa bloody, chyba że odebrał jakie takie wykształcenie. Wyraz ów praktycznie awansował w skali społecznej i utracił charakter wyzwiska używanego wyłącznie przez klasy pracujące. Rozpowszechnionym ostatnio w londyńskiej gwarze przymiotnikiem towarzyszącym każdemu rzeczownikowi jest fucking. Nie ulega wątpliwości, iż słowo to, podobnie jak słowo bloody, wejdzie do salonów, zaś jego miejsce zajmie jakieś inne słowo. Wszystko co dotyczy przeklinania, a zwłaszcza przeklinania w języku angielskim, spowija mgła tajemniczości. Z samej istoty przeklinanie jest tak samo irracjonalne jak magia, bo też i jest ono rodzajem magii. Wiąże się z nim jednak pewien paradoks, oto i on: przeklinając, pragniemy oburzyć słuchaczy i urazić ich uczucia, osiągamy zaś ów cel wspominając o czymś, o czym zwykle się nie mówi — zazwyczaj odnosi się to do czynności seksualnych. 

piątek, 24 stycznia 2014

17 książek, które Ernest Hemingway wolałby ponownie przeczytać po raz pierwszy, niż otrzymać milion dolarów

Ernest Hemingway

W 1935 roku Ernest Hemingway napisał jeden z serii artykułów dla magazynu Esquire, w którym wymienił siedemnaście spośród swoich ulubionych książek. Jak stwierdził, wszystkie one były dla niego tak cenne, że wolałby przeczytać je ponownie po raz pierwszy, niż mieć zapewniony dochód w wysokości miliona dolarów rocznie (uwzględniając inflację dzisiaj byłaby to kwota około 16,5 miliona dolarów).

czwartek, 23 stycznia 2014

10. rocznica śmierci Doroty Terakowskiej



4 stycznia minęło 10 lat od śmierci Doroty Terakowskiej, znakomitej pisarki, której książki pokochało już kilka pokoleń młodych czytelników.

Urodziła się 30 sierpnia 1938 w Krakowie, uczęszczała do Liceum Muzycznego i Gimnazjum im. Joteyki, skąd została dyscyplinarnie usunięta. Maturę zdała w Liceum dla Pracujących w 1955, dyplom z socjologii obroniła w 1965. W latach 1965-1968 była pracownikiem naukowym w Pracowni Socjologii Kultury przy Pałacu pod Baranami. W latach 1969-1981 i od roku 1991 pełniła funkcje redaktora i publicystki "Gazety Krakowskiej", przez wiele lat była też związana z "Przekrojem" (1976-1989) oraz "Zeszytami Prasoznawczymi" (1983-1989). Była współzałożycielem i współpracowniczką "Czasu Krakowskiego" (1990), a także wiceprezesem Spółdzielni Dziennikarzy Przekrój (1995-1999). Należała do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1971-1981), Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (od 1989) oraz Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych (od 1982). 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Synchroniczność



„Kiedy na drugim roku omawialiśmy funkcjonowanie mechanizmów obronnych i odkrywaliśmy z podziwem potęgę tej części naszej psychiki – zaczynaliśmy rozumieć, że gdyby nie istniały racjonalizacja, sublimacja, wyparcie, te wszystkie sztuczki, którymi raczymy samych siebie, że gdyby można było spojrzeć na świat bez żadnej ochrony, uczciwie i odważnie – pękłyby nam serca. Dowowiedzieliśmy się na tych studiach, że jesteśmy zbudowani z obron, z tarcz i zbroi, jesteśmy miastami, których architektura sprowadza się do murów, baszt i fortyfikacji; państwami bunkrów.”


piątek, 29 listopada 2013

"Życie zawsze przypomina szkic"

Milan Kundera

„Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic jest zawsze zarysem czegoś, przygotowaniem do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, jest szkicem bez obrazu, szkicem do czegoś, czego nie będzie.”

