Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje filmowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje filmowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2013

"Capote", czyli zderzenie dwóch Ameryk



Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł oglądania raz w tygodniu filmów, które od dawna już chciałem obejrzeć, ale nie miałem jakoś nigdy na to czasu. Postanowiłem też, że swoje wrażenia będę opisywał na blogu. Filmy staram się oglądać w wersji oryginalnej, aby przy okazji poćwiczyć trochę angielski, dlatego też, przynajmniej na razie, będą to głownie filmy w tym języku. Nie wykluczam jednak wyjątków od tej reguły, bo lubię również kino polskie, szczególnie to stare z lat 60-tych i 70-tych.
 
Jako pierwszy film obejrzałem "Capote" Bennetta Millera z 2005 roku. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. To co z pewnością długo zostanie mi w pamięci, poza samą sensacyjną historią, to rola Philipa Seymoura Hoffmana, który wcielił się w postać Trumana Capote'a, słynnego pisarza, autora klasycznej już powieści "Śniadanie u Tiffany'ego". Zrobił to znakomicie, wspaniale odtworzył gesty, mimikę oraz charakterystyczny dziecinny głos Capote'a, głównie dzięki nagraniom wywiadów, jakie przeprowadził z pisarzem jego biograf Gerald Clarke. Capote powiedział kiedyś Clarke'owi: "Jest jeden, jedyny Truman Capote. nie było takiego przede mną i nie będzie po mnie". Miał całkowitą rację. Jednak na czas trwania filmu Hoffman wskrzesił pisarza, niemal stał się nim. Za swoją rolę zdobył zresztą w 2005 roku Oscara oraz Złoty Glob.

Listopad 1959 roku. Truman Capote czyta w "The New York Timesie" artykuł poświęcony morderstwu dokonanemu w Holcomb w stanie Kansas. Sprawa dotycząca czteroosobowej rodziny Clutterów przykuwa uwagę pisarza. Capote przekonuje wydawców pisma "The New Yorker", aby zlecili mu przygotowanie o niej tekstu. W tym celu udaje się do Kansas. W zbieraniu materiałów pomaga mu przyjaciółka z czasów dzieciństwa, Nelle Harper Lee, która kilka miesięcy później zdobędzie Nagrodę Pulitzera za powieść "Zabić drozda". Początkowo jego dziecinny głos, maniery i niekonwencjonalny sposób ubierania wzbudzają nieufność wśród mieszkańców Holcomb. Wkrótce jednak Capote zdobywa ich zaufanie. Złapani w Las Vegas zabójcy - Perry Smith i Dick Hickock - zostają sprowadzeni do Kansas, osądzeni i skazani na karę śmierci. W ich przypadku nie było wątpliwości dotyczących winy. Przysięgli musieli jedynie wybrać rodzaj kary: życie czy śmierć. Capote odwiedza ich w więzieniu, poznaje, rozmawia z nimi, zaprzyjaźnia się. W pewnym momencie zdaje sobie sprawę z tego, że planowany wcześniej artykuł rozrasta się do rozmiarów książki. Powieści, która zapoczątkuje nowy gatunek literacki, literaturę faktu.

"Z zimną krwią", bo o niej mowa stanie się najlepszą książką Trumana Capote'a i podobnie jak "Śniadanie" klasyką. Sam pisarz wierzył, że to przeznaczenie sprawiło, że w jego ręce trafiła właśnie ta historia, był pewien, że książka jaką napiszę będzie wspaniała i wyjątkowa. "Gdy myślę o tym, jak dobra może być ta książka wręcz tracę oddech" - pisał do przyjaciela. Jej tematem jest zderzenie dwóch Ameryk: bezpiecznego, spokojnego kraju, mniej lub bardziej zamożnych przedstawicieli klasy średniej, wierzących w Boga, uczciwie pracujących, oraz kraju, w jakim żyli zabójcy Clatterów, pozbawionego zasad i moralności. Ci zabójcy nie wzięli się znikąd. Ukształtowały ich warunki w jakich się wychowali, brak opieki w dzieciństwie i młodości, alkoholizm rodziców, w końcu porzucenie i odrzucenie. Jestem przekonany, że podobne postaci i historie znaleźć można wszędzie na świecie, także w Polsce. Capote zastanawia się czym kierowali się mordercy, dlaczego dokonali tej zbrodni, dlaczego tam, w małym miasteczku w Kansas. W końcu otrzymuje odpowiedź, zrobili to dla pieniędzy (w sumie dla jakichś 40-50 dolarów, tyle znaleźli w domu Clutterów), a zabili, ponieważ ojciec tej rodziny był gentlemenem, spokojnym, dobrym człowiekiem, który troszczył się i bał o swoją żonę i dzieci. To przypomniało jednemu z nich jego własne życie, jego rodzinę, matkę która go porzuciła, ojca, którego nigdy nie miał, wyprowadzając go tym z równowagi. Potem już nastąpiła reakcja łańcuchowa, wypadki potoczyły się błyskawicznie aż do tragicznego finału.

