Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarantino Quentin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarantino Quentin. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2012

Vincent i Jules (5)


WNĘTRZE. TOALETA W KAFEJCE - RANEK 

Vincent, siedząc na muszli klozetowej czyta „Modesty Blaise”, nieświadom piekła, jakie się rozpętało za drzwiami.


WNĘTRZE. KAFEJKA - RANEK 

Otwiera się szuflada kasy. Dziubasek przekłada pieniądze z przegródek do własnej kieszeni. Potem wychodzi zza łady z dużą torbą na śmieci. 


DZIUBASEK 

Dobra, ludzie, teraz przejdę po sali i zbiorę wasze portfele. Nic nie gadać, tylko wrzucać je do torby. Jasne? Dziubasek chodzi po sali, zbierając portfele. Jules siedzi spokojnie z pistoletem gotowym do strzału. Dziubasek widzi Julesa w boksie, trzymającego w dłoni portfel i leżący przy nim neseser. Dziubasek podchodzi do niego i odzywa się uprzejmiejszym tonem i z większą dbałością o maniery. Do torby. Jules wrzuca portfel do torby. Dziubasek wskazuje lufą na neseser. Co tam masz? 

JULES 

Brudy mojego szefa. 

DZIUBASEK 

Szef każe ci je prać? 

JULES 

Kiedy chce, żeby były czyste. 

 DZIUBASEK 

To gówniana robota. 

JULES 

Zabawne, właśnie to samo przyszło mi do głowy. 

DZIUBASEK 

Otwórz. Jules kładzie wolną dłoń na neseserze.

JULES 

Obawiam się, że nie mogę. Dziubasek jest wyraźnie zaskoczony tą odpowiedzią. Wycelowuje rewolwer prosto w twarz Julesa i odciąga kurek. 

DZIUBASEK 

Nie dosłyszałem? 

JULES 

Słyszałeś. Wymiana zdań jest bardzo cicha, nikt jej nie słyszy, ale Misio Pysio wyczuwa, że coś jest nie tak. 

MISIO PYSIO 

Co się dzieje? 

DZIUBASEK 

Zdaje się, że trafiliśmy na szeryfa. 

MISIO PYSIO 

Strzel mu w ryj! 

JULES 

Nie chcę podkopywać twojego ego, ale nie pierwszy raz jestem na muszce. 

DZIUBASEK 

Jeśli nie otworzysz teczki, ten raz będzie ostatni. 

KIEROWNIK  

(z podłogi) Proszę nie stawiać oporu, bo wszyscy zginiemy! Niech pan im da, co chcą, to się stąd wyniosą! 

JULES 

Zamknij pierdolony dziób, tłuściochu! Nie twój zasrany interes! 

DZIUBASEK 

Policzę do trzech, i jeśli nie zdejmiesz łapska z teczki, wpakuję ci cały magazynek w mordę. Jasne? Raz... Jules zamyka oczy. Dwa... [Jules strzela dwukrotnie do Dziubaska przez blat stołu, powalając go na podłogę. Nie opuszczając boksu, odwraca się do dziewczyny, która wymierza broń w Julesa, ale rozpacz po śmierci Dziubaska upośledza jej refleks. Dostaje trzy kulki w pierś. Padając na ziemię z krzykiem, strzela na oślep, trafiając Surfingowca. 

SURFINGOWIEC 

Trafiła mnie! Umieram! Sally! Sally! Jules opuszcza lufę w stronę twarzy Dziubaska, który leży ranny u jego stóp. Dziubasek spogląda na wielką spluwę. 

JULES 

Źle trafiłeś, Ringo. Jules strzela prosto w kamerę, oślepiając nas. Przymknięte oczy Julesa nagle się otwierają.]. Dziubasek wciąż ma go na muszce. 

DZIUBASEK 

Trzy. Jules zdejmuje dłoń z nesesera. 

JULES 

Jest twój, Ringo. 

DZIUBASEK 

Otwórz. Jules naciska zamki, wieczko odskakuje, ukazując Dziubaskowi - ale nie nam - zawartość. Na twarzy Dziubaska maluje się zdumienie. Misio Pysio nic nie widzi z drugiego końca sali. 