Milan Kundera, czeski i francuski pisarz i eseista.
 

środa, 9 października 2013

"Ubijam tekst, ile się da, przecedzam, wykreślam"



List Antoniego Czechowa do N. Lejkina

Moskwa, 12 stycznia 1883

[...] Sam jestem zażartym zwolennikiem drobnych utworów i gdybym wydawał pismo humorystyczne, wszelkie rozwlekłości wykreślałbym bez pardonu. W moskiewskich redakcjach ja jeden występuję przeciwko dłużyznom (co mi zresztą nie przeszkadza od czasu do czasu komuś je wtrynić... Głową muru nie przebijesz!), ale równocześnie, jeśli mam być szczery, granice „stąd dotąd" są dla mnie wielce kłopotliwe. 

niedziela, 29 września 2013

Prosta i oczywista prawda

,,(...) taniec życia nie odbywał się wczoraj ani nie będzie się odbywał jutro, lecz właśnie tutaj, w nieruchomym punkcie teraźniejszości. To prosta i oczywista prawda, ale trudna do przyjęcia, bo sentymentalizujemy przeszłość i pławimy się w niej, z trudem znosimy teraźniejszość i w każdej chwili, gdy nie śpimy, marzymy o przyszłości."

Dean Ray Koontz

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

"Wielki Kronopio"

Julio Cortazar
Gdyby żył skończyłby dziś 99 lat. 
Cortazar w Polsce - wspomnienia tłumaczki 
Książki [20.12.04]

Spotkanie 16 grudnia z Julio Silvą w Instytucie im. Cervantesa w Warszawie związane z promocją książki opublikowanej przez wydawnictwo MUSA SA pt. Silvalandia , stało się okazją do wspomnień o jej współautorze Julio Cortazarze. To on tchnął w nią tą atmosferę z pogranicza kronopiolandii i famolandii.
Cortázar w Polsce…
 

Jak opisać ten fenomen literacki i społeczny, tak powszechny i wszechoobecny w owych latach 70. „boomu literatury iberoamerykańskiej”? Jak pisać o autorze, którego powieść – Gra w klasy – przetłumaczona i wydana po polsku w roku 1968, wyznaczyła w Polsce początek „boomu”? Nie czuję się na siłach, aby poświęcić mu artykuł krytyczny ani tym bardziej esej (i tak dla zdefiniowania jego twórczości wylano już morze atramentu); to, co mogę zrobić, to złożyć mu ten skromny hołd przywołując garść wspomnień o nim, jakie przechowuję w pamięci.
 

Maj 1975 roku. Mam 21 lat, jestem studentką III roku Katedry Iberystyki Uniwersytetu Warszawskiego. „Boom” literatury iberoamerykańskiej w Polsce przeżywa swoje apogeum: z literatury argentyńskiej znane są już polskie wersje takich utworów jak: Tajemna broń (1967, 7 tys. egzemplarzy nakładu), Gra w klasy (2 wydania, z 1968 i 1974 roku, każde po 20 tys. egzemplarzy wykupionych na pniu), Dla wszystkich ten sam ogień (1969), Fikcje, Alef, Siedemdziesiąt razy siedem, Opowieści o kronopiach i famach (1973, 10 tys. egz.), Żeby cię lepiej zjeść, Plan ucieczki, Nowa antologia osobista, Twórca, 62. Model do składania (1974, 20 tys. egz.), Wszelka zieleń zginie, Raport Brodiego, Wynalazek Morela, Opowiadania Cortazara (1975, 20 tys. egz.) i Przeklęte tango Manuela Puiga. Obok utworów Cortazara, Borgesa, Saenza, Bioy Casaresa, Gubina Kieffera i Mallei czytane są książki Rulfo, Carpentiera, Garcii Marqueza, Fuentesa, Benedettiego, Onettiego, Alegrii, Arguedasa, Scorzy i Vargasa Llosy. Krakowskie Wydawnictwo Literackie w roku 1971 zapoczątkowuje Serię Prozy Iberoamerykańskiej, w ramach której w ciągu pierwszych pięciu lat udaje się wprowadzić na polski rynek wydawniczy 560 tys. egzemplarzy książek, wśród których znajdują się utwory 28 autorów do tej pory nie znanych. Również w roku 1971 powstaje miesięcznik literacki Literatura na świecie, który przyczynia się do wzrostu popularności prozy iberoamerykańskiej w Polsce, już od pierwszych numerów poświęcając jej swoje stronice.
 

