Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2015

"Jeszcze mam czterdzieści ksiąg"


Sowa

Na południe od Rogowa
Mieszka w leśnej dziupli sowa,
Która całą noc, do rana,
Tkwi nad książką, zaczytana.
Nie podoba się to sroce:
"Pani czyta całe noce,
Zamiast się pokrzepić drzemką,
Pani czyta wciąż po ciemku.
Czyta się, gdy światło świeci,
To zły przykład jest dla dzieci!"

wtorek, 4 listopada 2014

Wąż-kaligraf


Wąż - kaligraf

Daleko, w krainie Goa,
Żył bardzo długo wąż boa,
Który przedziwnym trafem
Był świetnym kaligrafem.

Miał jednak tę naturę,
Że liter nie pisał piórem.
Pióro - rzecz nauczycielska,
On zaś litery niektóre
Tworzył wprost z własnego cielska.

Kiedy więc barana zjadał,
W literę Be się układał,
A kiedy lwa brał na cel,
Zwijał się w literę eL.

Żeby zgruchotać panterę,
Tworzył z siebie Pe literę,
A gdy na szakala szedł,
Skręcał się cały w eS-Zet.
I tylko spotkawszy żyrafę
Popełnił gafę, kiedy gniótł jej grzbiet,
Bo chociaż był kaligrafem,
Nie wiedział, jak kropkę postawić nad Zet.

Tak oto w krainie Goa
Poczynał sobie wąż boa
I sto lat jeszcze przeżyłby chyba,
Lecz go wreszcie myśliwy przydybał.
Wąż nie zdążył poruszyć łbem.
Pif-paf! - i już leżał nieżywy.
Leżał w kształcie litery eM.
Na znak, że go zabił myśliwy. 


Jan Brzechwa

środa, 19 lutego 2014

"Moominland Tales: The Life of Tove Jansson"

Tove Jansson

Moominland Tales: The Life of Tove Jansson to tytuł dokumentu, który przygotowała i wyemitowała 26 grudnia 2012 roku telewizja BBC. Dokument w barwny i bardzo ciekawy sposób opowiada o życiu Tove Jansson. Nie brak w filmie kadrów z jej kamery, cytatów z Muminków i wywiadów z ludźmi, którzy kręcili się w jej środowisku. Kierownikiem wycieczki po całym magicznym świecie Tove jest Sam West, znany brytyjski aktor, który wcielił się w narratora. Przy filmie pracował m.in. polski operator dźwiękowy Marcin Knyziak.

Źródło: strona  poświęcona życiu i twórczości Tove Jansson




 

sobota, 8 lutego 2014

Shel Silverstein "Ickle Me, Pickle Me, Tickle Me too"



Ickle Me, Pickle Me, Tickle Me too
from the book "Where the Sidewalk Ends" (1974)


Ickle Me, Pickle Me, Tickle Me too
Went for a ride in a flying shoe.
"Hooray!"
"What fun!"
"It's time we flew!"
Said Ickle Me, Pickle Me, Tickle Me too.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Książki mojego dzieciństwa (2)

Kiedy myślę o okresie szkoły podstawowej, pierwsze co przychodzi mi do głowy, to książki nieodżałowanego Edmunda Niziurskiego. Miałem chyba wszystkie jakie napisał, bowiem zajmowały prawie całą półkę w mojej biblioteczce. Były dla mnie naprawdę bardzo ważne. Czytałem je na okrągło siedząc w swoim pokoju, poprawiały mi humor, gdy było mi smutno lub gdy byłem chory. 

"Kołomyja elementarna"

Co było takiego w książkach Niziurskiego? Po pierwsze: absurdalny, bardzo często czarny, humor słowny i sytuacyjny. Rzeczywistość pokazywana oczami dziecka, które przeżywało często sensacyjne przygody. Szkoła przedstawiana była jako miejsce opresyjne, ale z humorem. Bardzo mi się to podobało, tak właśnie widziałem szkołę. Dzisiaj są inne czasy, inne dzieci i takiej szkoły już nie ma. Wiem coś o tym, bo przez kilka lat pracowałem w szkole. Po drugie: specyficzny styl narracji i język. Bardzo charakterystyczne dla Niziurskiego są znaczące czy groteskowe nazwiska i imiona, np. Wieńczysław Nieszczególny, Chryzostom Cherlawy, Cymeon Maksymalny, Zygmunt Gnacki, Gustaw Cykorz itp. oraz to, że bohaterowie mówią mieszanką slangu młodzieżowego i wyszukanego języka naukowego.

