Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagroda Pulitzera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagroda Pulitzera. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 czerwca 2013

Nagroda Pulitzera

Złoty medal „Pulitzera”
Nagroda Pulitzera (ang. The Pulitzer Prize) – amerykańska nagroda literacka przyznawana corocznie w kwietniu. Nagrodę tę przyznaje się za wybitne dokonania w dziedzinie dziennikarstwa, literatury i muzyki. Zdobywcy nagrody są wybierani przez jury, działające przy Wyższej Szkole Dziennikarstwa Uniwersytetu Columbia. Kandydatów wybiera się głównie spośród twórców amerykańskich. Nagrodę swojego imienia ufundował w 1917 amerykański dziennikarz i wydawca węgierskiego pochodzenia, Joseph Pulitzer. Pierwsze nagrody rozdano 4 czerwca tego samego roku. Nagrody corocznie przyznaje się w dwudziestu jeden kategoriach. W dwudziestu z nich zwycięzca uhonorowany jest świadectwem i czekiem na 10 tys. USD, a dwudziesta pierwsza kategoria: „Służba publiczna” uhonorowana jest złotym medalem, który otrzymuje zwykle gazeta, mimo iż jest on przypisany do konkretnej osoby.

Do napisania tego posta zainspirował mnie Bibliomisiek, autor bloga Za okładki płotem, za co mu bardzo dziekuję, zamieszczając listę i wpis na temat Nagrody Pulitzera. Tak się sklada, że mam lekką obsesję na punkcie list książek, literatura amerykańska bardzo mnie interesuje (co można stwierdzić przegladając zawartość mego bloga), a jakoś o tej liście zapomniałem. Być może miał tu wpływ Vladimir Nabokov trochę wyśmiewajacy tę nagrodę, wątpiący wjej rangę i znaczenie (czyżby zazdrość?) w przedmowie do "Lolity" i nazywający ją tam "nagrodą im. Polinga". Jako żródło wykorzystałem oryginalną listę z anglojęzycznej Wikipedii. Najbardziej interesujących jest dla mnie 6 kategorii związaneych z książkami i literaturą:

Fiction – za wybitną książkę z dziedziny literatury pięknej napisaną przez amrykańskiego autora, najlepiej dotyczącą amerykańskiego życia.
Drama – za wybitną sztukę napisaną przez amerykańskiego dramatopisarza, najlepiej oryginalną i dotyczącą amerykańskiego życia.
History – za wybitną książkę na temat historii Stanów Zjednoczonych. 
Biography or Autobiography – za wybitną biografię lub autobiografię napisaną przez amerykańskiego autora. 
Poetry – za wybitny tom oryginalnej poezji napisanej przez amerykańskiego poetę. 
General Non-Fiction – za wybitną książkę z dziedziny literatury faktu napisaną przez amerykańskiego autora, która nie może być rozpatrywana w żadnej z pozostałych kategorii.

Z tych 6 kategorii najbardziej mi bliska jest pierwsza kategoria, czyli Fiction (literatura piękna). Pierwotnie ta kategoria nosiła nazwę
Pulitzer Prize for the Novel (w latach 1918-1947). W miarę możliwości podaję tytuły polskich wydań.

1910s

1917: Nie przyznano nagrody
1918: His Family, Ernest Poole
1919: The Magnificent Ambersons, Booth Tarkington 

1920s

1920: Nie przyznano nagrody
1921: "Wiek niewinności" (The Age of Innocence), Edith Wharton
1922: "Smuga słońca" Alice Adams, Booth Tarkington
1923: One of Ours, Willa Cather
1924: The Able McLaughlins, Margaret Wilson
1925: So Big, Edna Ferber
1926: "Arrowsmith" (Arrowsmith), Sinclair Lewis (odrzucona nagroda)
1927: Early Autumn, Louis Bromfield
1928: The Bridge of San Luis Rey, Thornton Wilder
1929: Scarlet Sister Mary, Julia Peterkin 

1930s

1930: Laughing Boy, Oliver La Farge
1931: Years of Grace, Margaret Ayer Barnes
1932: "Łaskawa ziemia" The Good Earth Pearl S. Buck
1933: The Store Thomas Sigismund Stribling
1934: Lamb in His Bosom Caroline Miller
1935: Now in November Josephine Winslow Johnson
1936: Honey in the Horn Harold L. Davis
1937: "Przeminęło z wiatrem" (Gone with the Wind) Margaret Mitchell
1938: The Late George Apley John Phillips Marquand
1939: "Roczniak" (The Yearling) Marjorie Kinnan Rawlings 