środa, 21 sierpnia 2013

30 rad Jacka Kerouaca dla początkujących pisarzy

Jack Kerouac

W 1959 roku Jack Kerouac stworzył 30-punktową listę przykazań dla początkujących pisarzy. Nie jest to jednak typowy zestaw podpowiedzi, co do samego procesu pisania, ale także obraz filozofii tworzenia bliski kultowemu beatnikowi. Można by się odważyć i stwierdzić, że każdy z punktów jest swego rodzaju krótką medytacją nad procesem twórczym, jak i samym życiem. Wystarczy spojrzeć na sam tytuł listy.

Przekonanie i technika współczesnej prozy:

01. Gryzmolić w sekretnych notatnikach i dziko zapisywać strony na maszynie, dla własnej przyjemności.
02. Pokorny wobec wszystkiego, otwarty, słuchający.
03. Staraj się nigdy nie upijać poza własnym domem.
04. Zakochaj się w swoim życiu.
05. Coś, co czujesz, znajdzie swą własną formę.
06. Bądź szalonym świętym-prostaczkiem rozumu.
07. Ciągnij tak mocno, jak masz ochotę ciągnąć.1
08. Pisz to, co chcesz napisać, bezdennie, z dna swego umysłu.
09. Niewysłowione wizje jednostki.
10. Nie czas na poezję, lecz dokładnie na to, co jest.
11. Wizjonerskie tiki drżące w piersi.
12. W transowej fiksacji śnij o przedmiocie przed tobą.
13. Usuń literackie, gramatyczne i składniowe nawyki.
14. Niczym Proust bądź starym ćpunem czasu.
15. Opowiadaj prawdziwą historię o świecie wewnętrznym monologiem.
16. Centralnym klejnotem zainteresowania jest oko w oku.
17. Pisz wspominając i zdumiewając się nad samym sobą.
18. Zacznij od zwięzłego wewnętrznego oka, pływając po morzu języka.
19. Zaakceptuj porażkę raz na zawsze.
20. Uwierz w święty kontur życia.
21. Walcz, by naszkicować potok słów, który istnieje już w twoim umyśle.
22. Gdy przerwiesz, nie myśl o słowach, ale przyjrzyj się lepiej obrazowi.
23. Pamiętaj o każdym dniu, który data oznajmiła ci o poranku.
24. Żadnego strachu i wstydu w godności twego doświadczenia, języka i wiedzy.
25. Pisz dla świata, aby przeczytał i zobaczył twój dokładny jego obraz.
26. Książkofilm jest filmem w słowach, amerykańską formą wizualną.
27. By wychwalać Postać w ponurej, nieludzkiej Samotności.
28. Dzika kompozycja, niezdyscyplinowana, czysta, pochodząca z samego dna, im bardziej szalona tym lepsza.
29. Jesteś geniuszem przez cały czas.
30. Jesteś Scenarzystą-Reżyserem Ziemskich filmów Finansowanych i Otoczonych opieką w Niebie.
________________________
1Użyty w oryginale zwrot może sugerować, że chodzi zarówno o wciąganie kokainy, obciąganie komuś jak i zaciąganie się dymem z cygara, żeby wymienić trzy doświadczenia nieobce pisarzowi.