Truman Capote był gayem i wcale się z tym nie krył. W czasach, gdy homoseksualizm był przyjmowany w Ameryce z dużą niechęcią, on z nonszalancją obnosił się ze swoją odmienną orientacją, na niej opierał w pewnym sensie swoją karierę pisarza. Na przyjęciach zwracał na siebie uwagę, będąc wspaniałym gawędziarzem, duszą towarzystwa. Był bliskim przyjacielem wielu bogatych i sławnych kobiet. Zbierając materiał do swojej książki Capote przez wiele lat, zanim nastąpiła egzekucja skazanych, odwiedzał ich w więzieniu, zaprzyjaźnił się z nimi, szczególnie z jednym, Perrym Smithem, z którym wiązało go nawet coś więcej niż przyjaźń. W filmie zostały wykorzystane autentyczne listy jakie pisali do Trumana Capote'a zabójcy, także filmowe dialogi odzwierciedlają to co powiedzieli. Z kolei wiele ujęć jest wierną kopią autentycznych filmów dokumentalnych lub zdjęć z tamtego okresu. Pisarz był obecny podczas egzekucji Perry'ego, bardzo to przeżył. "Z zimną krwią" przyniosło Trumanowi Capote'owi olbrzymią sławę, pieniądze i szacunek. Była punktem zwrotnym w jego karierze przyczyniając się także do jego upadku. Pisanie tej książki zabrało mu 6 lat z życia, w trakcie jej pisania zaczął dużo pić. Mimo, że jeszcze później zaczynał pisać wiele rzeczy, nie udało mu się już ukończyć żadnej powieści.

 

środa, 11 kwietnia 2012

"Lolita": adaptacje filmowe i teatralne

Plakat do adaptacji Lolity z 1962
Od chwili powstania takiej książki jak Lolita wiadomo było, że prędzej czy później reżyserzy pokuszą się o jej ekranizację. Według mnie jednak wierna i jednocześnie piękna adaptacja tej książki jest po prostu niemożliwa. Chodzi mi tutaj o nieprzekładalność na język filmu wszelkich gier literackich, aluzji, nawiązań, zagadek, pastiszów różnych gatunków. Dobra adaptacja w tym wypadku musiała by być dziwnym filmem, którego być może przeciętny widz nie dałby rady oglądać bez pomocy odpowiednich gloss i przypisów. A tak mamy dwa filmy zbliżone do powieści, oparte na jej głównym wątku fabularnym, najbardziej interesującym dla większości widzów. Mnie osobiście bardziej podoba się druga adaptacja z 1997 roku. Lubię ten film przede wszystkim za zdjęcia i muzykę Ennio Morricone. Bardzo dobrze, z dbałością o szczegóły, przedstawione są tam także realia Ameryki lat 50-tych. Samochód i droga są ważnymi symbolami amerykańskiej wolności i wielu możliwości, jakie daje każdemu Ameryka. Nie można także się przyczepić do gry aktorskiej, która jest całkiem przyzwoita. Niezbyt pochlebne recenzje krytyków przypisać chyba można ich zbyt wielkim oczekiwaniom jakie mieli w stosunku do tego filmu.