niedziela, 8 grudnia 2013

Książki mojego dzieciństwa (1)

Książki są, i zawsze były, dla mnie bardzo ważne. Teraz jednak wydaje mi się to bardzo dziwne. Nie miałem bowiem ojca, a cóż dopiero czytającego ojca, moja mama nie lubiła czytać, a w domu nie było właściwie żadnych książek. Nijak się to ma do opowieści wielu znanych mi osób, którzy uwielbiają książki i dużo czytają. Ich stały element, to mole książkowe w rodzinie i/lub ich biblioteczki. 

czwartek, 10 października 2013

Liczby pierwsze

"Pierwszego wstrząsu doznał Dziadzia, który pełnił wtedy także prowizorycznie obowiązki naszego wychowawcy. Wytrawny ów gog zaraz na początku roku zapuścił nieostrożną sondę w naszą klasę. Jak się potem wyraził, nigdy jego sonda nie wyniosła na powierzchnię podobnie ohydnych miazmatów niewiedzy i pomieszania pojęć.
Nie dowierzając jeszcze, wezwał do tablicy Pędzelkiewicza i kazał mu napisać pięć kolejnych liczb "pierwszych". Pędzelkiewicz najpierw się długo zastanawiał, rozdziawiwszy paszczę i wytrzeszczywszy z przerażenia oczy, a potem napisał: 1, 2, 3, 4, 5. Dziadzia zadrżał, ale zapytał, wciąż jeszcze spokojnie:
- Czy naprawdę te wszystkie liczby są pierwsze?
- Nie, nie - odparł niepewnie Pędzelkiewicz.
- A które?
- No, te na początku: jeden, dwa... - odparł Pędzelkiewicz i utknął.
Dziadzia zaśmiał się wtedy straszliwie. Podszedł do tablicy i napisał: 2, 3, 5, 7.
- A może zgodzisz się łaskawie, chłopassju, że to są liczby pierwsze?
Pędzelkiewicz nie zgodził się i z uporem twierdził, że liczba siedem jest liczbą ostatnią."
Edmund Niziurski "Sposób na Alcybiadesa"
 

piątek, 5 kwietnia 2013

"Chory kotek" Stanisław Jachowicz



Pan kotek był chory
i leżał w łóżeczku.
I przyszedł kot doktor.
- Jak się masz, koteczku?
- Źle bardzo- i łapkę
wyciągnął do niego.
Wziął za puls pan doktor
poważnie chorego
I dziwy mu prawi:
- Zanadto się jadło,
co gorsza, nie myszki,
lecz szynki i sadło;
Źle bardzo! gorączka!
Źle bardzo, koteczku!
Oj długo ty, długo
poleżysz w łóżeczku
I nic jeść nie będziesz,
kleiczek i basta.
Broń Boże kiełbaski,
słoninki lub ciasta!
- A myszki nie można? -
zapyta koteczek –
lub ptaszka małego
choć parę udeczek?
- Broń Boże! Pijawki
i dieta ścisła!
Od tego pomyślność
w leczeniu zawisła.
I leżał koteczek;
kiełbaski i kiszki
nietknięte; z daleka
pachniały mu myszki.
Patrzcie, jak złe łakomstwo!
Kotek przebrał miarę,
musiał więc nieboraczek
srogą ponieść karę!
Tak się i z wami,
dziateczki, stać może:
od łakomstwa
strzeż was Boże!

czwartek, 3 stycznia 2013

Where the Sidewalk Ends - Shel Silverstein

 
Where the Sidewalk Ends - Shel Silverstein
 There is a place where the sidewalk ends
And before the street begins,
And there the grass grows soft and white,
And there the sun burns crimson bright,
And there the moon-bird rests from his flight
To cool in the peppermint wind.