Źródło: Booklips.pl

piątek, 16 sierpnia 2013

"Pan jest człowiekiem dnia"

Sławomir Mrożek

30 kwi 07, 13:20 Źródło: Tygodnik Powszechny

TYGODNIK POWSZECHNY: – "Zawsze chciałem umrzeć tak, żeby przedtem mieć czas na usunięcie śladów po sobie. Nawet moje fajki spalić" – pisze Pan w jednym z listów do wieloletniego przyjaciela, Wojciecha Skalmowskiego. Tymczasem autobiografia "Baltazar", wydane przed dwoma laty listy do Jana Błońskiego czy mająca być tematem naszej rozmowy korespondencja ze Skalmowskim świadczą o tym, że dziś nie zależy już Panu na tak całkowitej dyskrecji...
 

SŁAWOMIR MROŻEK: – Przez lata miałem koncepcję, by zacierać za sobą wszelkie możliwe ślady. Dlatego też w swoim czasie zdecydowałem się zamieszkać w Meksyku, dokąd wyjechałem głównie po to, by zniknąć – może nie w ogóle, ale zniknąć ze sceny, uciec od głupoty, która latami doskwierała mi w Paryżu, czy w ogóle na Zachodzie. Mierziło mnie szczególnie hasło "walki o pokój", powtarzane bez przerwy przez francuską lewicę i wszystkie tzw. siły postępu. Wiedziałem o komunizmie cokolwiek więcej niż przeciętny Francuz, gdy więc słyszałem ich opinie na tematy polityczne, to albo z trudem zmuszałem się do milczenia, albo wybuchałem. Irytowała mnie też wszelkiego rodzaju "political correctness" – gdy w Stanach ciągle powtarzano mi, że powinienem kochać Murzynów, czułem, że zaczynam stawać się rasistą. Należało uciec od tego jak najdalej. Długo zacierałem ślady, ale wyrzekłem się tej taktyki, wróciwszy do Polski po 33 latach emigracji. Koncepcja się zmieniła. Wróciłem, zacząłem na nowo żyć w Polsce, przez pewien czas byłem nawet bardzo otwarty na wszelkie spotkania czy rozmowy i dopiero później zacząłem kategorycznie ich odmawiać. Oczywiste jest, że mieszkając w Polsce nie mam szans być "człowiekiem znikąd", co udawało mi się w Meksyku. Więc nawet nie próbuję: stąd decyzja, by najpierw opublikować wspomnianą przez panów korespondencję z Błońskim, a teraz gruby tom listów Skalmowskiego i moich. Oba te tomy są w jakiś sposób moim wewnętrznym autoportretem. A także w znacznej mierze świadectwem zmagań z polskością, nie tylko Sławomira Mrożka, ale także Jana Błońskiego i Wojciecha Skalmowskiego.
 

TYGODNIK POWSZECHNY: – Z Wojciechem Skalmowskim wymienił Pan przez trzy dziesięciolecia setki listów. W jaki sposób ocalały one podczas licznych przeprowadzek i podróży? Czy świadomie je Pan przechowywał, dostrzegając np. ich wagę jako dokumentu epoki?
 