1940s

1940: "Grona gniewu" (The Grapes of Wrath) John Steinbeck
1941: Nie przyznano nagrody
1942: In This Our Life Ellen Glasgow
1943: Dragon's Teeth Upton Sinclair
1944: Journey in the Dark Martin Flavin
1945: A Bell for Adano John Hersey
1946: Nie przyznano nagrody
1947: "Gubernator" (All the King's Men) Robert Penn Warren
1948: Tales of the South Pacific James A. Michener
1949: Guard of Honor James Gould Cozzens 

1950s

1950: "Droga na zachód" (The Way West) A. B. Guthrie, Jr.
1951: The Town Conrad Richter
1952: "Bunt na okręcie" (The Caine Mutiny) Herman Wouk
1953: "Stary człowiek i morze"(The Old Man and the Sea) Ernest Hemingway
1954: Nie przyznano nagrody
1955: "Przypowieść" (A Fable) William Faulkner
1956: Andersonville MacKinlay Kantor
1957: Nie przyznano nagrody
1958: A Death in the Family James Agee (nagroda przyznana pośmiertnie)
1959: "Podróże Jaimiego McPheetersa" (The Travels of Jaimie McPheeters) Robert Lewis Taylor

sobota, 8 września 2012

Listy pisarzy - Anne Sexton


Anne Sexton
List Anne Sexton do Lois Ames

Capri, Włochy, 7 września 1966 roku
Droga Lois,
Dostałam Twój list jak tylko wjechaliśmy do Rzymu i przybyli na Capri, wyspę szczęścia. Cudownie było dostać te wieści od Ciebie, często myślałam o Tobie i zastanawiałam się, co słychać u pani Plath. W swoim liście pisałaś mi naprawdę bardzo niewiele o tym, jak to się stało. Czy ona naprawdę odetchnęła? [...] Powiedzmy, że wtedy, gdy telefon został wyrwany z gniazdka? Widzę, że ma ciężkie życie. Czy Twoje wyobrażenie urzeczywistniło się? - będziesz w stanie pomóc jej temu sprostać?
Naprawdę chciałabym, abyś znalazła sposób na odwiedzenie mnie w tym roku choćby na tydzień. Tyle rzeczy mamy do obgadania. Mam wrażenie, jakby wszystko się zakorkowało, słowa nie chcą przechodzić przez maszynę do pisania, jest ich za dużo. Przyrzekłam solennie nie zamawiać rozmów telefonicznych na duże odległości, jak to czyniłem dawniej i to pogarsza sprawę naszego porozumiewania się. Więc jak z tą wizytą? Będzie to możliwe?

Wyprawa była w porządku. Afryka, a raczej myśliwskie safari, nie dla mnie, kurz, meteorowy żar, drzewa kolczaste i zupełny brak drzew cienistych, krew, rzeź. Obserwowanie zwierzęcia konającego powoli, a następnie zjadanie go tego samego dnia na kolację. Nie potrafię sobie wyobrazić życia tutaj i nie wierzę, że podobałoby Ci się to - ale może mylę się co do Ciebie. To zły kontynent, powstający, ale bez księgi praw i wielkie ubóstwo i wielka nienawiść do białego człowieka. Chociaż Chicago jest gorsze, z tego co czytałam. Ale w Stanach Zjednoczonych kiedyś nastanie wolność, jednak nie poprzez władzę czarnych nad białymi, jak tu w Afryce. [...]

Capri jest najpiękniejsze. To mój duchowy dom i czuję się jak nowo narodzona. Moje nerwy są w lepszym stanie. Nie wypatruję dnia powrotu do domu, który nastąpi we czwartek, 8 września, a więc jeszcze zanim to do Ciebie dotrze. Zbyt wiele problemów. Kojarzę nawet dom z chorowaniem. [...] No dobrze, Kayo [mąż Anne] i ja byliśmy na Capri dwa lata temu, a jednak wydaje się, że zanudzamy się nawzajem. Nie mamy sobie nic do powiedzenia. Irytuję go, gdy mówię mu to, o czym myślę, więc często milczę. On był zachwycony safari. Jego marzenie spełniło się i o niczym innym nie mówi. Cieszę się, że miał tę przyjemność. To luksusowe biwakowanie w otoczeniu śmierci, zabijania, niewybaczalnej śmierci na każdym kroku. Capri jest jak piękna matka. Woda unosi cię jak spławik i jest tak czysta. Capri jest matką, jakiej nigdy nie mieliśmy, młoda, piękna, egzotyczna, o łaskawych i kochających ramionach. Dzięki Bogu, że byłam tu raz jeszcze. Chciałabym tu mieszkać z kimś. Moja książka ma wyjść około 14 września... będę wiedziała dokładniej, gdy wrócę do domu. Mam nadzieję, że spodoba Ci się okładka, tak jak i treść, którą już znasz a nawet pomogłaś przy niektórych wersach I'm a little buttercup in my yellow nightie i dalszych.