MISIO PYSIO 

Co tam jest? Co? 

DZIUBASEK  

(cichutko) Czy to jest to, co myślę? Jules kiwa potakująco głową. To piękne. Jules kiwa potakująco głową. 

MISIO PYSIO 

Co tam jest, do cholery? Jules zatrzaskuje wieczko, po czym odsuwa się, jakby zapraszał Dziubaska do wzięcia neseseru. Dziubasek, cały w skowronkach, pochyla się przez stół, by wziąć neseser. Ruchem grzechotnika wolna dłoń Julesa chwyta Dziubaska za przegub i uderzając o blat, wytrąca mu rewolwer z ręki. Jednocześnie druga ręka Julesa wyłania się spod stołu i wciska Dziubaskowi pod brodę lufę czterdziestki piątki. Misio Pysio dostaje głupawki, macha swoim rewolwerem w kierunku Julesa. Puść go! Puść! Rozwalę ci ten pierdolony łeb! Zabiję cię! Zdechniesz w męczarniach, skurwysynu! 

niedziela, 7 października 2012

Vincent i Jules (4)

 
WNĘTRZE. KAFEJKA - RANEK

Jules i Vincent siedzą w boksie. Przed Vincentem piętrzy się stos naleśników i kiełbasek, które z apetytem pałaszuje. Z kolei Jules zamówił sobie tylko filiżankę kawy i babeczkę. Wydaje się nieobecny myślami. Kelnerka dolewa obydwu panom kawy.

VINCENT

Wielkie dzięki. (do Julesa, który tuli w dłoniach filiżankę) Chcesz kiełbaskę? 

JULES 

Nie... nie jem wieprzowiny. 

VINCENT 

Jesteś Żydem? 

JULES 

Nie, po prostu nie lubię świniny. 

VINCENT

Dlaczego? 

JULES 

Świnie to plugawe zwierzęta. Nie jadam plugawych zwierząt. 

VINCENT 

Ale kiełbaski są pyszne. Schabowe są pyszne. 

JULES 

A szczur z rynsztoka może mieć smak ambrozji. Nigdy się tego nie dowiem, a nawet gdybym wiedział, że tak jest, nie wezmę parszywego skurwiela do ust. Świnie śpią i ryją w gównie. Tak robią plugawe zwierzęta. Nie chcę jeść czegoś, co jest na tyle durne, by nie brzydzić się własnych odchodów. 

VINCENT 

A psy? Też zjadają własne kupy.

JULES 

Psów też nie jem. 

VINCENT 

Tak, ale czy uznajesz psy za plugawe zwierzęta? 

JULES 

Nie nazwałbym ich plugawymi, chociaż brudne to one na pewno są. Ale pies ma osobowość. A osobowość bardzo wiele zmienia. 

VINCENT 

A zatem idąc tokiem tych rozważań, gdyby świnia miała ciekawszą osobowość, przestałaby być plugawa? 

JULES 

Musiałaby z niej być kurewsko milutka świnka. Musiałaby być Cary Grantem wśród świń. Śmieją się. 

VINCENT 

Świetnie. Ożywiasz się. Bo siedziałeś taki milczący. 

JULES 

Siedziałem i myślałem. 

VINCENT 

(z pełnymi ustami) O czym?

JULES

O cudzie, którego byliśmy świadkami. 

VINCENT 

Którego ty byłeś świadkiem. Ja byłem świadkiem dziwnego przypadku. 

JULES 

Wiesz, co to jest cud? 

VINCENT 

Akt Boga. 

JULES 

A co to jest akt Boga? 

VINCENT 

Chyba coś takiego, kiedy Bóg czyni niemożliwe możliwym. Ale przykro mi, Jules, dzisiejszy ranek pod to nie podpada. 

czwartek, 27 września 2012

Vincent i Jules (3)


WNĘTRZE. MIESZKANIE (NUMER 49) - RANEK 

Trzech młodych chłopców, najwyraźniej zaskoczonych najściem, siedzi przy stole założonym hamburgerami, frytkami i napojami. 

JULES 

Cześć, chłopaki. Dwaj mężczyźni wchodzą do środka. Trzej młodzieńcy przyłapani z zaskoczenia to: 

MARVIN 

Czarny chłopak, który otworzył drzwi. W miarę rozwoju wydarzeń wycofa się w kąt. 