SŁAWOMIR MROŻEK: – Przez całe życie prowadziłem obfitą korespondencję z wieloma osobami, ale jej większość niszczyłem, zachowywałem tylko listy dla mnie naprawdę istotne, a takie właśnie pisywał Wojciech Skalmowski. Gdy ukazała się korespondencja z Błońskim, Skalmowski wyjawił, że zachował wszystkie listy, które do niego pisałem począwszy od początku lat 70. aż do roku 2003, uznałem więc, że jeśli się zgadza, możemy je opublikować. Podobnie istotna jest dla mnie wieloletnia korespondencja ze Stanisławem Lemem, po jego śmierci byłem zatem gotów zgodzić się na jej upublicznienie, niestety po chwilowym entuzjazmie rodzina pisarza sprzeciwiła się temu pomysłowi.
Ze Skalmowskim poznaliśmy się na początku lat 50. na studiach orientalistycznych, których ja nie skończyłem, on natomiast tak, potem zaś zrobił doktorat z iranistyki na berlińskim uniwersytecie i podjął pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pod koniec lat 60. był na stypendium naukowym w Teheranie i tam dotarły doń wieści o wydarzeniach marcowych, które przejęły go takim obrzydzeniem, że zdecydował się nie wracać do Polski: najpierw wykładał na Harvardzie – wtedy właśnie spotkaliśmy się po latach i odnowiliśmy naszą przyjaźń, która trwa do dziś – potem otrzymał propozycję pracy na Katolickim Uniwersytecie w Leuven, gdzie zajmował się nie tylko iranistyką, ale prowadził też zajęcia na slawistyce, a więc przybliżał studentom m.in. polską kulturę i literaturę. Ja w tym czasie żyłem w Paryżu albo w Berlinie. Jeśli więc czas pozwalał, spotykaliśmy się czy to w Paryżu, czy to w Brukseli, gdzie Wojtek zamieszkał, przede wszystkim jednak pisywaliśmy do siebie. Skalmowski stał się dla mnie bardzo ważnym i bliskim człowiekiem.

TYGODNIK POWSZECHNY: – Pod pseudonimem Maciej Broński Pana przyjaciel sporo pisywał do "Kultury". To człowiek o szerokich zainteresowaniach: pisał o Norwidzie i Mickiewiczu, o Mrożku i Iwaszkiewiczu, ale także o Nabokovie – był jednym z pierwszych Polaków, którzy zachwycili się jego twórczością – czy o Zinowiewie, głośnym dysydencie radzieckim. Fascynował się prozą V. S. Naipaula, i to w czasach, kiedy nikt nie spodziewał się, że otrzyma on Nobla. Jako naukowiec przez dziesięciolecia badał irańskie języki i religie. Ale w listach nie skrywa, że ma poczucie zmarnowanego życia...
 

SŁAWOMIR MROŻEK:– To człowiek przesadnie skromny, wolę jednak człowieka przesadnie skromnego niż przesadnie nieskromnego. Jest bardzo utalentowany, zawsze chętnie czytałem jego teksty w "Kulturze". Właśnie Skalmowskiemu zawdzięczam przelotną fascynację Nabokovem, któremu zazdrościłem, że jest emigrantem doskonałym, ja zaś jakimś niepełnym; że potrafił wyrzec się języka ojczystego, ja zaś jestem skazany na polszczyznę. Skalmowski powiada o sobie, że jest amatorem, że jego głównym celem było przybliżanie czytelnikom twórczości pisarzy mało lub wcale w Polsce nieznanych, jak choćby Orwella. Napisał zatem wstęp do wznowienia przetłumaczonego przez Juliusza Mieroszewskiego "Roku 1984" i do esejów Orwella. Zawsze zachęcałem go, by pisał więcej, ale uważał, że jest wyłącznie popularyzatorem – niesłusznie, ale taki już jest. Przez długie lata posyłałem mu maszynopisy kolejnych sztuk czy opowiadań i liczyłem się z jego zdaniem, bo jest to człowiek bezwzględnie uczciwy. A przy tym odważny i niezależny w myśleniu: przypomnę tylko jego opinie o poezji Norwida, które pośród emigracji przyjęte zostały z oburzeniem.
 

TYGODNIK POWSZECHNY: – Józef Czapski miał mu wtedy powiedzieć: pan nic nie rozumie, bo pan jest człowiekiem dnia, a nie nocy... 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Sławomir Mrożek (1930 - 2013)

 

W czwartek rano w Nicei zmarł Sławomir Mrożek, dramatopisarz, prozaik i rysownik - poinformowały na swojej stronie Wydawnictwo Literackie i Oficyna Noir Sur Blanc. Autor m.in. "Tanga" miał 83 lata.