Let us leave this place where the smoke blows black
And the dark street winds and bends.
Past the pits where the asphalt flowers grow
We shall walk with a walk that is measured and slow,
And watch where the chalk-white arrows go
To the place where the sidewalk ends.

Yes we'll walk with a walk that is measured and slow,
And we'll go where the chalk-white arrows go,
For the children, they mark, and the children, they know
The place where the sidewalk ends. 
 
 

niedziela, 30 grudnia 2012

"The Voice" - Shel Silverstein

Shel Silverstein


Sheldon Allan "Shel" Silverstein (ur. 25 września 1930, zm. 8/9 maja 1999) - amerykański poeta, kompozytor, piosenkarz, scenarzysta, autor kreskówek i książek dla dzieci, które zostały przetłumaczone na ponad 30 języków, w tym polski. Sprzedano ponad 20 milionów egzemplarzy. Najbardziej znane to: Where the Sidewalk Ends (1974), The Giving Tree (1964), Falling Up (1996).

czwartek, 25 października 2012

Godzina duchów

Zosia nie mogła usnąć. Promień księżyca wciskał się skosem przez szparę między firankami i padał wprost na poduszkę. Wszystkie inne dzieci w pokoju spały już od wielu godzin. Zosia leżała bez ruchu, z zamkniętymi oczami. Bardzo chciała przynajmniej się zdrzemnąć. Nic z tego: promień księżyca jak srebrne ostrze przecinał pokój i sięgał jej twarzy. W domu panowała kompletna cisza. Na parterze nie było słychać żadnych głosów, na piętrze – niczyich kroków. Zza otwartego okna, zasłoniętego firanką, też nie dobiegały żadne dźwięki. Nikt nie szedł po chodniku, ulicą nie jeździły auta. Znikąd nie dochodził najlżejszy szmer. Zosia nie znała dotąd takiej ciszy. „Może to właśnie jest godzina duchów?”– pomyślała. Ktoś szepnął jej kiedyś, że godzina duchów to taka szczególna pora w środku nocy, gdy wszystkie dzieci i wszyscy dorośli twardo śpią, a wszelakie stwory spod ciemnej gwiazdy wyłażą z kryjówek i robią, co im się żywnie podoba, bo w godzinie duchów cały świat do nich należy. Promień księżyca padający na poduszkę Zosi zalśnił jeszcze jaśniej. Dziewczynka postanowiła wstać i zasunąć firanki. Każde dziecko przyłapane na tym, że po zgaszeniu światła nie leży w łóżku, czekała kara. Choćby winowajca twierdził, że musiał iść do toalety, nie uznawano tej wymówki i tak czy owak wymierzano mu karę. Lecz o tej porze na pewno nikt już nie chodził po domu. Zosia sięgnęła po okulary, leżące na krześle przy łóżku. Miały stalową oprawkę i bardzo grube szkła. Bez nich prawie nic nie widziała. Włożyła je, wyśliznęła się z łóżka i na paluszkach podeszła do okna. 

***

Kiedy przy nim stanęła, zawahała się. Okropnie ją korciło, żeby dać nurka pod firanki, wychylić się i zobaczyć, jak wygląda świat tuż przed godziną duchów. Znów zaczęła nasłuchiwać. Wszędzie panowała głucha cisza. Zosia miała wielką ochotę wyjrzeć na dwór. Wprost nie mogła się oprzeć pokusie. Szybko wsunęła głowę pod firanki i przechyliła się przez parapet. W srebrzystym świetle księżyca uliczka, którą znała na pamięć, wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle. Domy były trochę krzywe, przechylone, podobne do domków z bajki. Wszystko zrobiło się blade, niesamowite, białe niczym mleko. Naprzeciwko mieścił się sklep pani Rance. Kupowało się w nim guziki, wełnę i gumki do podwiązek. On też był jakiś niewyraźny, zamglony. Dziewczynka sunęła spojrzeniem od domu do domu. Wtem zamarła. 

Coś szło chodnikiem po drugiej stronie ulicy.
Podchodziło coraz bliżej.
Było czarne…
Wysokie i czarne…
Bardzo wysokie, bardzo czarne i bardzo chude.

Roald Dahl "Wielkomilud", przełożył Michał Kłobukowski.