Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarze o kotach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarze o kotach. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 grudnia 2013

Kot


The Cat
Ogden Nash

You get a wife, you get a house,
Eventually you get a mouse.
You get some words regarding mice,
You get a kitty in a trice.
By two a.m. or thereabouts,
The mouse is in, the cat is out.
It dawns upon you, in your cot,
The mouse is silent, the cat is not.
Instead of kitty, says your spouse,
You should have got another mouse.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Sam na sam z kotem Iwanem


"Dotrzymuję towarzystwa kotu Iwanowi, który nie lubi jeździć na wakacje. Siedzę zatem w Warszawie i znoszę fanaberie rozwydrzonego bydlaka. Wczoraj przyszła pani posprzątać. ale ten egocentryczny cham nie znosi sprzątania. Coś mu się w tym cywilizowanym obrządku nie podoba. Więc zamknąłem go w pokoju Ani, żeby nie rozszarpał sprzątaczki. Wracam po obiedzie i od razu słyszę wściekłe wrzaski. W pokoiku panieńskim nieszczęsnej Ani kupa tragicznych ruin. Całe pomieszczenie zdemolowane. Na środku podłogi zimowa czapka Marysi wypełniona po brzegi szczynami, wielka kałuża obok. Wycinane cały rok z różnych pism zdjęcia idolów piosenkarskich pozrywane ze ścian i totalnie zniszczone. Rozjuszony zwierz stoi na tylnych łapach i wali pięściami w szkło drzwi.

środa, 22 maja 2013

Jak żyć z wyrachowanym kotem


"Koty są bardzo wybredne w kwestii miejsca do spania. Nie mogą spać w koszyku specjalnie nabytym w tym celu. Prawda, koszyk mógł być zaprojektowany z największą starannością, pod względem ortopedycznym skonstruowany tak, by zapobiegać skrzywieniu kręgosłupa, miękki by zapewniać niezakłócony sen itd. Lecz koty nie lubią spać na uboczu, ponieważ musiałyby się wlec kawał drogi ze swoich kwater sypialnych, gdzie coś się może wydarzyć. Jest to jedyny sposób zaspokojenia ich wrodzonej ciekawości. Dlatego też sypiają prawie wszędzie, gdzie istnieje możliwość jakiegoś zdarzenia. Jeśli zastaniesz kota śpiącego na krawędzi wanny i zbudzi się, kiedy wejdziesz nie rób ani kroku dalej. Możliwe, że chce po prostu zobaczyć, co się stanie, gdy stąpniesz na kawałek mydła pośrodku podłogi".

Eric Gurney, Jak żyć z wyrachowanym kotem, przeł. Anna Derwojedowa, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1991, s. 61.


piątek, 8 lutego 2013

Bukowski o kotach


"Fajnie mieć gromadę kotów. Jeśli czujesz się źle, po prostu patrzysz na koty i czujesz się lepiej, bo one wiedzą, że wszystko jest jak jest. Nie ma się czym podniecać. Po prostu wiedzą. Są zbawicielami. Im więcej masz kotów, tym dłużej żyjesz. Jeżeli masz sto kotów, będziesz żył dziesięć razy dłużej niż gdybyś miał dziesięć. Któregoś dnia zostanie to odkryte, a wtedy ludzie będą mieli po tysiąc kotów i będą żyli wiecznie. To naprawdę niedorzeczne". 

Źródło: Charles Bukowski

sobota, 22 września 2012

Jak się przechodzi obok


Co ważniejsze wynalazki zdarzają się w okolicznościach i miejscach najbardziej nieoczekiwanych. Weźmy Jabłko Newtona — przecież od tego można dostać dreszczy! Mnie się na przykład zdarzyło, że podczas jakiejś handlowej konferencji bez powodu pomyślałem o kotach — rzecz nie mająca nic wspólnego z porządkiem dziennym obrad — i nagle odkryłem, że koty to telefony. Ot tak, z niczego, jak to zwykle bywa z genialnymi odkryciami. 

Rzecz jasna, że tego rodzaju wynalazek jest zaskakujący, bo nikt nie jest przyzwyczajony do telefonów, co spacerują, piją mleko i przepadają za rybami. Trzeba czasu, żeby zrozumieć, że idzie o specyficzne telefony w rodzaju walkietalkies, a również, że i my jesteśmy specyficzni w tym względzie, żeśmy się dotąd nimi nie posługiwali. 