Napisz zaraz i pisz często. Umieram z niecierpliwości, by zobaczyć artykuł o Sylvii i wiem, że on cię wylansuje.
xo Anne
Fragment bezczelnie i po chamsku ukradłem z bloga "Płaszcz zabójcy", a pochodzi on z: Anne Sexton, Listy, tłum. Anna Sudrawska, Literatura na Świecie 1988, nr 4 (201), s. 178-179.

sobota, 1 września 2012

Szał




Frenzy - Anne Sexton

I am not lazy.
I am on the amphetamine of the soul.
I am, each day,
typing out the God
my typewriter believes in.
Very quick. Very intense,
like a wolf at a live heart.
Not lazy.
When a lazy man, they say,
looks toward heaven,
the angels close the windows.

Oh angels,
keep the windows open
so that I may reach in
and steal each object,
objects that tell me the sea is not dying,
objects that tell me the dirt has a life-wish,
that the Christ who walked for me,
walked on true ground
and that this frenzy,
like bees stinging the heart all morning,
will keep the angels
with their windows open,
wide as an English bathtub.

Szał - Anne Sexton

Nie jestem leniwa.
Jestem na amfetaminie duszy.
Każdego dnia wypisuję Boga,
w którego wierzy moja maszyna do pisania.
Bardzo szybko. Bardzo intensywnie,
jak wilk przy żyjącym sercu.
Nie leniwie.
Mówią, że gdy leniwy człowiek
spogląda ku niebu,
aniołowie zamykają okna.

O aniołowie,
trzymajcie okna otwarte,
tak, bym mogła sięgnąć do środka
i skraść każdy przedmiot,
przedmioty, które mówią mi, że morze nie umiera,
przedmioty, które mówią mi, że proch ma wolę życia,
że ten Chrystus, co chodził dla mnie,
chodził po prawdziwej ziemi,
i że ten szał,
jak pszczoły co przez cały poranek kłują serce,
zatrzyma anioły
przy oknach otwartych
szeroko jak angielska wanna.

tłum. Maria Korusiewicz

piątek, 8 czerwca 2012

"Godzina skunksów" - Robert Lowell

Robert Lowell
Robert Traill Spence Lowell, Jr. (ur. 1 marca 1917 w Bostonie, Massachusetts, zm. 12 września 1977 w Nowym Jorku) – amerykański poeta z kręgu poetów konfesyjnych, był nauczycielem i inspiracją dla wielu znaczących twórców literatury lat 50. i lat 60. XX wieku, np. Anne Sexton i Sylvii Plath. W 1947 i 1974 roku został laureatem Nagrody Pulitzera w dziedzinie poezji, a w 1960 laureatem National Book Award w tej samej dziedzinie. Pierwsze dwa tomiki poetyckie Lowella, Land of Unlikeness i Lord Weary's Castle, stanowią raczej przykład szkoły formalistycznej, cechuje je mistrzowskie posługiwanie się metrum oraz rymem, cieszyły się też sporym uznaniem krytyki. Później jednakże, częściowo w związku z trapiącymi go kryzysowymi stanami psychicznymi, a częściowo pod wpływem poetów młodszego pokolenia np. Allena Ginsberga czy W. D. Snodgrassa, jego poezja zaczęła przesuwać się w kierunku rejestracji doświadczeń osobistych i odchodzić od formalizmu. Wyraźnie jest to przejście w stronę poezji o charakterze konfesyjnym widoczne w przełomowym tomiku pt. Life Studies z 1959 roku. Z tomiku tego pochodzi jeden z bardziej znanych wierszy Lowella pt. "Skunk Hour", będący opisem podupadłego miasteczka w Nowej Anglii i zawierający dość szokujące, jak na owe czasy, wyznanie: "My mind is not right" ("nie jestem przy zdrowych zmysłach"). Life Studies uważany jest za jeden z ważniejszych tomików poetyckich XX wieku.Cierpiał na depresję maniakalną, z powodu której hospitalizowano go około 20 razy i poddawany był terapii szokowej. Zmarł na atak serca w nowojorskiej taksówce w 1977 roku, pochowano go na cmentarzu Stark w Dunbarton w stanie New Hampshire. Źródło: Wikipedia.pl.

