Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Markowski Michał Paweł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Markowski Michał Paweł. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lutego 2013

"O czytaniu" - Michał Paweł Markowski

"Czytanie jest przede wszystkim odnajdywaniem swojego miejsca wśród tego, co z początku nieprzyjazne, a co należy w ostatecznym rozrachunku oswoić. Czytanie nie powinno nas wyrzucać ze świata, lecz uczyć jego rozumienia".

"W moim domu nie było książek. Kilka przypadkowych broszurowych wydań, żadnych klasyków, polskich czy zagranicznych („Wiosenne wody” Turgieniewa, ale co dziecku po Turgieniewie), żadnych encyklopedii. Nic. Najlepiej pamiętam dwa albumy przywiezione przez ojca z Moskwy, w tym wielki płócienny bordowy z Ermitażu. Do dziś pamiętam wszystkie zawarte tam obrazy, od Duccia, Cranacha po Picassa, łącznie z detalami, wśród których jeden zwłaszcza utkwił mi w pamięci, z obrazu Jana Stena: porzucony na środku pokoju pantofel śpiącej kobiety. Ni przypiął, ni przyłatał. Nie wiem za bardzo dlaczego, ale ten oderwany detal, porzucona rzecz, estetyczny wybryk, nieekonomiczne punctum, utkwił w mojej głowie i odzywa się zawsze, gdy oglądam obrazy i fotografie i szukam tego, co nie pasuje do zgrabnie skrojonej kompozycji. Poza tym pamiętam zapach reprodukcji i wielkie grawerowane na okładce rosyjskie „?” (już wtedy umiałem odcyfrowywać ruskie bukwy). I jeszcze dwa świadectwa okrucieństwa: Judyta depcząca odrąbaną głowę i św. Sebastian naszpikowany strzałami. Długo nie wiedziałem, skąd moja fascynacja tym ostatnim. Teraz wiem.

Cały esej znajdziecie TUTAJ

Fragment eseju "O czytaniu", "Tygodnik Powszechny" z dnia 11.05.2010, z cyklu "Książki w Tygodniku".

poniedziałek, 23 lipca 2012

Smutek i zachwyt

Foto Agencja PAP

"Dwa doznania przeważają u Iwaszkiewicza: smutek i zachwyt. Zwykle pojawiają się osobno, jednak jest coś, co je łączy. Łzy. Iwaszkiewicz to bodaj największa beksa polskiej literatury. Płacze cały czas: przy czytaniu Konopnickiej, patrząc na zachód słońca, słuchając muzyki, siedząc w kinie, tęskniąc do Błeszyńskiego, ale też wtedy, gdy jest sam i ta samotność jest nie do zniesienia. W tej trwałej dyspozycji do płaczu Iwaszkiewicz przypomina Ciorana. Co ciekawe, z Cioranem Iwaszkiewicz spotyka się także w dwóch innych wymiarach. Jak on, ciało uważa za klęskę człowieka i jak on wie, że brud cielesności oczyszcza się najskuteczniej przez muzykę. Gdzie znaleźć tu miejsce dla łez? W sferze pośredniej, między ciałem i muzyką, między radością i smutkiem, między nadmiarem i brakiem, między miłością i samotnością, w tej sferze pośredniej, w której, chcąc nie chcąc, ulokował się ze swoim smutno-ekstatycznym życiem Jarosław Iwaszkiewicz. W recenzji Tataraku Maria Danilewiczowa pytała, dlaczego w nowelach Iwaszkiewicza wszyscy mężczyźni płaczą. Odpowiedź zirytowanego pisarza: »Bo wszystkie nowele są o mnie, droga pani Danilewiczowa«. Bo »wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę«, jak napisał w jednym z piękniejszych swoich ostatnich wierszy, musi jakoś żyć. Ni tu, ni tam. »Poza życiem«. Płacząc."

Fragment znalazłem i bezwstydnie oraz bezwzglednie skopiowałem z bloga Kocham, lubię, szanuję, a pochodzi on z: Michał Paweł Markowski, Wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę [w:] tegoż, Słońce, możliwość, radość, Czarne, Wołowiec 2010, s.67.