Scenariusz Lolity [1960] [1]





Pierwsza adaptacja Lolity została nakręcona 1962 roku w reżyserii Stanleya Kubricka. Nabokov sam napisał scenariusz do filmu (choć reżyser w wielu miejscach od tego scenariusza odstąpił). Rolę Humberta zagrał James Mason, Lolity – Sue Lyon, natomiast w Quilty'ego wcielił się Peter Sellers. Nabokov był przychylnie nastawiony do adaptacji, ale tuż przed jej premierą w wywiadzie wypowiedział się  dosyć sceptycznie na jej temat. Był też nominowany do Oskara za scenariusz, chociaż niewiele z tego co napisał zostało rzeczywiście zekranizowane. W filmie mamy bardzo rozbudowany wątek Quilty'ego oraz nie wspomina się w ogóle o wcześniejszym życiu i miłościach Humberta. Adaptacja z 1962 roku jest też bardziej ponura niż sama książka. Mnie osobiście nie bardzo przypadła do gustu obsada aktorska, nie bardzo podobała mi się gra Ptera Sellersa, a już obsadzenie Shelley Winters jako Charlotte Haze-Humbert, matki Lolity uważam jako nieporozumienie. Nabokov wyraźnie daje w powieści do zrozumienia, że mataka Lolity podobna była do Marleny Ditrich. Bardziej temu wizerunkowi odpowiada już Melanie Griffith  grająca w adaptacji z 1997r.  






Druga adaptacja filmowa powstała w 1997 roku. Jej reżyserem był Adrian Lyne. W rolę Humberta wcielił się Jeremy Irons, Lolitę zagrała Dominique Swain, Charlotte Haze - Melanie Griffith, a Quilty'ego – Frank Langella. Muzykę do filmu napisał Ennio Morricone, a scenariusz był autorstwa Stephena Schiffa. Film otrzymał mieszane recenzje. Jego premiera była opóźniona przez ponad rok z powodu kontrowersyjnej tematyki i z tych samych powodów nie był rozpowszechniany w Australii aż do 1999r. Wielu krytyków odnotowało, że ten film jest, w stosunku do oryginalnej historii, pozbawiony wszelkich elementów czarnej komedii. W Salonie Charles Taylor napisał, że "zastąpił komedię i okrucieństwo książki wytworzonym sztucznie liryzmem oraz przygnębiającym romantyzmem".

Na podstawie powieści w 1971 John Barry stworzył musical o tytule Lolita, My Love. Pomimo, że krytycy byli zdziwieni delikatnością z jaką reżyser potraktował opowieść o Lolicie, nie odniósł on sukcesu i dość szybko został wycofany ze sceny. W 1981 roku Edward Albee przerobił Lolitę na sztukę teatralną. Natomiast Rodion Szczedrin stworzył operę na podstawie powieści. 

Szukając informacji na temat adaptacji filmowych Lolity, natrafiłem w sieci na stronę Filmowo.pl a w niej na świetną recenzję Lolity z 1997r autorstwa Czarka 'Ove' Czartoryjskiego. Bardzo spodobała mi się ta recenzja, a że lepszej nie napiszę postanowiłem ją tutaj przedstawić za zgodą autora.

 Zbrodnie (nie)winności

 W naszej kulturze filmowej przyjęło się już, że każda książka odnosząca umiarkowany sukces wydawniczy szybciej czy później trafi do rąk producentów filmowych. Łakomym kąskiem są z pewnością książki zajmujące wysokie pozycje na listach bestsellerów. Wystarczy spojrzeć na oszałamiające wyniki finansowe ‘Władcy Pierścieni’ czy ‘Harry’ego Pottera’ by przekonać się, że adaptacje to kokosowy interes lub na ‘Wyznania gejszy’, by dojść do konkluzji, że niektóre dzieła powinny funkcjonować tylko w sferze literackiej. Szczególnie łakomym kąskiem dla opasłych producentów są twory kontrowersyjne. W kanon tych dzieł z całą pewnością wpisuje się ‘Lolita’ Vladimira Nabokova. W latach 50. amerykańskie wydawnictwa zgodnie odmawiały publikacji powieści obawiając się skandalu obyczajowego. Zdesperowany autor zdecydował się wydać książkę w oficynie ‘Olimpia Press’ znanej z publikacji szmatławych powiastek. Oczywiście skandal i tak wybuchł, Nabokov stał się celem nieraz bardzo ostrych, ataków. Z czasem ‘Lolita’ osiągnęła miano powieści kultowej i arcydzieła literatury XX wieku. Nic więc dziwnego, że skupiła uwagę Adriana Lyne’a – specjalisty od filmów kontrowersyjnych (‘Fatalne zauroczenie’, ‘9 i pół tygodnia’) .




