Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fitzgerald Francis Scott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fitzgerald Francis Scott. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2014

Sincerely F. Scott Fitzgerald - dokument BBC

Francis Scott Fitzgerald

Novelist Jay McInerney explores the life and writing of F Scott Fitzgerald, whose masterwork The Great Gatsby has just been filmed for the fifth time. Fitzgerald captured the reckless spirit of New York life in the roaring twenties - the flappers, the parties, the bootleg liquor, the inevitable reckoning, and the hangover to come. In Gatsby, he created a character who reinvented himself for love - just as Fitzgerald would, not once, but twice. Fitzgerald never wrote an autobiography. He left us something better - letters. Romantic, arrogant, humble letters; letters to editors, publishers, lovers, or friends. These letters reveal the inner thoughts of a man whose real life was never far from the fiction he wrote.

czwartek, 13 czerwca 2013

niedziela, 22 lipca 2012

Sprawa wymiarów

Hemingway i Fitzgerald

"Znacznie później, w okresie, kiedy Zelda już przeszła to, co się wówczas nazywało pierwszym załamaniem nerwowym, a my akurat bylismy w Paryżu, Scott zaprosił mnie na obiad do restauracji Michauda na rogu rue Jacob i rue des Saints-Peres. Powiedział, że chce mnie zapytać o coś bardzo waznego, co ma dla niego wieksze znaczenie, niż wszystko na świecie, i że muszę mu powiedzieć absolutną prawdę. Powiedziałem, że postaram się najlepiej, jak potrafię. [...]

Podczas obiadu pił wino, ale nie działało na niego, a nie przygotował sie do obiadu pijąc soś przedtem. Rozmawialismy o naszej pracy i o różnych ludziach i pytał mnie o tych, których ostatnio nie widywaliśmy. Wiedziałem, że pisze coś dobrego i że ma z tym wielkie klopoty z wielu przyczyn, ale nie o tym chciał mówić. Czekałem, żeby to przyszło, ta rzecz, o której miałem powiedzieć absolutną prawdę, ale nie chciał tego poruszać przed końcem posiłku, zupełnie jak gdyby to był obiad, na którym omawia sie interesy.
 
W końcu, kiedy jedliśmy tort wiśniowy i pili ostatnią karafkę wina, powiedział:
- Ty wiesz, że ja nigdy nie spałem z nikim prócz Zeldy.
- Nie, nie wiedziałem.
- Myślałem, że ci mówiłem.
- Nie. Mówileś mi wiele rzeczy, ale nie to.
- O to właśnie muszę cię spytać.
- Dobrze. Mów.
- Zelda powiedziała, że tak jak jestem zbudowany, nie mogę nigdy uszczęśliwić żadnej kobiety, i to właśnie wytrącało ją pierwotnie z równowagi. Mówiła, że to jest sprawa wymiarów. Odkąd to powiedziała, nigdy nie czułem się już tak samo i muszę wiedzieć prawdę.
- Chodź do gabinetu - odrzekłem.
- Gdzie tu jest gabinet?
- Le water - powiedziałem.
Wróciliśmy na salę i usiedliśmy przy stoliku.
- Jesteś całkowicie w porządku - powiedziałem. - Jesteś okej. Nic ci nie brakuje. Oglądasz siebie z góry i widzisz sie w skrócie. Idź do Luwru i popatrz na tych ludzi z posągów, a potem wróć do domu i przejrzyj się w lustrze z profilu.
 - Te posągi mogą być niedokladne.
- Są wcale niezłe. Większość ludzi zgodziłaby się na to.
- Ale dlaczego ona miałaby tak mówić?
- Żeby cię unieszkodliwić. To jest najstarszy na świecie sposób unieszkodliwiania ludzi. Scott, prosiłeś mnie, żebym powiedział ci prawdę, i mogę powiedzieć ci dużo wiecej, ale to jest absolutna prawda i wszystko, czego ci trzeba. Mogłeś iść do doktora.
- Nie chciałem. Wolałem, żebyś ty powiedział mi prawdę.
- No, a czy mi wierzysz?
- Nie wiem - odrzekł.
- Chodź do Luwru - powiedziałem. - Trzeba tylko przejść tą ulicą i na drugą stronę rzeki.
 