ROGER 

Młody blond surfingowiec z fryzurą „stadko mew”. 

BRETT 

Biały młodzik o wyglądzie studenta elitarnej szkoły, z ulizaną fryzurą; siedzi przy stole trzymając w dłoni ogromnego, cieknącego hamburgera. Vincent i Jules przejmują kontrolę nad pomieszczeniem, trzymając ręce w kieszeniach. Jules zagaja rozmowę. 

ULES 

Co u was słychać?Brak odpowiedzi. (do Bretta) Jestem na haju, czy zadałem ci pytanie? 

BRETT 

U nas wszystko w porządku. Kiedy Jules i Brett prowadzą rozmowę, Vincent przechodzi za młodych Facetów. 

JULES 

Wiecie, kim jesteśmy? Brett przecząco kręci głową. Jesteśmy wspólnikami waszego kontrahenta, Marsellusa Wallaces'a. Chyba pamiętacie swojego kontrahenta, co? Brak odpowiedzi. (do Bretta) Pozwól, że zgadnę. Ty jesteś Brett, zgadza się? 

BRETT 

Tak. 

JULES 

Tak też myślałem. Pamiętasz, jak robiłeś biznes z Marsellusem Wallace'em, prawda, Brett? 

BRETT 

Pamiętam go. 

JULES 

I bardzo dobrze. Widzę, że przerwaliśmy wam z Vincentem śniadanko. Wybaczcie. Co jecie? 


BRETT 

Hamburgery. 

JULES 

Hamburgery! Fundament każdego pożywnego śniadania. Jakie to hamburgery? 

BRETT 

Cheeseburgery. 

JULES 

Nie, nie, nie, nie, nie. Pytam, gdzie je kupiliście. W McDonald's, w Wendy's, w Jack - in - the
- Box, gdzie? 

BRETT

Big Kahuna. 

JULES 

W Big Kahuna. To ta hawajska sieć hamburgerowni. Słyszałem, że mają bardzo smaczne hamburgery. Nigdy tam nie jadłem, faktycznie smaczne? 

BRETT 

Są dobre. 

JULES 

Mogę się poczęstować? 

BRETT 

Oczywiście. 

JULES 

To twój, prawda? 

BRETT 

Tak. Jules bierze hamburgera i odgryza spory kęs. 

JULES 

Mmmmm, to jest naprawdę smaczny hamburger. (do Wincenta) Vincent, jadłeś kiedyś hamburgera z Big Kahuna? 

VINCENT 

Nie. Jules wyciąga do niego bułkę. 

JULES 

Chcesz gryzą? Są naprawdę pyszne. 

VINCENT 

Nie jestem głodny. 

JULES 

Ale jeśli lubisz hamburgery, spróbuj kiedyś takiego. Sam rzadko je jadam, bo moja dziewczyna jest wegetarianką. A to znaczy, że i ja w pewnym stopniu jestem wegetarianinem. Ale lubię smak dobrego hamburgera, o tak. (do Bretta) Wiesz, jak mówią we Francji na ćwierćfunciaka z serem? 

BRETT 

Nie. 

JULES 

Powiedz mu, Vincent. 

VINCENT 

Royale z serem.

 JULES 

Royale z serem. Wiesz, czemu go tak nazwali? 

BRETT 

Bo mają system metryczny? 

JULES 

Patrz pan, jaki z Bretta mózgowiec! Cwany z ciebie skurwiel. Zgadza się. System metryczny. (pokazuje na firmowy papierowy kubek) Co tu masz? 

BRETT 

Sprite'a. 

JULES 

Sprite, świetnie. Pozwolisz mi zapić hamburgera tym pysznym napojem? 

BRETT 

Proszę bardzo. Jules chwyta kubek i pociąga łyk. 
 

JULES 

Mmmmmmm, to jest to! (do Rogera) Ty, „stadko mew”, wiesz, po co przyszliśmy? Roger kiwa potakująco głową. Więc może powiesz mojemu koledze Vinceowi, gdzie schowaliście towar. 