 Czterdziestokilkuletni profesor Humbert Humbert zmuszony jest wynająć pokój u pani Charlotty Haze. Perspektywa ta nie napawa go optymizmem do czasu, gdy poznaje jej 12 – letnią córkę Dolores. Ujrzana po raz pierwszy w złocistych promieniach słońca, przez srebrzystą mgiełkę wody ‘Lo’ od razu zdobywa jego serce. Staje się kobietą jego życia, bóstwem, nimfetką. Dziewczynka szybko orientuje się jaką władzę zyskała nad statecznym i sympatycznym profesorem. Humbert żeni się z matką Lolity, a gdy ta ginie w wypadku staje się zarówno opiekunem ‘Lo’, jak i niewolnikiem jej kaprysów.




  W recenzji swojej zajmę się jedynie analizą filmu, wyjątkowo zostawiając na uboczu materiał literacki (tu jeżeli kiedyś przezwyciężę swoje lenistwo pokuszę się o osobny artykuł). Jak wszyscy pamiętamy ‘Lolita’ AD 1997 była wielką katastrofą finansową. Krytycy również byli bezlitośni dla tego filmu. Wielkie było więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że dzieło Lyne’a to film z naprawdę dużą klasą.

 ‘Lolita’ to panorama namiętności i niewoli, w jaką wpadają ludzie realizujący je w swoim życiu. Profesor Humbert, człowiek szanowany, posiadający określoną pozycję w społeczeństwie jest jednym z nich. Większość z nas jego skłonności nazwałaby jednym słowem - ‘pedofilia’. Z jego punktu widzenia sprawa wygląda jednak troszkę inaczej. Dla pana H. H. ‘Lo’ nie jest dwunastoletnim dzieckiem, lecz zmysłową istotą. W jego oczach Dolores nabiera cech kobiety: ponętnej, nieobliczalnej, a jednocześnie niewinnej. Humbert nigdy nie zmusza dziewczyny do stosunków. Ona zawsze oddaje mu się dobrowolnie. Utwierdza go to w przekonaniu, że i on dla niej jest pociągający. Jest pewien, że seks z nim, przebywanie w jego towarzystwie, dla niej stanowi taką samą przyjemność. Zupełnie inną rolę pełni to, że profesor sprawia wrażenia człowieka z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, w filmie jest to bowiem tylko ledwie zarysowane. Nas powinno interesować głównie to, że Humbert jest ofiarą iluzoryczności swych seksualno-platonicznych pragnień. ‘Lo’ nie jest dla niego tylko ciałem, ale również duszą. Jest partnerką, przedmiotem zarówno pożądania, jak i zadziwiająco czystych, bezinteresownych uczuć.




 Na naszej liście zbrodniarzy nie może zabraknąć także samej Dolores, a jakże. Ta femme fatale z pampersem to także istota zajmująca. Ja na pewno nie postrzegam jej w kategoriach ‘tej biednej, skrzywdzonej’. Lolita nie jest bowiem świadoma, jaką potworną krzywdę wyrządza sama sobie podejmując grę, która ją przerasta. Od dawna wiadomo, że władza to bardzo silny afrodyzjak. Według niektórych psychologów najsilniej pobudzającą zależnością dwojga ludzi jest władza jednego mężczyzny nad drugim (co z pewnością ma związek z samczymi zapędami, jakie sobie łaskawie przypisujemy). Jednak dla młodej dziewczyny, która dopiero zaczyna dojrzewać, władza nad dojrzałym mężczyzną jest nadzwyczaj ciekawym doświadczeniem. Zwłaszcza, gdy matka stara się za mocno być ‘dobrą, lecz stanowczą’, a Ty nasz przed sobą tyle nowych możliwości. ‘Lo’ sama zakłada sobie na ręce kajdany, będąc nieświadomą ich przytłaczającego ciężaru. Gra dojrzałą i wyzwoloną, jednocześnie nie potrafiąc zagłuszyć w sobie głosu rozkapryszonego dziecka, które płacze nie dostając tego, na co ma ochotę.
Związek tych dwojga zbudowany jest na iluzji, która staje się coraz rzadszą i niewystarczającą. Pewnego dnia znika zupełnie, a bohaterowie dramatu zauważają, że stoją nago pośród tłumu gapiów. Humbertowi nie bardzo to nawet przeszkadza, liczy się tylko ona – Lolita. Muza jego pragnień, światło jego oczu. On dalej pragnie być jej rycerzem. Ona w końcu widzi, że była swoistą prostytutką ‘rodzinnego biznesu rozkoszy’.