Godzina skunksów - Robert Lowell

Dla Elizabeth Bishop

 Dziedziczka z Nautilus Island nigdy nie opuszcza
 - zima, nie zima – pustelni spartańskiego domku;
 jej owce wciąż się pasą na łąkach nad morzem.
 Jej syn jest biskupem. Dzierżawca jej majątku
 jest członkiem rady miejskiej; staruszka
 ma od dawna sklerozę.

 Wskrzeszając wiktoriańską idyllę -
 z czasów, gdy wyższe sfery kultywowały „prywatność”
 gdy jeszcze można było mówić o „wyższej sferze” -
 wykupuje wszystkie wille,
 którym ma za złe, że szpecą wybrzeże,
 i pozwala im stać, aż się rozpadną.

 Zaczyna się zła pora roku -
 wyjechał już siedzący tu latem milioner,
 ten, co wygląda, jakby wypadł z katalogu
 L. L. Beana. Jolka (robiła dziesięć węzłów bez problemu),
 wystawiona na aukcję, przypadła któremuś
 z poławiaczy homarów. Blue Hill całe w czerwonej

 pożodze liści. Sąsiad dekorator, jak zwykle
 wdzięczny w ruchach, szykuje na przyjście jesieni
 nową witrynę: w sieciach rybackich oranże
 spławików z korka, szydła, szewskie zydle;
 nie dorobi się człowiek w tej branży,
 on sam wolałby się już nawet ożenić.

 Pewnej nocy, w zupełnym mroku,
 mój ford wspiął się na czaszkę
 wzgórza; wypatrywałem wozów
 migdalących się par. Gdzie cmentarz ponad miastem -
 auta, na postojowych światłach, bok przy boku...
 Ja chyba tracę rozum.

 Bek samochodowego radia:
 „Miłość, Miłość, co nie dba o nic...” Słyszę, całym sobą,
 w każdej komórce krwi zdławione, wściekłe
 łkanie, jakbym im wszystkim naraz ściskał gardła...
 Piekło? Ja sam jestem piekłem;
 nie ma wokół nikogo -

 tylko skunksy: jak zawsze po nocach,
 wychodzą szukać żeru przy świetle księżyca.
 Suną przez Main Street; ciemną sierść
 przekreśla biała pręga, w lunatycznych oczach
 czerwony żar; nad nimi kredowo sucha wieżyczka
 Trinitarian Church.

 Stoję na szczycie
 schodków na tyłach domu i wdycham gęstą woń naszych
 śmieci: skunks-matka, na czele potomstwa, zażera się odpadkami.
 Wtyka klin głowy w kubek z resztkami kwaśnej śmietany,
 opuszcza strusi ogon: nic jej
 w tej chwili nie przestraszy.

z tomu "The Mills of the Kavanaughs", 1951

 tłum. Stanisław Barańczak

sobota, 2 czerwca 2012

"Słowa" - Anne Sexton


Ann Sexton

Słowa - Ann Sexton

O słowa należy dbać,
nawet o te cudowne.
Dla cudownych robimy najwięcej,
czasami roją się jak owady
i nie żądlą, lecz całują.
Potrafią być niegorsze od palców.
Potrafią być pewne jak skała,
na której nie wahasz się usiąść.
Potrafią być stokrotkami, ale i siniakami,

Mimo to jestem zakochana w słowach.
Są gołębiami spadającymi z sufitu.
Są sześcioma nieskalanymi pomarańczami na moich kolanach.
Są i drzewami, i kończynami lata,
a także słońcem, jego ognistym obliczem.

A jednak często mnie zawodzą.
Tyle rzeczy chcę powiedzieć,
tyle historii, obrazów, przysłów, etc.
Lecz słowa nie dość się do tego nadają,
całują mnie nie te co trzeba.
Czasami wzbijam się jak orzeł
ale na skrzydłach strzyżyka.

Jednakże staram się uważać
i być dla nich miła.
Ze słowami i jajkami należy ostrożnie.
Gdy się je uszkodzi, nikt ich
nie naprawi.

tłum. Monika J. Sujczyńska

Words 

by Ann Sexton

Be careful of words,
even the miraculous ones.
For the miraculous we do our best,
sometimes they swarm like insects
and leave not a sting but a kiss.
They can be as good as fingers.
They can be as trusty as the rock
you stick your bottom on.
But they can be both daisies and bruises.