środa, 26 września 2012

Vincent i Jules (2)

 
WNĘTRZE. CHEVY (BAGAŻNIK) - RANEK 

Bagażnik chevy otwiera się, Jules i Vincent sięgają do środka, wyjmują dwa colty samopowtarzalne, kaliber 45, ładują je i odbezpieczają... 

JULES 

Do tej roboty lepsze byłyby karabiny. 

VINCENT 

Ilu ich tam jest? 

JULES 

Trzech albo czterech. 

VINCENT 

Licząc z naszą wtyczką? 


JULES

Nie jestem pewien. 

VINCENT 

Więc może ich tam siedzieć i z pięciu? 

JULES 

Niewykluczone. 

VINCENT 

Kurwa, trzeba było zabrać karabiny. Zamykają bagażnik. 

CIĘCIE PLENER. PODWÓRKO BUDYNKU MIESZKALNEGO - RANEK 

Vincent i Jules, zamiatając połami identycznych, długich płaszczy po ziemi, przechodzą przez podwórko hollywoodzkiego bloku mieszkalnego utrzymanego w stylu hacjendy. Kamera jedzie obok, filmując z boku. 

VINCENT 

Jak jej na imię? 


JULES 

Mia. 

VINCENT 

Mia. Jak poznała Marsellusa? 


JULES 

Nie wiem, pewnie normalnie, jak ktoś kogoś poznaje. Była aktorką. 

VINCENT 

Tak? Widziałem ją w czymś? 


JULES 

Jedyną większą rolę zagrała w pilocie. 

VINCENT 

W pilocie? Co to jest pilot? 


JULES O


glądasz seriale telewizyjne? 

VINCENT

W ogóle nie oglądam telewizji. 


JULES 

Ale jesteś świadom istnienia wynalazku zwanego telewizją, w którym to wynalazku puszczane są seriale? 

VINCENT 

Tak. 


JULES 

Zanim zaczną produkcję serialu, kręcą jeden odcinek i ten odcinek nazywają „pilotem”. A potem pokazują go ludziom, którzy zatwierdzają seriale do produkcji i którzy decydują, czy chcą produkować dalsze odcinki. I albo go zatwierdzają i wychodzi z tego serial, albo nie zatwierdzają i gówno z tego wychodzi. A ona zagrała właśnie w takim, z którego gówno wyszło. Wchodzą do budynku. 

WNĘTRZE. OKOLICE RECEPCJI (BLOK MIESZKALNY) - RANEK 

Vincent i Jules przechodzą przez recepcję i czekają na windę. 

JULES 

Pamiętasz Antwana Rockamorę? Tego pół - Murzyna, pół - Samoańczyka? Ksywa „Tony Rocky Horror”. 

VINCENT 

Może i tak. Taki gruby? 

JULES 

Wcale nie gruby, tylko z nadwagą. Nic dziwnego, jest Samoańczykiem. 

VINCENT 

Chyba wiem, o kim mówisz. A bo co? 

JULES 

Marsellus spuścił mu niezły wpierdol. W mieście gadają, że to z powodu żony Marsellusa. Nadjeżdża winda, obaj panowie do niej wsiadają. 


VINCENT 

Za co? Ruchał ją? 

JULES

 Nie, nie, nie, nie, nie. Nic z tych rzeczy. 

VINCENT 

To co jej zrobił? 

JULES 

Masaż stóp. 

VINCENT 

Masaż stóp? Jules kiwa potakująco głową. Tylko tyle? Jules kiwa potakująco głową. A co zrobił Marsellus? 

JULES 

Posłał do niego paru kiziorów, ci go wywlekli na patio i spuścili z balkonu. Czarnuch zleciał cztery piętra w dół. A na dole był ogródek pod szkłem, taki mały inspekcik - czarnuch spadł prosto w szkło. Od tamtej pory cierpi na zaburzenia mowy. Drzwi windy otwierają się, Jules i Vincent wychodzą. 

VINCENT 

Ja cię kręcę... 

