
„To będzie historia o duchach”,
napisała.
„Historia o duchach, w której wystąpią syrena i wilk”,
napisała dalej.
Ja napisałam.
Nazywam się India Morgan Phelps, choć niemal wszyscy znajomi
mówią na mnie Imp. Mieszkam w Providence, Rhode
Island, a kiedy miałam siedemnaście lat, moja matka
zmarła w Szpitalu Butlera, stojącym przy Blackstone
Boulevard, tuż obok cmentarza Swan Point, gdzie pochowano wiele znanych
osobistości. Kiedyś ośrodek ten nosił nazwę „Szpital Butlera dla Umysłowo
Chorych”, ale gdzieś po drodze to „dla umysłowo chorych” zniknęło. Może
szkodziło w interesach. Może lekarze, dyrektorzy,
członkowie rady nadzorczej czy ktokolwiek tam podejmuje decyzje w takich kwestiach, uznali, że szaleńcy woleliby raczej,
by nie umieszczano ich w domu dla wariatów, który
śmie otwarcie nazywać się domem wariatów. Prawda w reklamie
bywa szkodliwa. Nie wiem, ale moja matka, Rosemary Anne, została umieszczona w Szpitalu Butlera, ponieważ była umysłowo chora, i zmarła tam w wieku
pięćdziesięciu sześciu lat, zamiast umrzeć gdzie indziej, bo była szalona. Nie
w tym rzecz, że o tym
nie wiedziała, podobnie jak ja, gdyby więc ktoś chciał znać moje zdanie,
usunięcie „dla umysłowo chorych” to jak usunięcie burgera z Burger Kinga, bo hamburgery szkodzą bardziej niż
sałatki. Albo skreślenie „donutów” z nazwy Dunkin’
Donuts, bo powodują one próchnicę i otyłość.