Yet I am in love with words.
They are doves falling out of the ceiling.
They are six holy oranges sitting in my lap.
They are the trees, the legs of summer,
and the sun, its passionate face.

Yet often they fail me.
I have so much I want to say,
so many stories, images, proverbs, etc.
But the words aren't good enough,
the wrong ones kiss me.
Sometimes I fly like an eagle
but with the wings of a wren.

But I try to take care
and be gentle to them.
Words and eggs must be handled with care.
Once broken they are impossible
things to repair.

czwartek, 24 maja 2012

"Tatuś" - Sylvia Plath

Sylvia Plath
Sylvia Plath (ur. 27 października 1932 w Jamaica Plain k. Bostonu, zm. 11 lutego 1963 w Londynie) – amerykańska poetka, pisarka i eseistka, zaliczana do grona tzw. poetów wyklętych. Współcześnie znana m.in. dzięki na poły autobiograficznej powieści Szklany klosz. Jej poezja należy do nurtu poezji konfesyjnej. Sylvia Plath jest przy tym jedną z czołowych postaci kierunku w literaturze lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, określanego mianem Konfesjonalistów (ang. Confessionalist). 

W 1941 matka Sylvii Plath dała córce pierwszy dziennik. Od tej pory Plath regularnie pisała dzienniki do końca życia. Plath chorowała na zaburzenie afektywne dwubiegunowe (depresję i stany maniakalne) i kilkakrotnie przebywała w szpitalach psychiatrycznych, głównie prywatnym McLean Hospital w podbostońskim Belmont (Massachusetts), najczęściej w związku z próbami samobójczymi. W 1955 Sylvia Plath wyjechała jako stypendystka Fulbrighta na studia do Anglii w Newnham College, część Cambridge University. 25 lutego 1956 Sylvia Plath poznała na przyjęciu poetę Teda Hughesa, którego poślubia w tym samym roku. We wrześniu 1957 Sylvia Plath zaczęła wykładać literaturę angielską. W Anglii w 1960 wydała pierwszy tomik Kolos (The Colossus). Wraz z mężem wiele podróżowała m.in. do Hiszpanii. W wakacje 1959 Sylvia Plath i Ted Hughes podróżowali przez Amerykę Północną. W lipcu 1960 małżonkowie kupili spory dom Court Green, którego hipotekę spłacili w grudniu 1961.

Czerwiec 1962 był początkiem końca małżeństwa Sylvii Plath i Teda Hughes, który zakochał się w Asii Wevill, która kilka lat później popełniła samobójstwo w identyczny sposób, jak Sylvia Plath. W 1962 doszło między małżonkami do separacji; poetka przeniosła się z dwojgiem dzieci (Friedą i Nicholasem) ze wspólnego domu w hrabstwie Devon do Londynu. Zamieszkała w domu po W. B. Yeatsie. Bardzo ciężka dla niej okazała się zima 1962/63. W okresie jesienno-zimowym Sylvia napisała swoje najlepsze wiersze m.in. "Tatusia", "Ukłucia", "Kobietę Łazarz", "Ariel", "Kurierów", "Mistyczkę" i ostatni wiersz "Krawędź". Poetka brała wówczas leki przeciwdepresyjne, które jednak przyniosły odwrotny od zamierzonego skutek. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie. 

Komentarz biograficzny do wiersza:

Ojciec Plath był Niemcem i pochodził z Grabowa, wyemigrował jednak do Stanów na długo przed wybuchem II wojny światowej i tam poślubił młodszą od siebie o ponad dwadzieścia lat, urodzoną już w Ameryce Austriaczkę z pochodzenia. Sylvia urodziła się w 1932, a Otto Plath zmarł w 1940 wskutek komplikacji związanych z cukrzycą. Był uznanym profesorem zoologii i specjalistą od pszczół. Jeżeli natomiast chodzi o próby samobójcze, Plath miała ich za sobą kilka. Ostatnią podjęła w wieku lat trzydziestu. Okazała się udana.

Daddy

You do not do, you do not do
Any more, black shoe
In which I have lived like a foot
For thirty years, poor and white,
Barely daring to breathe or Achoo.

Daddy, I have had to kill you.
You died before I had time –
Marble-heavy, a bag full of God,
Ghastly statue with one grey toe
Big as Frisco seal

And a head in the freakish Atlantic
Where it pours bean green over blue
In the waters off beautiful Nauset.
I used to pray to recover you.
Ach, du.

