Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 dni z książkami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 dni z książkami. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2012

30 dni z książkami, czyli w pogoni za Prowincjonalną Nauczycielką

Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć.

Dla mnie taką książką była "Pustelnia parmeńska" Stendhala. Być może nie był to właściwy czas dla tej powieści, byłem za młody, szukałem czegoś bardziej przygodowego, rozrywkowego.  Mistrzostwo opisu uczuć, zawiłe intrygi miłosne i doskonałe portrety psychologiczne zdecydowanie mnie nie interesowały. Widziałem, że niektórzy podają "Ulissesa" Joyce'a jako tę książkę, przez którą było im trudno przebrnąć. Ja przy "Ulissesie" czasami nawet dobrze się bawiłem. Bardzo lubię monolog Molly, napisany metodą strumienia świadomości. A Stendhala po prostu nie mogłem przejść, jest dla mnie za nudny.

Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być.

Pisałem już na moim blogu o takiej książce. To "Na oślep" Michaela Frayna. Częściowo jest to komedia pomyłek, częściowo esej o życiu i malarstwie Petera Bruegla. Bohaterem jest właściwie jeden nieznany obraz o niejasnym pochodzeniu, którego autorem jest być może sam Bruegel. Książka wciąga, napisana jest lekko, prostym językiem, przyjemnie się ją czyta, a zakończenie jest naprawdę zaskakujące. Przyczynę tego, że ta powieść jest tak mało znana upatruję w słabej okładce i reklamie książki. Książka była nominowana do Nagrody Bookera. Recenzję możecie przeczytać o TUTAJ

 Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez Ciebie czytana

Wielokrotnie czytałem "Przygody dobrego wojaka Szwejka" Jarosława Haszka i to w dwóch przekładach. Ostatniego, trzeciego, niestety jeszcze nie znam, ale postaram się nadrobić to opóźnienie. Bardziej podoba mi się przekład Józefa Waczkowa, język jakim mówimy zmienił się i jego nowocześniejszy przekład lepiej go oddaje. Aczkolwiek wiele razy czytałem starszy przekład Pawła Hulki-Laskowskiego i nauczyłem się całych fragmentów na pamięć, czuję do niego sentyment. Co tu mogę napisać, po prostu ta książka poprawia mi humor, bawi mnie, a jednocześnie nie jest głupia.

Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie

Jako pierwsze przeczytałem wiersze dla dzieci Jana Brzechwy, Juliana Tuwima, Stanisława Jachowicza i Marii Konopnickiej. Trudno powiedzieć, które były pierwsze, miałem różne wydania, także zbiorowe wszystkich wymienionych autorów. Teraz ja z kolei czytam je moim dzieciom, są jeszcze za mali na samodzielną lekturę. Zastanawiam się czasami, czy polubią te same książki, które ja czytywałem w dzieciństwie. A taką pierwszą książką, nie wierszowaną, którą samodzielnie przeczytałem, będzie "Jak Wojtek został strażakiem" Czesława Janczarskiego, lub, tu znowu nie pamiętam, która książka tak naprawdę była pierwszą, minęło tyle lat, "Rogaś z Doliny Roztoki" Marii Kownackiej.

Dzień 11 - Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem

Tak całkowicie i skutecznie zaraziłem się czytaniem, kiedy przeczytałem "Wyprawę do wnętrza ziemi" Juliusza Verne'a. Tym należy też pewnie tłumaczyć moje późniejsze zainteresowanie fantastyką, Lemem i innymi pisarzami science-fiction.





Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.

Taką książką dla mnie było "Pięć lat kacetu" Stanisława Grzesiuka. Nie wiem, może ktoś się zdziwi, bo ta książka jest tragiczna, ale też momentami zabawna, spotkałem się z takimi poglądami. Grzesiuk tak opisuje życie w obozie, że czytamy ją jak dobrą przygodową powieść. Mnie jednak przybiła, dla mnie było tego za wiele i musiałem przerwać jej czytanie tak gdzieś w połowie. Nigdy już do niej nie wróciłem, Natomiast przeczytałem do końca i bardzo mi się podobały pozostałe książki Grzesiuka: "Boso, ale w ostrogach" oraz "Na marginesie życia".

Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa

Najukochańszą książką z dzieciństwa są dla mnie "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren. Potrafiłem ją czytać nieprzerwanie, całymi godzinami, w każdym miejscu i o każdej porze. Czas wtedy dla mnie nie istniał, całkowicie wsiąkałem w opowiadaną historię i atmosferę, a dzieci z tej książki były dla mnie braćmi i siostrami, bo byłem jedynakiem i rodzonych nie miałem.






sobota, 14 kwietnia 2012

Dzień 6 - książka, przy której płaczę

Nie ma właściwie takiej książki. No, może zdarzyło się, że zwilgotniały mi oczy, a może to deszcz padał, podczas lektury "Drogi" Cormaca MacCarthy'ego. Bardzo emocjonalna książka, szczególnie poruszająca tych, którzy mają małe dzieci. Pisałem już o niej na moim blogu, dlatego może poprzestanę na tym wyjaśnieniu. A chętnych zapraszam do lektury TUTAJ.


Myślałem trochę o książkach z dzieciństwa i przypomniałem sobie jakie wrażenie zrobiła na mnie lektura "Serca" Edmunda de Amicisa. Miałem wtedy 6, może 7 lat, dosyć wcześnie nauczyłem się czytać, bo w wieku 5 lat, i z tego co opowiada moja rodzina, praktycznie sam. Teraz gdy o tym myślę, wydaje mi się, że może nie była to odpowiednia lektura dla tak małego dziecka. Niewiele z niej pamiętam, same wrażenia, jakieś obrazy, emocje. Musiało ich być jednak wiele, ponieważ zostały do tej pory w mojej głowie. Jedno ze wspomnień z lektury, jakie zachowałem w mojej pamięci, to to jak siedzę, trzymam w ręku tę książkę i jest mi bardzo bardzo smutno, do oczu naplywają mi łzy.

Z noty wydawcy:

W czasach, gdy dobroć jest pojęciem niemodnym, telewizja zastępuje więzi rodzinne,a szkoła nie zawsze przekazuje dobre wzorce, warto zrobić wycieczkę w przeszłość, kiedy miłość, przyjaźń, odpowiedzialność i odwaga znaczyły tyle, ile powinny. Jedenastoletni bohater i narrator tego szczególnego, napisanego przed ponad 120 laty, pamiętnika, Henryk Bottini, opowiada o swojej szkole, rodzinie, ważnych wydarzeniach, błędach, które popełniał, uczuciach, jakie przeżywał. Towarzysząc mu przez cały rok szkolny poznajemy jego świat - kochającą rodzinę, kolegów z klasy: szlachetnego Garronego, dzielnego Precossiego, zabawnego Mularczyka i wielu innych, a także oddanych uczniom nauczycieli oraz tętniące życiem ulice Turynu. Ten obraz czasów naznaczonych nieustannym lękiem o zdrowie i życie najbliższych, ale także miłością do świeżo odzyskanej ojczyzny i entuzjazmem dla wiedzy, niesie wartości ponadczasowe – przykłady mądrej, pełnej szacunku rodzicielskiej miłości, przyjaźni przekraczającej bariery społeczne, wielkiego zaangażowania pedagogów w rozwój moralny i edukację uczniów, obrazy patriotyzmu, niezliczone przykłady dobroci i serca….

sobota, 7 kwietnia 2012

Dzień 5 - książka non-fiction, której czytanie sprawiło mi niekłamaną przyjemność