Poszliśmy do Luwru i obejrzał posągi, ale wciąż miał wątpliwości co do siebie.
- Zasadniczo to nie jest kwestia rozmiaru w spoczynku - powiedziałem. - Idzie o rozmiar, jaki to przybiera. Jest także kwestia kąta.
Wytłumaczyłem mu, jak się używa poduszki, i kilka innych rzeczy, których znajomość mogła mu się przydać.
- Jest jedna dziewczyna - rzekł - ktora była dla mnie bardzo miła. Ale po tym, co powiedziała Zelda...
- Zapomnij o tym, co powiedziała Zelda - odparłem. Zelda zwariowała. Nic ci nie brakuje. Po prostu miej ufność w siebie i zrób to, czego chce ta dziewczyna. Zelda zwyczajnie chce ciebie zniszczyć.
- Ty nic nie wiesz o Zeldzie.
- W porządku - powiedziałem. - Dajmy z tym spokój. Ale przyszedłeś naobiad, żebymi postawić pytanie, i starałem dać ci uczciwą odpowiedź.
On jednak ciągle miał wątpliwości".

Ernest Hemingway "Ruchome święto", tłum. Bronisław Zieliński, Czytelnik, Warszawa 1966, s.144-146.

wtorek, 17 lipca 2012

Ernest i Scott

Hemingway i Fitzgerald
"Kiedy po raz pierwszy spotkałem Scotta Fitgeralda, stała się rzecz bardzo dziwna. Wiele dziwnych rzeczy działo się ze Scottem, ale tej nigdy nie mogłem zapomnieć. Wszedł do baru "Dingo" na rue Delambre, gdzie siedziałem z jakimiś kompletnie bezwartościowymi typami, przedstawił się i przedstawił wysokiego, sympatycznego mężczyznę, który z nim był, jako Dunca Chaplina, słynnego baseballistę. [...] Scott był wtedy mężczyzną, który wyglądał na chłopca, o twarzy pośredniej między przystojną a ładną. Miał bardzo jasne, pofalowane włosy, wysokie czoło, ożywione i życzliwe oczy i delikatne, długowargie, irlandzkie usta, które u dziewczyny byłyby ustami piękności. Jego broda była dobrze zarysowana, miał dobre uszy i kształtny, nieomal piękny, niewydatny nos. To nie powinno by dawać w sumie ładnej twarzy, ale składał się na nią koloryt, te bardzo jasne włosy i usta. Usta budziły niepokój, dopóki go się nie poznało, a wtedy niepokoiły jeszcze bardziej.

Byłem bardzo ciekaw go zobaczyć, a pracowałem usilnie przez cały dzień i wydawało mi się zupełnie wspaniałe, że oto jest tu Scott Fitzgerald i wielki Dunc Chaplin, o którym nigdy nie słyszałem, ale który był teraz moim przyjacielem. Scott nie przestawał mówić, a ponieważ krępowało mnie to, co mówił - wszystko było o moim pisarstwie i o tym, jakie jest wspaniałe - przypatrywałem mu się uważnie i robiłem spostrzeżenia, zamiast słuchać. Wtedy jeszcze wyznawaliśmy pogląd, że chwalenie kogoś w oczy jest jawną hańbą".[s.110-111]

"Entuzjazmowałem się tą podróżą. Miałbym towarzystwo starego i wziętego pisarza, a w ciągu tego czasu, który mielibyśmy na rozmowę w wagonie, nauczyłbym się z pewnością wielu rzeczy, które warto było wiedzieć. Dzisiaj dziwnie jest wspominać, że się myślało o Scotcie jako o starym pisarzu, ale w owym czasie, ponieważ nie przeczytałem jeszcze "wielkiego Gatsby'ego", myślałem o nim jako o pisarzu dużo starszym. Uważałem, że przed trzema laty pisywał do "Saturday Evening Post" udane opowiadania, ale nigdy nie miałem go za poważnego pisarza. W "Closerie des Lilas" mówił mi, że pisywał dla "Post" opowiadania, które jego zdaniem były dobre i które rzeczywiście były dobre, a potem zamienił je na uległość, wiedząc dokładnie, jak ma stosować te chwyty, które czyniły z nich pokupne opowiadania tygodnikowe. Byłem tym oburzony i powiedziałem, że uważam to za kurwienie się. Odrzekł, że to jest kurwienie, ale że musi tak robić, bo z czasopism czerpie pieniądze, które musi mieć na zapas, żeby pisać porządne książki. Powiedziałem, że nie wierzę, aby ktokolwiek mógł pisać inaczej, niż najlepiej jak umie, nie niszcząc swojego talentu. Odparł, że ponieważ najprzód napisał prawdziwe opowiadanie, psucie go i zmienianie, które robił na końcu, nie wyrządzało mu szkody. Nie mogłem w to uwierzyć i chciałem mu to wyperswadować, ale potrzebowałem powieści, ażeby wesprzeć moją wiarę, wykazać mu i przekonać, a takiej powieści jeszcze nie napisałem. Odkąd zacząłem roztrząsać całe moje pisarstwo, wyzbywać się wszelkiej łatwizny i starać się ukazać, zamiast opisywać, pisanie było cudownym zajęciem. Ale było też bardzo trudne i nie miałem pojęcia, jak kiedykolwiek zdołam napisać coś tak długiego jak powieść. Często trzeba mi było całego rana pracy, żeby napisać jeden akapit.[s.116-117]