Sławomir Mrożek urodził się 29 czerwca 1930 r. w Borzęcinie niedaleko Krakowa. Po wojnie rozpoczął studia na kilku kierunkach, ale żadnego nie ukończył. Zaczął za to współpracować m.in. z "Dziennikiem Polskim", "Szpilkami", "Po prostu", "Nową Kulturą".

Wydane w 1953 roku zbiory opowiadań: "Opowiadania z Trzmielowej Góry" oraz "Półpancerze praktyczne" stanowiły literacki debiut Mrożka. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat "Policja", wydany w 1958. Dramat "Tango" z 1964 r. przyniósł Mrożkowi światową sławę.

W 1963 wyemigrował. W następnych latach mieszkał we Francji (w Paryżu), następnie osiadł w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech i Meksyku.

Do Polski wrócił w 1996 roku. Rok po powrocie Sławomir Mrożek został odznaczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W 2008 roku Sławomir Mrożek ponownie zdecydował się opuścić kraj. Osiadł wraz z żoną w Nicei.

W 2002 przeżył udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Utracił wtedy możliwość posługiwania się językiem zarówno w mowie, jak i w piśmie. Dzięki terapii odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. "Baltazar. Autobiografia" ukazała się w 2006 r. Opisał tylko pierwsze 29 lat swojego życia: dzieciństwo i młodość, które spędził w Borzęcinie, Poroninie i Krakowie.  Książkę zadedykował ludziom dotkniętym afazją. Po "Baltazarze" Mrożek przestał pisać. W 2010 r. ukazał się pierwszy tom "Dziennika" obejmujący lata 1962 - 1969.

W 2003 roku został odznaczony Orderem Legii Honorowej. To najwyższe francuskie odznaczenie państwowe.

W 2011 r. Mrożek odwiedził Polskę. Za korespondencję ze Stanisławem Lemem, w postaci wydanych przez Wydawnictwo Literackie Listów Mrożek odebrał Nagrodę Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego.

Mrożek to najczęściej grywany polski współczesny dramaturg, autor satyrycznych opowiadań. W swojej twórczości tropił absurdy i romantyczne stereotypy zakorzenione w mentalności Polaków.

Do języka na stałe weszło określenie "jak z Mrożka". Jan Błoński pisał o nim: "Czegóż ten człowiek w życiu nie pisał, nie rysował, nie reżyserował! Nie bał się wstępniaka, humoreski, skeczu, komedii, dramatu, przypowieści (i powieści), nie mówiąc o opowiadaniu; publiczności polskiej i zagranicznej, wyrafinowanych smakoszy i studenckich teatrzyków...".

Sławomir Morożek uchodził za człowieka bardzo zamkniętego w sobie, małomównego, unikał wywiadów. O dramaturgu krążą anegdoty. Kiedy Maciej Englert przed jednym z wyreżyserowanych przez siebie spektakli, posadził Mrożka w pierwszym rzędzie i podjął próby zabawienia rozmową, pisarz spojrzał na niego ze zdziwieniem i zapytał: "Przepraszam, a kim pan jest?".

- Twórczość Mrożka skrzy się inteligencją, dowcipem, przewrotnością – mówił o nim aktor Jerzy Stuhr. - Bardzo często tak bywa, że sztuka w twórcy wyzwala tę odwagę, której w życiu on nie ma. To takie terapeutyczne działanie. Sławkowi Mrożkowi twórczość jest bez wątpienia potrzebna do pełnego wyrażania siebie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Nietypowe zdjęcia pisarzy (4)


Michał Bułhakow i Lew Tołstoj

Marcin Świetlicki

Samuel Becket

Francis Scott Fitzgerald i Zelda

Tomasz Mann

czwartek, 4 lipca 2013

Civilized people

Antoni Czechow
“Civilized people must, I believe, satisfy the following criteria:

1) They respect human beings as individuals and are therefore always tolerant, gentle, courteous and amenable ... They do not create scenes over a hammer or a mislaid eraser; they do not make you feel they are conferring a great benefit on you when they live with you, and they don't make a scandal when they leave. (...)

