Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 kwietnia 2013

75 książek, które musi przeczytać każdy facet


Lista znaleziona w sieci  na stronie "75 książek dla niego" o TUTAJ. Do każdej pozycji dołączony jest jej opis, krótkie streszczenie. Autor listy we wstępie pisze o niej tak:

"Książkowe, niezbęde pozycje z którymi powinien zetknąć się każdy mężczyzna: lista pra­­­wdopodobnie niekompletna, stronnicza, bazująca na wybitnych dziełach literatury światowej. Tematy zawarte w poszczególnych powieściach pomogą Ci lepiej zrozumieć istotę pewnych spraw, ukształtować poglądy na politykę, religię, miłość itd. a także stać się inspiracją do kreatywnych działań. Miłej lektury!"

poniedziałek, 30 lipca 2012

Czytanie bywa okrutne


Z prof. Tadeuszem Sławkiem, literaturoznawcą, rozmawia Jarosław Makowski. Wywiad ukazał się w Tygodniku Powszechnym z cyklu Książki w Tygodniku [Nr 12 (2802), 23 marca 2003].

Jarosław Makowski: Podobno najprostsze pytania sprawiają najwięcej trudności specjalistom. Chcę zapytać Pana jako literaturoznawcę: po co człowiek w ogóle czyta książki?

Tadeusz Sławek: – To pytanie szczególnie kłopotliwe. Nas, czyli tzw. specjalistów, postrzega się jako ludzi, którzy stracili umiejętność czytania dla samej przyjemności czytania. Nie potrafiąc odpowiedzieć na proste pytanie: po co człowiek czyta książkę, zaczynamy się tłumaczyć z samego słowa „czytać”. Ryzykując krótką odpowiedź, powiedziałbym, że w zasadzie człowiek powinien czytać dla przyjemności.

Dwuznaczne przyjemności


Przyjemności czego? Jaka jest jej natura?

– Jest to przyjemność dwuznaczna i niebezpieczna: jeśli patrzymy na książkę, czy to zamkniętą, czy otwartą, przeczytaną czy nie przeczytaną, to jest ona na podobieństwo osoby, która śpi i którą bardzo dobrze znamy, a która mimo tego pozostaje dla nas owiana tajemnicą. Wydaje się nam, że wiele o niej wiemy, czasem niemal wszystko, a przecież oddala się ona od nas w świat, którego nie tylko ja nie znam, ale którego i ona sam nie pozna. Sny można studiować, ale już na jawie, w innej, nie „sennej” już rzeczywistości. Podobnie jest z książką. Wydawało mi się, że mniej więcej „znam” Balzaca; przeczytałem ostatnio na nowo kilka powieści, i... olśnienie... niczego nie wiedziałem, byłem jak ślepiec, który przejrzał na oczy. Jeśli dane mi będzie przeczytać Balzaca za 10 lat, pewnie okaże się, że dalej jestem ślepy, a moja wiedza jest żałosna. Dlatego przewrotną i przekorną naturę czytania książki postrzegam jako obcowanie z czymś, co się zna, ale jest to znajomość wciąż tylko pozorna i złudna. Natura rozkoszy czytania polega na oddalaniu się od złudzenia własnej wiedzy. 


Składanie liter nie jest jeszcze czytaniem. Czy istnieje umiejętność dobrego czytania, tak jak istnieje umiejętność pieczenia dobrego makowca?

– Korci mnie, by w tym miejscu uciec od rdzennego czasownika „czytać”. Mówi się przecież o „przeczytaniu”, „naczytaniu”, „doczytaniu”... Intryguje mnie jeszcze inne słowo: „zaczytanie”. Powiada się, że można się „zaczytać”, więcej: „zaczytać się na śmierć”, bądź, jak to się przytrafiło Borgesowi, do „utraty wzroku”. Ale nie o takie zaczytanie idzie. To, co nas profesjonalistów często trapi i co powoduje nieczyste sumienie w stosunku do czasownika „czytać”, to fakt, że doświadczenie „zaczytania” – czyli dobrego czytania – przytrafia nam się bardzo rzadko. Dążymy do niego, czasem nawet „na siłę”, ale nic z tego, ono zdarza się wtedy, kiedy chce, a nie wtedy, gdy sobie tego życzymy. To Rilke powiadał, że człowiek, który się zaczyta, jest na podobieństwo kogoś, dla kogo „tutaj” i „tam” traci ostre granice. Innymi słowy: umiejętność czytania to nie tylko szczególny sposób przeżywania tekstu, ale także specyficzny sposób przeżywania czasu. Dobrze czytać oznacza „zaczytać się”. A zaczytać się znaczy, ni mniej, ni więcej, jak inaczej przeżyć swoją czasowość. Z jednej strony „zagubić się” w czasie, z drugiej właśnie „odnaleźć się” w nim, poza pragmatyczną chronologią spotkań, kalendarzy, dat...

Ucieczka Jonasza

Czy w ten sposób czytanie nie przeradza się w ucieczkę? Czytam, by oddalić od siebie prozę życia, trudności w pracy...

– Może i jest to ucieczka, ale na szczęście bardzo przekorna. Doskonale to odsłania historia biblijnego Jonasza. On jest prorokiem niepokornym: nie chce słuchać, niejako lęka się swego przeznaczenia, ucieka, ale – koniec końców – trafia dokładnie tam, gdzie miał trafić. Podobnie jest z naszym zaczytaniem się: uciekając, wracamy w to samo miejsce. Z tą jednak różnicą, że jesteśmy znacznie bogatsi w rozmaite doświadczenia, ale także – jak sądzę – w praktyczne rozwiązania. Im bardziej chcemy uciec, tym bardziej okazuje się, że tkwimy w tym samym miejscu. W „Alicji po drugiej stronie lustra” jest scena, kiedy Alicja spotyka królową i zaczynają biec tak szybko, jak tylko potrafią, do granic wytrzymałości. Rychło się jednak orientują, że wciąż znajdują się w tym samym miejscu. Alicja mówi, że to dziwny kraj, a królowa odpowiada: jakbyś chciała być w innym miejscu, musiałabyś biec dwa razy szybciej; ale przecież nie da się biec szybciej... Otóż jestem przekonany, że zaczytując się nabieram siły, by podjąć problemy dnia codziennego. Po efekcie zaczytania się jakąś lekturą świat widzimy zupełnie inaczej, znajdujemy rozwiązania naszych problemów, kłopotów itd. Ba, moje uwikłanie w te, jak sądziłem, wyjątkowe i nieznośne zgryzoty traci swoją wyjątkowość. Czytając staję się bogatszy, a tym samym przestaję się skupiać na sobie, gdyż zaczynam widzieć siebie w całej konstelacji innych wydarzeń. W tym sensie czytanie bywa okrutne; usuwa nas z miejsca uprzywilejowanego, wyłącza padające na nas reflektory. Może dlatego człowiek dzisiaj „nie czyta”: chce być wyjątkowy i w centrum napięcia, a lektura uczy go pokory. Jeżeli czytanie jest ucieczką, to daj nam Panie Boże więcej takich ucieczek.

Skoro czytanie pomaga żyć, to dlaczego trzy czwarte Polaków nie czyta w ogóle książek?