Tym razem musiałem dokonać wyboru pomiędzy "Dziennikiem 1954" Leopolda Tyrmanda, "Papugą Flauberta" Juliana Barnesa (tyle, że w tym przypadku nie wiadomo do końca z czym tak naprawdę mamy do czynienia, powieścią, esejem, przewodnikiem, czy też biografią, poza tym już niedługo przedstawię tę książkę na blogu) oraz "Outsiderem" Colina Wilsona. Zdecydowałem się na tę ostatnią książkę. Przeczytałem ją po raz pierwszy na studiach, potem jeszcze kilka razy. Za każdym czytaniem zwracając uwagę na coś innego, co przeoczyłem wcześniej. Swego czasu była to bardzo słynna książka, a obecnie trudno ją dostać. O czym jest "Outsider"? W swojej książce Colin Wilson opisuje życie i twórczość znanych pisarzy i innych wybitnych osób, jak również postaci z ich utworów (jest Raskolnikow, bracia Karamazow, bohater "Obcego" Alberta Camus oraz "Wilka stepowego" Hermanna Hesse). I nie chodzi tu o ludzi wyobcowanych ze społeczeństwa, lecz tych co przeżyli "lśnienia mistrzostwa kierujące ich bytem". Analizując dzieła literatury oraz życie różnych artystów, takich jak H.G.Wells, Franz Kafka, Albert Camus, Jean-Paul Sartre, T.S. Eliot, Ernest Hemingway, Hermann Hesse, T.E.Lawrence, Vincent Van Gogh, Vaslav Niżyński, George Bernard Shaw, William Blake, Friedrich Nietzsche, Fiodor Dostojewski i G.I. Gurdżijew, Wilson zgłębia psychikę outsidera, indywidualisty, jego wpływ na społeczeństwo oraz wpływ społeczeństwa na niego. Autor nie opisuje jednak całego życia wybitnych ludzi, lecz jedynie wyjątkowe momenty, kiedy doznali oni pewnego rodzaju objawienia, przez krótką chwilę zobaczyli czym tak naprawdę jest ich życie, ich ludzka egzystencja. Książka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie i gorąco ją polecam wszystkim zainteresowanym taką tematyką. Colin Wilson jest brytyjskim filozofem i pisarzem, przedstawicielem nurtu "Młodych Gniewnych", autorem licznych książek non-fiction oraz powieści. W Polsce ukazały się, poza "Outsiderem", jeszcze "Pasożyty umysłu" oraz "Zamek Frankensteina".


piątek, 6 kwietnia 2012

Dzień 4 - książka, która przypomina mi o domu

I znowu takich książek jest bardzo dużo. Kiedy jednak zacząłem zastanawiać się nad tym, pierwsze co przyszło mi do głowy to książki Edmunda Niziurskiego. Zajmowały prawie całą półkę w mojej biblioteczce i były dla mnie bardzo ważne. Czytałem je na okrągło siedząc w swoim pokoju, poprawiały mi humor, gdy było mi smutno lub gdy byłem chory. Co było takiego w książkach Niziurskiego, że tak je lubiłem? Po pierwsze absurdalny, bardzo często czarny, humor słowny i sytuacyjny. Rzeczywistość była pokazywana oczami dziecka, które przeżywało bardzo często sensacyjne przygody. Szkoła przedstawiana była jako miejsce opresyjne, ale z humorem. Bardzo mi się to podobało, tak właśnie widziałem szkołę. Dzisiaj są inne czasy, inne dzieci i takiej szkoły już nie ma. Po drugie specyficzny styl narracji i język. Bardzo charakterystyczne dla Niziurskiego są znaczące czy groteskowe nazwiska i imiona, np. Wieńczysław Nieszczególny, Chryzostom Cherlawy, Cymeon Maksymalny, Zygmunt Gnacki, Gustaw Cykorz itp. oraz to, że bohaterowie mówią mieszanką slangu młodzieżowego i wyszukanego języka naukowego. Nie byłem jedynym, który zaczytywał się w tych książkach. Czytali je też moi koledzy ze szkoły i podwórka, na którym, z kluczem od mieszkania zawieszonym na szyi, spędzałem wiele godzin. nie powiem, że odgrywaliśmy sceny i wydarzenia z tych książek, ale z pewnością działały one na naszą wyobraźnie i bardzo często były źródłem, z którego czerpaliśmy pomysły do zabaw. Do moich ulubionych książek Edmunda Niziurskiego należały: "Księga urwisów", "Sposób na Alcybiadesa", "Naprzód wspaniali!", "Awantury kosmiczne", "Niesamowite przypadki Cymeona Maksymalnego", "Adelo zrozum mnie" i wreszcie "Siódme wtajemniczenie". Właśnie tę ostatnią książkę lubię najbardziej. 