"W parę dni po podróży Scott przyniósł mi swoją książkę. [...] Kiedy skończyłem książkę, wiedziałem, że cokolwiek Scott zrobi czy jak się zachowa, muszę pamiętać, że to jest coś w rodzaju choroby, pomagać mu jak potrafię i starać się być dobrym przyjacielem. Miał wielu dobrych, bardzo dobrych przyjaciół, więcej niż ktokolwiek, kogo znałem. Ale zaciągnąłem się jako jeszcze jeden, czy mogłem mu się na coś przydać, czy nie. Byłem pewny, że jeśli potrafi napisać tak świetną książkę, jak "Wielki Gatsby", to potrafi napisać nawet lepszą. Nie znałem jeszcze Zeldy, więc nie wiedziałem, jakie straszne siły są przeciw niemu. Ale o tym mieliśmy się wkrótce dowiedzieć".[s.135-136]

"Scott był bardzo wymowny i opowiadał dobrze. Nie musiał wtedy wypisywać słów ani wysilać się na przestankowanie i nie miało się tego wrażenia, że czyta się analfabetę, które sprawiały jego listy przed poprawieniem. Znałem go dwa lata, zanim nauczył się pisać moje nazwisko; ale też było to długie nazwisko do wypisania i może stawało się coraz trudniejsze w pisaniu, i mam dla niego duże uznanie, że w końcu je pisał poprawnie. Uczył się pisać rzeczy ważniejsze i starał się myśleć jasno o wielu innych".[s.132]

"Scott Fitzgerald zaprosił nas na obiad z jego żoną i małą córeczką w umeblowanym mieszkaniu, które wynajmowali na rue Tilsitt 14. Niewiele zapamiętałem z tego mieszkania, poza tym, że było ponure i duszne i że nie było w nim niczego, co zdawałoby się należeć do nich, z wyjątkiem pierwszych książek Scotta, oprawionych w jasnoniebieską skórę ze złotymi napisami. Scott pokazał nam też dużą księgę ze spisem wszystkich opowiadań, jakie publikował rok po roku, i sumami, które za nią otrzymał, a także tymi, które dostał za prawa filmowe i ze sprzedaży, i honorariów za książki. Wszystko było ponotowane starannie, jak w dzienniku okrętowym, i Scott pokazywał to nam obojgu z jakąś nie osobistą dumą, jak gdyby był kustoszem muzeum. Scott był nerwowy, gościnny i pokazywał nam zestawienia swoich zarobków tak, jakby były jakimś widokiem. Widoku stamtąd nie było".[s.137]

"Starałem się go nakłonić, żeby pisał swoje opowiadania najlepiej jak potrafi i nie wprowadzał do nich żadnych sztuczek, aby się dostosować do jakiejś formułki, tak jak wyjaśniał, że to robi.
- Napisałeś świetną powieść - mówiłem mu. - I nie powinieneś pisać szmiry.
- Ta powieść nie idzie - powiedział. - Muszę pisać opowiadania i to takie, które będą pokupne.
- Napisz najlepsze opowiadanie, jakie potrafisz, i napisz je tak prosto, jak tylko możesz.
- Zrobię to - powiedział.
Ale w tym stanie rzeczy miał szczęście, że w ogóle pracował.[...] Przez całą tę późną wiosnę i wczesne lato Scott walczył o to, żeby pracować, ale mógł pracować tylko dorywczo. Kiedy go widywałem, był zawsze wesoły, czasem rozpaczliwie wesoły, mówił dobre dowcipy i był dobrym kompanem. Kiedy miał bardzo złe momenty, słuchałem, jak o nich opowiadał, i usiłowałem mu wytłumaczyć, że jeżeli zdoła utrzymać się w ryzach, będzie pisał tak, jak jest stworzony do pisania, i że tylko śmierć jest nieodwracalna. Wtedy pokpiwał z siebie, a póki mógł to robić, uważałem, że jest bezpieczny. Przez cały ten czas napisał jedno dobre opowiadanie, "Bogaty chłopak", i byłem pewny, że potrafi pisać lepiej, tak jak to robił później".[s.140-141]