Vincent i Jules (1)


WNĘTRZE. CHEVY ROCZNIK 1974 (W RUCHU) - RANEK 

Stary, żrący benzynę jak smok, brudny biały chevy nova z 1974 roku toczy się opanowaną przez bezdomnych uliczką Hollywood. Na przednim siedzeniu jedzie dwóch mężczyzn - czarny i biały - obaj ubrani w tanie czarne garnitury, na szyi wąskie krawaciki, na całość narzucone długie, zielone prochowce. Nazywają się Vincent Vega (biały) i Jules Winnfield (czarny ). Jules prowadzi. 

JULES 

No dobra, opowiedz mi o hasz - barach. 

VINCENT

Dobra. A co chcesz wiedzieć? 

JULES 

Hasz jest tam legalny, tak? 

VINCENT 

Tak, legalny, ale nie na sto procent. Nie możesz wejść do pierwszej lepszej knajpy i zacząć jarać skręta. Robisz to we własnym domu albo w specjalnym lokalu. 

JULES 

W hasz - barze? 

VINCENT 

Widzisz, to wygląda tak: wolno ci kupować, wolno posiadać, a jeśli jesteś właścicielem hasz - baru, wolno ci też sprzedawać. Wolno mieć przy sobie działkę, ale... ale to i tak nieistotne, bo - słuchaj uważnie! - gliniarze mogą cię wprawdzie zatrzymać, ale nie mogą cię przeszukać. Rozumiesz? Gliniarze w Amsterdamie nie mają do tego prawa. 

JULES 

Rany, w takim razie, jadę do Amsterdamu. I to, kurwa, już. 

VINCENT 

Miałbyś tam jak w raju, stary. Ale wiesz, co jest w Europie najzabawniejsze? 

JULES 

Co? 

VINCENT 

Drobne różnice. To znaczy, mają tam zasadniczo to samo gówno co my, ale ich gówna są ciut inne. 

JULES 

Przykład? 

VINCENT 

Możesz wejść do kina i kupić sobie piwko. I to nie takie w papierowym kubku. Normalne piwo, na szklanki. A w Paryżu to nawet w McDonald'sie podają piwo. „Wiesz jak tam mówią na ćwierćfunciaka z serem? 

JULES 

Nie mówią „ćwierćfunciak z serem”? 

VINCENT 

Nie, bracie, tam mają system metryczny, więc za cholerę nie kapują, co to takiego ćwierćfunciak.

JULES

To jak na niego mówią? 

VINCENT 

„Royale z serem”. 

JULES 

„Royale z serem”. A jak mówią na Big Maca? 

VINCENT 

Big Mac to Big Mac, ale oni mówią „Le Big Mac”. 

JULES 

„Le Big Mac”. A jak mówią na Whoppera? 

VINCENT 

Nie wiem, nie jadam w Burger Kingu. Wiesz, co w Holandii dają do frytek zamiast keczupu? 

JULES 

Co? 

VINCENT 

Majonez. 

JULES 

Nie pierdol... 

VINCENT 

Sam widziałem. Aż pływają w tym gównie. 

JULES 

Fuj! 



Scenariusz filmu PULP FICTION, Quentin Tarantino, przełożyła Elżbieta Gałązka, Wydanie I, Wydawnictwo Da Capo, Warszawa 1997.

wtorek, 25 września 2012

Dziubasek i Misio - Pysio


PULP (pulp) - rzeczownik; 1. Miękka, wilgotna, bezkształtna masa 2. czasopismo lub książka o skandalizującej treści drukowane na szorstkim papierze pośledniego gatunku American Heritage Dictionary: New College Editioned 22
 
WNĘTRZE, KAFEJKA - RANEK 

Zwykła kafejka w stylu Denny's czy Spires w Los Angeles. Jest około 9:00 rano. Lokal nie jest zatłoczony, ale całkiem sporo klientów popija kawę, przeżuwa bekon i wcina jajecznicę. Dwoje z tych ludzi to Młody Mężczyzna i Młoda Kobieta. Młody Mężczyzna mówi z lekkim akcentem typowym dla brytyjskiej klasy robotniczej i, podobnie jak większość swoich rodaków, pali papierosy tak, jakby właśnie wychodziły z mody. Trudno określić pochodzenie Młodej Kobiety ani odgadnąć jej wiek; każde jej działanie przeczy temu, co robiła przedtem. Chłopak i dziewczyna siedzą w boksie. Prowadzą szybki dialog w stylu „His Girl Friday”. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Mowy nie ma. Za duże ryzyko. Skończyłem z tym gównem. 