  Na tle szamotania się z własnymi uczuciami Humberta i Lolity wyrasta nam trzecia ofiara własnych żądz – Clare Quilty. Tak bardzo podobny i zarazem tak bardzo różny od Humberta. Gdy profesor meritum swych czynów ma zasłonięte kolorową mozaiką uczuć, Quilty doskonale wie, co robi i z niezwykłą precyzją oraz wytrwałością lawiruje wśród zagubionych, nieletnich owieczek. Jego słodkie polowania trwałyby zapewne jeszcze długo, popełnia jednak zasadniczy błąd – sięga po zakazany owoc, ‘Lo’. Przyjdzie mu drogo za to zapłacić.



 ‘Lolita’ to wspaniały film do obserwacji ludzi i ich walki. Ciekawszy tym bardziej, że widząc historię oczyma głównego bohatera, nie jest nam tak łatwo osądzać i oskarżać. Nieraz przyjdzie nam zmieniać stanowisko lub przynajmniej się zastanowić ‘a może jednak…’. Ta niejednoznaczność, nieco inny punkt widzenia, wart jest naszego czasu. Chociażby postać Humberta. Z jednaj strony zwierzę, niegodne ludzkich uczuć, wzbudzające odrazę. Z drugiej jednak każda prosta segregacja wydaje się dla niego krzywdząca. Jeremy Irons w roli Humberta jest znakomity. Jego spojrzenie niegroźnego, miłego, nawet nieporadnego człowieka w zestawieniu z pozostałymi cechami jego charakteru jest wyborną próbą kunsztu. Zwłaszcza, że wiarygodność tej postaci była trudna do uchwycenia, a Irons zrobił to w godny podziwu sposób. Dobra jest też młoda Dominique Swain. Ta rola również była wyzwaniem, a panna Swain, mimo kilku potknięć, obroniła się w zadawalający sposób. Tym dwojgu zawdzięczamy zarówno ciekawy duet, jak i wspaniałą scenę kłótni (po której Humber szuka ‘Lo’ w deszczu). Precyzyjne dozowane napięcie, operowania kamerą i stopniowe wyzwalanie emocji daje niesamowity efekt. Niestety takiego kunsztu nie uświadczymy przez całą projekcję. W całość wizji wkradają się sceny słabsze i nie do końca udane (ostatnia scena z Quilty’m, spotkanie ‘Lo’ i Humberta pod koniec filmu). Niektóre są wręcz niepotrzebne. Jednak zdjęcia i muzyka mistrza Morricone wypełniają luki w ten sposób, że w trakcie seansu możemy rozkoszować się historią i jej bohaterami. A owi są materiałem do wielokrotnego smakowania.

 ‘Lolita’ zrobiła na mnie wrażenie, tym chyba większe, im bardziej wszyscy starali się ten film potępić. Wbrew oczekiwaniom otrzymałem twór ciekawy, miejscami świetnie zagrany, przepięknie zilustrowany muzyką. Nie jest to arcydzieło, ale obraz z pewnością miejscami ociera się o miano ‘wybitnego’. W wypadku ‘Lolity ’wszystko zależy od punktu widzenia. Z kolei od czego ten zależy, wszyscy bardzo dobrze wiemy.

 Autor recenzji: Czarek 'Ovë' Czartoryjski

Wcześniejsze części cyklu o Lolicie można przeczytać TUTAJ

[1] Scenariusz Lolity, maszynopis z naniesionymi poprawkami, skreśleniami i uwagami Nabokova [1960], Berg Collection.

Źródła:

1. Nabokov Under Glass - An Exhibition at The New York Public Library,
2. Lolita (film 1962)
3. Lolita (film 1997)
4. Wikipedia.org - angielska strona poświęcona Lolicie,
5. stopklatka.pl
6. Filmowo.pl