Ernest Hemingway "Ruchome święto", tłum. Bronisław Zieliński, Czytelnik, Warszawa 1966, s.162.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Zielone światełko


"Wielki Gatsby", wydana w 1925r najsłynniejsza powieść Francisa Scotta Fitzgeralda, jest jedną z moich ulubionych powieści. Kiedyś uważałem tę książkę za nudny romans, banalną historię jakich wiele. Trzeba się dopiero wczytać, zwrócić uwagę na szczegóły, znaleźć ukryte symbole i znaczenia aby naprawdę docenić tę niepozorną książkę. Autor zawarł w niej wiele istotnych spraw, z których wiele jest ponadczasowych. To książka o Ameryce szalonych lat 20-tych, dążeniu do bogactwa za wszelką cenę, spełnianiu się amerykańskiego snu nie zawsze w uczciwy sposób, materialistycznym podejściu do życia.

Tytułowy bohater, Jay Gatsby,  próbuje dzięki nielegalnie zdobytemu bogactwu odzyskać miłość pochodzącej z dobrego domu, pięknej i rozpieszczonej Daisy, która wiele lat wcześniej porzuciła go dla bogatszego Toma Buchanana. W tym jest trochę podobny do Wokulskiego z "Lalki" Prusa. Gatsby podobnie jak Wokulski stara się za wszelką cenę zbliżyć do swojej ukochanej, wejść do "lepszej" sfery. Obaj ponoszą klęskę, ich marzenia pozostają niespełnione, kończą tragicznie. Historię Gatsby'ego opowiada Nick Carraway, który jest chyba jedyną pozytywną postacią w tej książce, tzw. "porządnym człowiekiem".

W "Wielkim Gatsbym" można znaleźć wiele ukrytych symboli i znaczeń. Przeciwstawione są sobie East Egg i West Egg (dzielnice Nowego Jorku) oraz wschodnie i zachodnie stany Ameryki. Te pierwsze (wschodnie stany i East Egg) są złe, symbolizują nieuczciwe interesy, kult pieniądza, zepsucie, wyścig szczurów, podczas gdy zachód jest tradycyjny, porządny. Inne symbole to dolina popiołów, oczy doktora T.J.Eckleburga, pan Sowie Oczy, samochody, czy też zielone światełko na końcu pomostu w posiadłości Daisy, które można chyba odczytać jako marzenie czy może szczęście.
 "Gatsby wierzył w zielone światło, w orgiastyczną przyszłość, która rok po roku ucieka przed nami. Wymknęła się nam wówczas, lecz to nie ma znaczenia - jutro popędzimy szybciej, otworzymy ramiona szerzej...I pewnego pięknego poranka....." *
Kolor zielony jest bardzo ważny w tej powieści podobnie jak i pogoda w czasie ważnych wydarzeń. Deszcz, wilgoć, soczysta zieleń podczas ponownego po latach spotkania Gatsby'ego i Daisy czy okropnie nagrzany od upału i duszny pokój hotelowy, w którym dochodzi do konfrontacji Toma Buchanana, męża Daisy, i Gatsby'ego.
  
Francis Scott i Zelda Fitzgerald, styczeń 1921.
Książka zawiera wiele wspaniałych i pięknych zdań, które zapadają głęboko w pamięć oraz chyba najlepsze drugie zdanie jakie kiedykolwiek czytałem:
"Ile razy masz ochotę kogoś krytykować (...) przypomnij sobie, że nie wszyscy ludzie na tym świecie mieli takie możliwości jak ty."
I jeszcze jeden, chyba najsłynniejszy cytat z tej powieści :
"Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który znosi nas w przeszłość."
Na podstawie "Wielkiego Gatsby'ego" nakręcono dwa filmy. Pierwszy, nakręcony w latach 70-tych i  bardziej znany, z  niezapomnianymi rolami Roberta Redforda i Mii Farrow oraz drugi z Mirą Sorvino, Tobym Stephensem i Paulem Ruddem. Ma ponoć powstać kolejna adaptacja z udziałem Leonarda DiCaprio w roli Gatsby'ego.

Francis Scott i Zelda Fitzgerald
To z pewnością bardzo dobra książka, warta przeczytania, napisana ładnym językiem, z zajmującą historią, interesującym bohaterem i atmosferą szalonych lat 20-tych. Książka. którą czyta się łatwo i przyjemnie, ale, która wcale nie jest lekturą lekką. W Ameryce dzieci w szkołach czytają tę powieść jako obowiązkową lekturę szkolną i mimo to Jay Gatsby pozostaje jednym z najbardziej lubianych bohaterów książkowych.