MŁODA KOBIETA 

Zawsze tak mówisz. Wciąż to samo: koniec, nigdy więcej, za duże ryzyko. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Zawsze to mówię i zawsze mam rację. 

MŁODA KOBIETA 

Ale za dzień, dwa o tym zapominasz. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Koniec ery zapominania, wchodzimy w erę pamiętania. 

MŁODA KOBIETA 

Kiedy tak trujesz, wiesz, kogo mi przypominasz? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Rozsądnego człowieka. 

MŁODA KOBIETA 

Kaczkę. (naśladując kaczkę) Kwa, kwa, kwa, kwa, kwa... 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Głowa do góry, bo słyszysz to ostatni raz. Naprawdę mam zamiar z tym skończyć, więc już nigdy nie będę kwakał, że chcę z tym skończyć. 

MŁODA KOBIETA 

Po dzisiejszym skoku? Chłopak i dziewczyna wybuchają śmiechem, przez co w rozmowie następuje przerwa. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Tak, ale dziś jeszcze pokwaczę. Pojawia się Kelnerka z dzbankiem kawy. 

KELNERKA 

Dolać państwu kawy? 

MŁODA KOBIETA 

O tak, dzięki. Kelnerka nalewa Młodej Kobiecie kawy. Młody Mężczyzna zapala kolejnego papierosa. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Ja dziękuję. Kelnerka oddala się. Młody Mężczyzna zaciąga się dymem. Młoda Kobieta dodaje do kawy całe tony śmietanki i cukru. Młody Mężczyzna od razu wraca do tematu. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

No bo wiesz, ryzyko jest takie samo, jak, kurwa, przy obrabianiu banków. A nawet większe. Banki to pestka. W bankach federalnych nie stawiają nawet oporu. Mają to w dupie, są ubezpieczeni. Na bank federalny idziesz bez spluwy. Słyszałem, że jeden gość podał tylko kasjerowi telefon bezprzewodowy, a drugi gość w słuchawce powiedział: „Mam tu twoją córeczkę. Oddaj mu cały szmal, bo ją sprzątniemy.” 

MŁODA KOBIETA 

I poskutkowało? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Kurwa, przecież ci mówię! Ten palant poszedł na bank z telefonem. Nie ze spluwą, nie z
gnatem, ale z pierdolonym telefonem! Zgarnął całą kasę, a tamci nawet palcem nie kiwnęli. 

MŁODA KOBIETA 

A co z dziewczynką? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Nie wiem. Pewnie w ogóle nie było żadnej dziewczynki. Chuj z dziewczynką, nie chodzi o nią, ale o to, że faceci obrobili bank za pomocą telefonu. 

MŁODA KOBIETA 

Hmm. Chcesz się przerzucić na banki? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Nie, chcę ci tylko wykazać, że to dużo łatwiejsze niż to, co robiliśmy. 

[MŁODA KOBIETA 

Więc nie chcesz robić banków? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Nie... to się zawsze kończy tak samo: albo cię pukną, albo dostajesz dwudziestkę.] 

MŁODA KOBIETA 

Więc koniec z monopolowymi? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

A o czym my tu mówimy? Tak, koniec z monopolowymi. Zresztą to już nie to, co dawniej. Teraz prowadzą je sami cudzoziemcy. Wietnamcy, Koreańcy... ni chuja po angielsku. Mówisz takiemu: „Wyłóż forsę z kasy!”. A ten za cholerę nie wie, czego od niego chcesz. I zbyt emocjonalnie reagują. Jeśli dalej będziemy w to brnąć, któryś z żółtków tak nas wkurwi, że będziemy musieli go zabić. 

MŁODA KOBIETA 

Nie mam zamiaru nikogo zabijać. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Ja też nie chcę nikogo zabijać. Ale tak się teraz porobiło, że albo my, albo oni. A jak nie żółtek, to któryś z tych pierdolonych Żydków ze sklepikarskiej rodziny. Dziadzio Mosze z magnum pod ladą. Tu żaden numer z telefonem nie przejdzie. Koniec z tym, do kurwy nędzy, wycofujemy się. 