2) They have compassion for other people besides beggars and cats. Their hearts suffer the pain of what is hidden to the naked eye. (...)

3) They respect other people's property, and therefore pay their debts.

4) They are not devious, and they fear lies as they fear fire. They don't tell lies even in the most trivial matters. To lie to someone is to insult them, and the liar is diminished in the eyes of the person he lies to. Civilized people don't put on airs; they behave in the street as they would at home, they don't show off to impress their juniors. (...)

5) They don't run themselves down in order to provoke the sympathy of others. They don't play on other people's heartstrings to be sighed over and cosseted ... that sort of thing is just cheap striving for effects, it's vulgar, old hat and false. (...)

6) They are not vain. They don't waste time with the fake jewellery of hobnobbing with celebrities, being permitted to shake the hand of a drunken [judicial orator], the exaggerated bonhomie of the first person they meet at the Salon, being the life and soul of the bar ... They regard prases like 'I am a representative of the Press!!' -- the sort of thing one only hears from [very minor journalists] -- as absurd. If they have done a brass farthing's work they don't pass it off as if it were 100 roubles' by swanking about with their portfolios, and they don't boast of being able to gain admission to places other people aren't allowed in (...) True talent always sits in the shade, mingles with the crowd, avoids the limelight ... As Krylov said, the empty barrel makes more noise than the full one. (...)

7) If they do possess talent, they value it ... They take pride in it ... they know they have a responsibility to exert a civilizing influence on [others] rather than aimlessly hanging out with them. And they are fastidious in their habits. (...)

8. They work at developing their aesthetic sensibility ... Civilized people don't simply obey their baser instincts ... they require mens sana in corpore sano.

And so on. That's what civilized people are like ... Reading Pickwick and learning a speech from Faust by heart is not enough if your aim is to become a truly civilized person and not to sink below the level of your surroundings.

― Anton Chekhov, from a letter to Nikolay Chekhov (March 1886)

środa, 3 lipca 2013

"Wokoło mnie nic, tylko wir nudy i beznadziejności"