Wziąwszy pod uwagę, że to zaniedbanie istnieje od czasów antycznych, niewiele można oczekiwać od połączeń dokonanych od czasu mojego odkrycia, bo nie ma kodu, który by nam pomógł zrozumieć przesłania, ich pochodzenie i charakter tych, którzy nam je przesyłają. Jako się rzekło, rzecz nie polega na podniesieniu nie istniejącej słuchawki, by nakręcić numer nie mający nic wspólnego z normalnymi cyframi, a jeszcze mniej na rozumieniu, co do nas mówią z drugiej strony, z przyczyn również nie wyjaśnionych. Że telefon funkcjonuje — demonstruje nam każdy kot z uczciwością nigdy nie dość nagradzaną przez dwunogich abonentów. Ale nikt nie zaprzeczy, że jego czarny, biały, bury lub angorski telefon staje stanowczo u nóg abonenta i podaje wiadomość, którą nasza prostacka i pretensjonalna literatura odczytuje jako miau czy coś w tym rodzaju. Jedwabiste czasowniki, pluszowe przymiotniki, zdania proste lub złożone, ale zawsze gładkie jakby namydlone lub nasmarowane gliceryną, twarzą przemowę czasami mającą związek z głodem, wtedy zresztą telefon przemienia się w kota, ale kiedy indziej wyrażającą całkowite pominięcie własnej osoby, co dowodzi, że kot jest telefonem właśnie. Tępi i pretensjonalni pozwoliliśmy minąć tysiącleciom nie odpowiadając na wołania, nie zastanawiając się, skąd pochodzą, kto jest na drugim końcu tego drutu, który wyprężony ogon usiłuje pokazać nam we wszystkich domach świata. Do czegóż mnie, nam, służy moje odkrycie? Każdy kot to telefon, ale każdy człowiek to biedny człowiek. Skąd może wiedzieć, co nam mówią, jakie drogi nam wskazują? Ja osobiście byłem w stanie jedynie nakręcić przy pomocy zwykłego telefonu numer uniwersytetu, z którym współpracuję, i wstydliwie podać do wiadomości moje odkrycie. Niemal nie warto wzmiankować ciszy zastygłej tapioki, z jaką naukowcy przyjmują tego typu zgłoszenia telefoniczne.

Julio Cortazar "Jak się przechodzi obok" [w]: tegoż "Opowiadania o Łukaszu", przełożyła Zofia Chądzyńska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982, s. 29-30.

czwartek, 13 września 2012

Auteczko


"Teraz, kiedy mogę patrzeć na siebie niecodziennym spojrzeniem z góry, kiedy jednocześnie jestem sfinksem, który patrzy, i tym, w kogo wlepia on swój badawczy wzrok, muszę wyznać, że napisałem jeszcze jeden rękopis, którego się boję. Ta ballada nosi tytuł Auteczko... i opowiada o tym, jak znalazłem się w sytuacji takiego konfliktu moralnego, że w końcu zmuszony byłem zabić dwoje ukochanych kociąt. Tych kotów miałem ogółem dwanaście i wydawało mi się, że skoro dwanaście kotów nie potrafi żyć ze sobą w zgodzie, wolno mi zabić przynajmniej dwa. Ale myliłem się, ponieważ od tej pory nie mogłem uwolnić się od poczucia winy, nie chciałem już żyć. Tak więc to wszystko opisałem, ten rękopis miał być moją prośbą o wymazanie z rejestru karnego... ale nawet straszny wypadek samochodowy, który przeżyłem i przyjąłem z pokorą, łudząc się, że w zamian opuści mnie poczucie winy, niczego nie zmienił... Tak więc napisałem tę balladę Auteczko, tak się nazywał jeden z tych zamordowanych kotów, ten, którego kochałem najbardziej... a kiedy ją pisałem, miałem przed oczami wstrząsające zdjęcia z albumu Sto lat fotografii wojennej, nie mogłem się od nich oderwać, wciąż przeglądałem tę książkę, którą opatrzył przedmową pan Koellwitz... ale kiedy zaniosłem tekst do wydawnictwa, wiedziałem już, że bezkarnie nie można zabić nie tylko człowieka, ale nawet kota... i poczucie winy za uśmiercenie tych zwierząt zostało we mnie, jestem tym, kim pragnąłem zostać, kiedy byłem młody i głupi... poetą przeklętym...".


