Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edwardson Ake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edwardson Ake. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 września 2014

Åke Edwardson "Park Marconiego" (info)



Erik Winter znajduje ciało zamordowanego mężczyzny. Trup ma plastikową torbę naciągniętą na głowę. Przy zwłokach leży oddarty kawałek kartonu, a na nim namalowana grubym pędzlem litera.

Ofiar wciąż przybywa. Za każdym razem ciała opatrzone są kawałkiem kartonu z jedną literą. Winter usiłuje poskładać elementy układanki, aby odczytać słowo-przesłanie. Nie ustaje też w poszukiwaniu powiązań między zamordowanymi osobami. Czy zdoła dociec prawdy?

Åke Edwardson jeden z czołowych przedstawicieli szwedzkiej szkoły kryminału, powraca z nową, dwunastą już powieścią serii o komisarzu Winterze.

środa, 30 lipca 2014

Åke Edwardson "Dom na końcu świata"



„Dom na końcu świata” Åke Edwardsona to bardzo dobra, ale jednocześnie bardzo mroczna i chłodna książka. I nic dziwnego, w końcu to szwedzki kryminał. Przyznam, że do tej pory nie czytałem jeszcze nic tego autora. Owszem, jego nazwisko obiło mi się tu i ówdzie o uszy, widziałem także kilka tytułów w księgarniach. Teraz dopiero jednak, czytając jedenasty tom cyklu z Erikiem Winterem, mogłem przekonać się i ocenić styl i rzemiosło Åke Edwardsona.

Sytuacja jaką w tym tomie cyklu zastajemy jest następująca: komisarz Erik Winter wycofał się z uprawiania zawodu, wyjechał ze Szwecji i mieszka z rodziną w słonecznej i upalnej Hiszpanii. Miewa jednak dziwne sny, czuje, że coś, albo ktoś wzywa go i postanawia, że musi wrócić do Szwecji i Goeteborga. Przynajmniej na jakiś czas. Wraca sam. Jego rodzina, matka oraz żona z córeczką zostają nadal w Hiszpanii. Winter dziwnie się czuje po powrocie, niby koledzy ci sami, ale szefem jest już ktoś inny i wprowadza nowe porządki. Ciężko znosi także różnicę miedzy Szwecją i Hiszpanią jeśli chodzi o klimat, temperaturę, nasłonecznienie oraz mentalność ludzi. Nie trzeba długo czekać, aby znalazła się dla niego sprawa do rozwiązania. Na jednej z licznych wysepek na obrzeżach Goeteborga, w domu na końcu świata, zostaje popełniona makabryczna zbrodnia. Zamordowana zostaje kobieta i dwójka jej dzieci. Na miejscu zbrodni znaleziono także żywe niemowlę. Morderca nie mógł albo nie chciał go zabić, specjalnie zostawił je żywe? Tak zaczyna się ta historia. A jak się kończy, musicie przekonać się o tym sami.

Åke Edwardson, 2010
Ja zaś mogę Wam opowiedzieć o kilku refleksjach które przyszły mi do głowy podczas czytania tego kryminału. Przy okazji tej książki oraz krwawej, i to dosłownie, historii o jakiej opowiada, dostajemy interesującą opowieść o problemach Szwecji i ludzi ją zamieszkujących. O tym jak podzielone i rozwarstwione jest szwedzkie społeczeństwo. O jego ksenofobi i rasizmie. I o innych problemach, które nękają także wiele europejskich krajów. Szwecja się zmieniła, to nie jest już ten sam kraj, którym była kiedy komisarz Winter był dzieckiem. Ludzie zamykają się w domach ze swoimi problemami, depresją. Trudno prowadzi się śledztwo, przepytuje świadków. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Nie było to dla mnie dużym zaskoczeniem, wiedziałem już sporo o tych sprawach z kryminałów Henninga Mankella. Chcąc, nie chcąc porównywałem ze sobą style pisania tych dwóch szwedzkich autorów kryminałów. Główna różnica to bohater. W obu wypadkach jego nazwisko zaczyna się na W, Winter i Wallander różnią się jednak sposobem myślenia, pracy, działania. Erik Winter to trochę wizjoner, jasnowidz. Chociaż nie przyznaje się do tego, miewa często dziwne, symboliczne czy też prorocze sny. Często zdaje się na swoje zmysły, emocje. Próbuje wczuć się w sposób myślenia mordercy. To bardziej indywidualista w działaniu, podczas gdy Kurt Wallander preferuje pracę zespołową. Obaj natomiast są melomanami i amatorami mocnych trunków. Wallander lubi muzykę klasyczną, Winter natomiast uwielbia Jazz, szczególnie Johna Coltrane’a. Komisarz Winter w trakcie prowadzenia śledztwa czyta biografię tego słynnego amerykańskiego muzyka jazzowego. A Love Supreme, tytuł jednego z albumów, suity jazzowej, Coltrane’a jest mottem, przewija się przez całą książkę niczym mantra i stanowi jej przesłanie. Największa, idealna miłość. Znaczenie tych słów dociera do nas, gdy znamy już zakończenie tej historii.

Podczas czytania „Domu na końcu świata” miałem kilka razy skojarzenia z chyba najlepszym kryminałem Henninga Mankella zatytułowanym „O krok”. Tak jak w tamtym przypadku morderca jest bardzo blisko, zawsze nieuchwytny, o ten jeden krok przed prowadzącymi śledztwo. Cała makabryczność zbrodni  w "Domu na końcu świata" polega dodatkowo na tym, że zabite, zaszlachtowane niczym zwierzęta w rzeźni, zostały dzieci, które w Szwecji są traktowane szczególnie wyjątkowo. Ale dla każdego kto ma wyobraźnię, a tym bardziej posiada dzieci, jest to niewyobrażalna zbrodnia. Trudno sobie wyobrazić motywy jakimi kierował się morderca, że był do tego zdolny. Zakończenie książki jest zaskakujące, może trochę niewiarygodne, straszne i niemożliwe. Ludzie są jednak zdolni do popełniania naprawdę potwornych czynów, także z miłości do kogoś. Nie mogę na sto procent, podobnie jak jeden z kolegów Wintera, powiedzieć, że bym czegoś takiego nigdy w życiu nie zrobił. Tego się nie wie.

Åke Edwardson "Dom na końcu świata", tłum. Inga Sawicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Czarna Seria, s. 432.