– Słyszałeś pan, panie Krówka, podobnież mamy w te zimę nosić buty z rybiej skóry.
– Co pan mówisz?
– To, co pan słyszysz. Już w Gdyni garbarnie otworzyliśmy, gdzie się
węgorze, dorsze i insze sardynki na chrom i giemze przerabia. Ryba,
panie szanowny, w ogóle karierę po wojnie u nas robi. Dawniej najwyżej w
wilię wrąbałeś pan kawałek szczupaka po żydowsku, a przy piątku dzwonko
„katolika” z cybulką tylko i wyłącznie przez szaconek dla postu. A
teraz stale i wciąż rybę się opycha.
– Bo teraz krugom post – trzy razy na tydzień piątek.
– Ryba głowe do inicjatywy prywatnej podobnież wyrabia.
– Ale na buty po mojemu kwalifikacji nie posiada.
– Mówisz pan jak żłób z prowincji, któren gazet nie czytuje. Z
węgorza – węża na damskie pantofelki podobnież takiego robią, że niech
się najdziksza afrykańska żmija schowa. Z wędzonego łososia masz pan
znowuż dla żony kapcie w kolorze cielistem do różowej sukni na lato. Z
sardynek i szprotek obuwie dziecinne.