MŁODA KOBIETA 

I co dalej? Etat? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Teksty w nawiasach kwadratowych zostały usunięte z ostatecznej wersji filmu. (śmieje się) W życiu! 

MŁODA KOBIETA 

Więc co? Chłopak przywołuje Kelnerkę. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Garçon! Kawa! Następnie patrzy na swoją dziewczynę. Ten lokal. Do stolika podchodzi Kelnerka i dolewa mu kawy. 

KELNERKA (z wyższością) 

„Garçon” to „chłopiec”. Odchodzi. 

MŁODA KOBIETA 

Ten lokal? Kawiarnia? 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

A bo co? Nikt nie napada na knajpy, więc czemu nie? W barze, w monopolowym czy na stacji benzynowej na widok gnata od razu rozwalą ci łeb. Ale w restauracji działasz z zaskoczenia. Nie spodziewają się napadu. Nie w tym stopniu. 

MŁODA KOBIETA 

(coraz bardziej zainteresowana pomysłem) Założę się, że w takim miejscu nikt by nie strugał bohatera. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Zgadza się. I, tak jak banki, knajpy są ubezpieczone. Szef ma to głęboko w dupie. Zrobi wszystko, żebyś się wyniosła, zanim mu zaczniesz rozwalać klientów. Kelnerki? Olewka. Żadna nie zasłoni kasy własną piersią. Na zmywaku chłopcy dostają dolara za godzinę. Srają na to, że ktoś okrada szefa. A klienci siedzą z ustami pełnymi żarcia i nawet nie wiedzą, co jest grane. Wtryniają omlet i nagle widzą przed nosem spluwę.
Widać, że Młodej Kobiecie pomysł coraz bardziej się podoba. Przyszło mi to do głowy, kiedy obrabialiśmy nasz ostatni monopol. Pamiętasz, jak ciągle ktoś tam wchodził?

MŁODA KOBIETA 

Tak. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

A ty wpadłaś na pomysł, żeby im zabrać portfele. 

MŁODA KOBIETA 

Aha. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

To był ekstra pomysł. 

MŁODA KOBIETA 

Dziękuję. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Z portfeli zgarnęliśmy więcej szmalu niż z kasy. 

MŁODA KOBIETA 

Fakt. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

W knajpach jest dużo ludzi. 

MŁODA KOBIETA 

I dużo portfeli. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Sprytnie wykombinowane, co? Młoda Kobieta spogląda na salę pod kątem świeżo zdobytej wiedzy. Widzi gości zajętych jedzeniem, zatopionych w rozmowie. Zmęczone kelnerki przyjmujące zamówienia. Pomocników zbierających naczynia. Kierownika marudzącego coś do kucharza. Na ustach Młodej Kobiety wykwita uśmiech. 

MŁODA KOBIETA 

Całkiem sprytne. (przekonana) Jestem gotowa, zróbmy to, tu i teraz. No już. 

MŁODY MĘŻCZYZNA

Dobra, tak jak poprzednim razem, pamiętasz? Ty panujesz nad gośćmi, ja biorę na siebie obsługę. 

MŁODA KOBIETA 

Mhm. Całują się, a następnie oboje wyciągają swoje trzydziestki dwójki i kładą je na stole. On patrzy na nią, ona na niego. 

MŁODA KOBIETA 

Kocham cię, Dziubasku. 

MŁODY MĘŻCZYZNA 

Kocham cię, Misiu - Pysiu. W tej samej chwili Dziubasek i Misio - Pysio chwytają za rewolwery, wstają z miejsc i przystępują do obrabowania restauracji. Dziubasek wybiera działanie à la opanowany profesjonalista. Misio - Pysio miota się jak nawiedzona, w gorącej wodzie kąpana psychopatka.

DZIUBASEK (wrzeszczy do wszystkich)

Ludzie, zachować spokój! To napad! 

MISIO - PYSIO 

Niech któryś z was, pojebańców, spróbuje drgnąć, a rozpierdolę wszystkich w drobny mak!
 



Scenariusz filmu PULP FICTION, Quentin Tarantino, przełożyła Elżbieta Gałązka, Wydanie I, Wydawnictwo Da Capo, Warszawa 1997.