24 stycznia 1915

Z F. w Podmokłym. Uważam za niemożliwe abyśmy się kiedyś połączyli, brak mi jednak odwagi, by to jej wyznać, i w rozstrzygającej chwili samemu sobie. Toteż zbyłem ją raz jeszcze pociechą — idiotycznie, każdy bowiem dzień postarza mnie i czyni bardziej strupieszałym. Powtarzają się dawne bóle głowy, gdy próbuję zrozumieć to, że ona cierpi, a równocześnie jest spokojna i wesoła. Nie powinniśmy wzajemnie zamęczać się ponowną, obszerną pisaniną, byłoby najwygodniej przejść nad tym spotkaniem niby nad faktem oderwanym; lub wierzę — być może —w to, że tutaj się wyzwolę, i będę żył z pisania, i wyjadę za granicę lub dokądkolwiek i będę żył potajemnie z F.? Bo i tutaj nie znaleźliśmy w sobie zupełnie żadnych zmian. Każde z nas mówi sobie po cichu, że druga część dwugłosu jest nieczuła i bezlitosna. Ja — nie przestanę ani trochę rościć sobie pretensji do życia pełnego fantazji, nastawionego wyłącznie na moją pracę — ona, głucha na wszelkie nieme prośby — pragnie przeciętności, komfortowego mieszkania, zainteresowania się fabryką, obfitego jedzenia, wysypiania się od godziny jedenastej wieczorem, opalonego pokoju i nastawia na właściwą minutę mój zegarek, spieszący od ćwierć roku o półtorej godziny. I ona ma rację i miałaby nadal rację; tak, racja jest po stronie F., kiedy poprawia mnie, gdy zwracam się do kelnera: „Przynieś pan gazetę, aż będzie przeczytana”, a ja nie mogę sprostować niczego, gdy mówi o „indywidualnym charakterze” (wymówić można to tylko skrzypliwie), co dotyczy zamierzonego urządzenia mieszkania. F. nazywa obie moje starsze siostry „deskami”, o najmłodszą z nich nie pyta wcale, nie pyta też prawie wcale ani w sposób wyczuwalny nie interesuje się moją pracą. Tak wygląda jedna strona medalu. Ja sam niezdolny jestem i wyjałowiony jak zazwyczaj, nie powinienem mieć czasu na zastanawianie się nad czym innym prócz pytania, czemu się to dzieje, że ktoś ma ochotę pomacać mnie piątym palcem. W krótkich odstępach czasu owiałem trzykrotnie ludzi tym wystygłym oddechem. Tych ludzi z Hellerau, rodzinę R. w Podmokłym i F. F. powiedziała: „Jak rozsądni jesteśmy tutaj oboje”. Milczałem, jak gdyby mój zmysł słuchu został wyłączony w momencie tej sentencji. Przez dwie godziny byliśmy sami w pokoju. Wokoło mnie nic, tylko wir nudy i beznadziejności. Nie przeżywaliśmy z sobą dotychczas ani jednej dobrej chwili, w czasie której odetchnąłbym swobodnie. Słodyczy płynącej ze stosunku do kochanej kobiety, jaką odczuwałem w Zuckmantel i W Rivie — słodyczy tej nie znałem w odniesieniu do F. nigdy, chyba tylko w listach, ograniczając się do niezmiernego podziwu, uległości, współczucia, rozpaczy i pogardzania samym sobą. Czytywałem jej też to i owo, niemile obijały się zdania jedno o drugie; żadnego kontaktu ze słuchaczką, która przymknąwszy powieki i leżąc na kanapie, wchłaniała bez słowa treść. Półgłośna prośba o pozwolenie zabrania i przepisania rękopisu. Przy opowiadaniu o odźwiernym żywsza uwaga i bystrzejsza obserwacja. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę ze znaczenia tej noweli; F. również pojęła ją jak należy, co nie przeszkadza, że potem godziliśmy w nie z gruba ciosanymi uwagami, czemu ja dałem początek. Trudności, na jakie napotykam, rozmawiając z ludźmi —na pewno dla ludzi tych niepojęte — mają źródło w tym, że moja myśl, lub trafniej treść mej świadomości, jest zupełnie mglista; że w tym wszystkim — jeśli chodzi tylko o mnie — spoczywam spokojnie i czasem zadowolony z siebie; a tymczasem rozmowa z ludźmi wymaga pointy, podtrzymania i powiązania, więc rzeczy, których mi brak. Nikt nie zechce przebywać ze mną w oparach mgły, a gdyby nawet zechciał, to nie potrafię przepędzić mgły z czoła, między dwojgiem ludzi ona zresztą rozwiewa się i nicestwieje. F. bardzo nakłada drogi, jadąc przez Podmokły, fatyguje się zdobywaniem paszportu, musi ścierpieć mnie po nie przespanej nocy i na domiar złego jeszcze wysłuchać prelekcji, a wszystko to jest nonsensem. Czy cierpi z tego powodu, tak jak ja? Na pewno nie, nawet przyjąwszy jednakową wrażliwość. Nie ma w niej przecież poczucia winy. Moja diagnoza była trafna i przyznano jej rację: każde z nas kocha swego partnera takim, jakim on jest. Ale będąc sam taki, jaki jest, wie dobrze, że z partnerem swoim nie potrafi żyć. Duet: dr W. stara się mnie przekonać, że F. jest warta nienawiści, zaś F. stara się mnie przekonać, że W. jest wart nienawiści. Wierzę obojgu i kocham lub staram się kochać oboje.

Franz Kafka "Dziennik".