"Na oślep" (Headlong) Michaela Frayna to esej z historii malarstwa, powieść detektywistyczna i komedia omyłek w jednym. Nie jest to też taka sobie przeciętna powieść, została bowiem zauważona i otrzymała nominację do Booker Prize oraz Whitebread Prize w 1999 roku.
Osobiście nie przywiązuję dużej wagi do nagród
literackich. Wiadomo, że różnie to z tymi nagrodami bywa. Poza tym
czasami nikomu nieznana i słabo rozreklamowana książka potrafi bardziej
przemówić i całkowicie zauroczyć. „Na oślep” nie cieszyła się wielką
popularnością wśród czytelników, nie miała też specjalnej oprawy
medialnej czy reklamy. Do tego niezbyt ładna okładka, na przykład
wydanie angielskie ma na okładce fragment reprodukcji obrazu Bruegla.
Wielka szkoda, bo książka jest naprawdę świetna i warta rozreklamowania.
W
"Na oślep" mamy opowiedzianą historię pewnego odkrycia. Martin Clay,
młody naukowiec, wyjeżdża z rodziną na wieś, aby dokończyć swoją książkę
o nominalizmie. Tam poproszony przez miejscowego właściciela
ziemskiego, Tony'ego Churta, o wycenę kilku obrazów, natyka się na -
jego zdaniem - zaginione dzieło Bruegla. W ten sposób zaczyna się jego
obsesja, z powodu której Martin wystawia na próbę swoje małżeństwo,
prestiż zawodowy i oszczędności całego życia.
Jak już wcześniej wspomniałem "Na oślep" można także czytać jako esej
poświęcony życiu i twórczości Pietera Bruegla napisany prostym językiem i
w przystępny sposób. Martin próbując potwierdzić autentyczność bawi się
w detektywa, analizuje wszystkie szczegóły odkrytego obrazu i próbuje
powiązać go z innymi dziełami oraz właściwym okresem w twórczości
artysty. Osobiście polubiłem Bruegla za to, że poprzez swoje obrazy
zawsze opowiada jakąś historię, przed czymś nas przestrzega, chce nas
czegoś nauczyć, coś chce nam powiedzieć. Zupełnie jak gdyby pisał
opowiadanie lub powieść. Warto też podczas lektury mieć pod ręką jakiś
album z reprodukcjami ważniejszych dzieł Bruegla. Im większe reprodukcje
tym lepiej. Michael Frayn w powieści nazywa Bruegla Mistrzem Misternego
Listowia. Na jego płótnach zawsze coś się dzieje, przedstawiają wiele
postaci i szczegółów, które coś znaczą lub symbolizują.
"Na oślep" wciąga już od pierwszych stron niczym rasowa powieść
detektywistyczna. Chcemy dowiedzieć się co będzie dalej i jak to
wszystko się skończy. Czy obraz jest autentyczny? Czy został namalowany
przez Pietera Bruegla czy może jednego z jego synów lub naśladowców? Czy
Martinowi uda się utrzymać w nieświadomości właściciela obrazu i zdobyć
go? Przekonajcie się sami.