In the German tongue, in the Polish town
Scraped flat by the roller
Of wars, wars, wars.
But the name of the town is common.
My Polack friend

Says there are a dozen or two.
So I never could tell where you
Put your foot, your root,
I never could talk to you.
The tongue stuck in my jaw.

It stuck a barb wire snare.
Ich, ich, ich, ich,
I could hardly speak.
I thought every German was you.
And the language obscene

An engine, an engine
Chuffing me off like a Jew.
A Jew to Dachau, Auschwitz, Belsen.
I began to talk like a Jew.
I think I may well be a Jew.

The snows of the Tyrol, the clear beer of Vienna
Are not very pure or true.
With my gypsy ancestress and my weird luck
And my Taroc pack and my Taroc pack
I may be a bit of a Jew.

I have always been scared of you,
With your Luftwaffe, your gobbledygoo.
And your neat moustache
And your Aryan eye, bright blue.
Panzer-man, panzer-man, O You –

Not God but a swastika
So black no sky could squeak through.
Every woman adores a Fascist,
The boot in the face, the brute
Brute heart of a brute like you.

You stand at the blackboard, daddy,
In the picture I have of you,
A cleft in your chin instead of your foot
But no less a devil for that, no not
Any less the black man who

Bit my pretty red heart in two.
I was ten when they buried you.
At twenty I tried to die
And get back, back, back to you.
I thought even the bones would do.

But they pulled me out of the sack,
And they stuck me together with glue.
And then I knew what to do.
I made a model of you,
A man in black with a Meinkampf look

And a love of the rack and the screw.
And I said I do, I do.
So daddy, I’m finally through.
The black telephone’s off at the root,
The voices just can’t worm through.

If I’ve killed one man, I’ve killed two –
The vampire who said he was you
And drank my blood for a year,
Seven years, if you want to know.
Daddy, you can lie back now.

There’s a stake in your fat black heart
And the villagers never liked you.
They are dancing and stamping on you.
They always knew it was you.
Daddy, daddy, you bastard, I’m through.

niedziela, 20 maja 2012

"Sztuka tracenia" - Elizabeth Bishop

Elizabeth Bishop (1911-1979) - amerykańska poetka, tłumaczka, powieściopisarka, uważana za jedną z najważniejszych poetek anglojęzycznych XX w. W dzieciństwie opiekowali się nią dziadkowie i ciotki (straciła ojca w wieku 8 miesięcy, a jej matka była chora psychicznie). W latach 1929 - 1934 studiowała w Vassar College, gdzie poznała Marianne Moore. Po studiach zaprzyjaźniła się m.in z czołowym poetą nurtu konfesyjnego, Robertem Lowellem, który wywarł na nią wielki wpływ. Debiutowała w 1946 tomem North & South, w 1956 otrzymała Nagrodę Pulitzera za tom North & South - A Cold Spring. W późniejszych latach otrzymała większość najważniejszych amerykańskich nagród literackich, łącznie z National Book Award. Przez całe dorosłe życie podróżowała, mieszkała m.in. w Nowym Jorku, Paryżu, San Francisco, Meksyku. Szesnaście lat spędziła w Ouro Preto w Brazylii, potem powróciła do Bostonu, gdzie mieszkała do końca życia. Zmarła w 1979 z powodu tętniaka.

Jedna sztuka

przełożył Stanisław Barańczak

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie straty,
że kiedy się je traci - nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
stracone szanse, upływ chwil, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz -wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy blask dawnych domów?
Dzisiaj blady cień, ukłucie w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłem dwa najdroższe miasta - ba, dzierżawy ogromniejsze:
dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet stracę Ciebie (ten gest, śmiech chropawy, który kocham), nie będzie w tym kłamstwa.
Tak, w sztuce tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

One Art

The art of losing isn't hard to master;
so many things seem filled with the intent
to be lost that their loss is no disaster,

Lose something every day. Accept the fluster
of lost door keys, the hour badly spent.
The art of losing isn't hard to master.

Then practice losing farther, losing faster:
places, and names, and where it was you meant
to travel. None of these will bring disaster.

I lost my mother's watch. And look! my last, or
next-to-last, of three beloved houses went.
The art of losing isn't hard to master.

I lost two cities, lovely ones. And, vaster,
some realms I owned, two rivers, a continent.
I miss them, but it wasn't a disaster.

-- Even losing you (the joking voice, a gesture
I love) I shan't have lied. It's evident
the art of losing's not too hard to master
though it may look like (Write it!) a disaster.