Fragment pochodzi z Bohumil Hrabal "Odnaleziona ósemka" [z]: tegoż "Piękna rupieciarnia", tłumaczenie Aleksander Kaczorowski i Jan Stachowski.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Chandler o kotach

    Do Charlesa W. Hortona
19 marca 1945 r.
...Pewien gość, który nazywa się Engstead, zrobił mi niedawno kilka zdjęć do pisma „Harper’s Bazaar” (dotychczas nie wiem właściwie dlaczego) i jedno z nich, na którym trzymam na kolanach sekretarkę, wyszło na-prawdę dobrze. Wyślę Ci odbitkę, kiedy dostanę zamó­wiony przeze mnie tuzin. Może powinienem wyjaśnić, te sekretarka to czarna kotka perska, co ma czternaście lat, a tak ją nazywam, bo odkąd zacząłem pisać, jest zawsze przy mnie, siedzi zazwyczaj na papierze, którego właśnie chcę użyć, albo na egzemplarzu, który chcę po­prawiać, niekiedy leży oparta o maszynę do pisania, cza­sem znów po prostu wygląda z rogu biurka przez okno, jakby chciała powiedzieć: „Po co to robisz, stary, mar­nujesz tylko czas”.
Wabi się Taki (pierwotnie było Take, ale znudziło się nam ciągle wyjaśniać, że to znaczy po japońsku bambus i należy wymawiać jako dwie sylaby), pamięć ma niezrównaną. Zwykle w sposób uprzejmy jest obojętna i zamknięta w sobie, ale co pewien czas wpada w kłót­liwy nastrój i pyskuje przez dziesięć minut bez przerwy. Niestety, nie wiem, co wtedy usiłuje powiedzieć, ale podejrzewam, że sprowadza się to do bardzo sarkastycznej opinii: „Powinien byś pisać lepiej!”
Przez całe życie byłem miłośnikiem kotów (nie mam nic przeciwko psom poza tym, że trzeba je wciąż zaba­wiać), ale nigdy ich w gruncie rzeczy nie potrafiłem zrozumieć. Moja Taki jest zwierzęciem bardzo zrówno­ważonym, od razu poznaje, kto lubi koty, nie zbliża się do nikogo, kto ich nie lubi, natomiast zawsze podchodzi bez namysłu do każdej osoby, nawet zupełnie jej nieznanej, która lubi je naprawdę... Ma dziwną cechę (może rzadką, a może nie), mianowicie nigdy nie zabija pojma­nej zdobyczy. Przynosi stworzenie żywe i pozwala je sobie odebrać. Zdarzyło jej się przynieść do domu na przykład gołębia, niebieską papużkę i dużego motyla. Ani motylowi, ani papudze nie stała się żadna krzywda i zachowywały się, jak gdyby nigdy nic. Gołąb przy­sporzył Taki nieco kłopotu i miał plamkę krwi na piersi, ale zanieśliśmy go do weterynarza i bardzo szybko wrócił do normy. Może tylko czuł się trochę upokorzony. Myszy nudzą Taki, ale je łapie, jeżeli przy tym obstają, a potem ja muszę je zabijać. Zdradza leniwe zaintere­sowanie susłami i niekiedy dość uważnie obserwuje ich norki, ale susły gryzą, a przy tym po diabła komu suseł? Udaje więc, że mogłaby go złapać, gdyby tylko chciała. Jeździ zawsze z nami, ilekroć dokądś wyruszamy, pa­mięta wszystkie miejsca, w których już przedtem była, i zazwyczaj wszędzie czuje się jak w domu. W paru miejscach nie spodobało jej się — nie wiem dlaczego. Po prostu nie czuła się tam dobrze. Teraz, z biegiem czasu, orientujemy się już, o co jej chodzi. Ktoś może za­rąbał tam kogoś siekierą, lepiej więc, żebyśmy się czym prędzej przenieśli gdzie indziej. Morderca może jeszcze wrócić. Niekiedy Taki patrzy na mnie w szczególny spo­sób (to jedyna znana mi kotka, która patrzy człowiekowi prosto w oczy) i podejrzewam, że pisze dziennik, bo tym spojrzeniem jak gdyby mówiła: „Bracie, wyobrażasz sobie na serio, że jesteś całkiem niezłym pisarzem, co? Ciekawe, jakbyś się czuł, gdybym postanowiła opubliko­wać coś niecoś z tego, co spisuję w wolnych chwilach”. Czasem podnosi łapkę, trzyma ją w powietrzu i przy­gląda się jej z namysłem. Zdaniem mojej żony daje nam w ten sposób do zrozumienia, żebyśmy kupili jej ze­garek; niepotrzebny jej z żadnych praktycznych powo­dów — lepiej ode mnie wie, która jest godzina — ale w końcu każdy powinien mieć jakąś biżuterię. Nie wiem, dlaczego to wszystko piszę. Widocznie o niczym innym nie mogę myśleć, albo — rzecz staje się dość niesamowita — czy to w ogóle ja piszę? Czy może... nie, to na pewno ja. Powiedzmy, że ja. Jestem przerażony.

Raymond Chandler "Mówi Chandler" (Chandlar Speaking), przeklad Ewa Budrewicz, wstęp Krzysztof Mętrak, Czytelnik, Wydanie I, Warszawa 1983, s.344.