Uważana jest czasem za najwybitniejsze dzieło w twórczości Niziurskiego, ma charakter powieści inicjacyjnej, która mówi o wyrastaniu ze świata chłopięcych przygód i wchodzeniu w realia dorosłości. Nieco oniryczna powieść ma budowę szkatułkową, z każdą odsłoną zmienia punkt widzenia bohatera. Ma też cechy realizmu magicznego. Akcja rozgrywa się w fikcyjnym górnośląskim miasteczku górniczym Gnypowice Wielkie. Bohater, nowy uczeń klasy 6B Gustaw Cykorz, musi zdecydować, do której z dwóch dominujących, zwalczających się wzajemnie szkolnych grup: Matusów czy Blokerów, ma dołączyć. Cykorz jest rodowitym Ślązakiem, ale nie pochodzi z Gnypowic. Jego ojciec, inżynier, podróżuje służbowo po całej Polsce i w związku z tym Gustaw często zmienia szkoły, zmuszony na nowo zaaklimatyzować się w każdym miejscu. Szkoła w Gnypowicach jest dla niego szczególnie trudna, ze względu na ciężki charakter większości nauczycieli z "Kowbojką" na czele, oraz ze względu na istnienie dwóch odwiecznie zwalczających się gangów – Matusów (rodowici Ślązacy) i Blokerów (przybysze z innych regionów kraju). Do tej pory mam w pamięci wierszyki jakimi obie grupy raczyły się na wzajem. Cykorz ostatecznie postanawia dołączyć do Matusów i przechodzi kolejne wtajemniczenia, poznając tajne hasła, kwatery i plany na przyszłość. Odwiecznym marzeniem Matusów jest "Wielki Wander" czyli wyprawa po "Wielkich Jeziorach" (nie jest do końca jasne, czy chodzi o Pojezierze Mazurskie czy o Wielkie Jeziora Północnoamerykańskie). Sam Gustaw miewa też sny o tematyce kosmicznej, w trakcie których odbywa loty pod komendą Komandora. Podobne sny ma miejscowy alkoholik, Inocynt. W końcu Gustaw, po przejściu serii pięciu wtajemniczeń, zostaje wysłany na wyprawę przeciw Blokerom z zadaniem zdobycia "Twierdzy Persil". W trakcie wyprawy i w samej "Twierdzy" przeżywa dziwne zdarzenia – dowiaduje się, że istnieje także szóste, a w końcu i siódme wtajemniczenie, które stawiają całą działalność Matusów i Blokerów w zupełnie innym świetle.

Pisząc korzystałem z Wikipedia.pl

czwartek, 5 kwietnia 2012

Dzień 3 - książka, która mnie kompletnie zaskoczyła

W pozytywnym znaczeniu tego słowa zaskoczyło mnie już wiele książek. ale takie ostatnie zaskoczenie, jakie zapamiętałem to powieść Grahama Greene'a "Nasz człowiek w Hawanie". Spodziewałem się, na podstawie przeczytanych wcześniej jego książek, takich jak "Moc i chwała", "Sedno sprawy" czy "W Brighton", czegoś poważnego, poruszającego, dotykającego najgłębszych aspektów człowieczeństwa, a w każdym razie przynajmniej klasycznej i pełnokrwistej powieści szpiegowskiej. Tymczasem otrzymałem, ku memu zaskoczeniu i radości właściwie komedię, parodię powieści szpiegowskiej, lub jak sam autor stwierdza baśń, która nie ma nic wspólnego z ówczesną rzeczywistością. Innymi słowy, mamy tutaj mistrzowskie połączenie powieści szpiegowsko-sensacyjnej z nurtem psychologicznym, dodatkowo okraszone sporą dozą dobrego humoru. Mnie podczas czytania przychodził często na myśl serial brytyjski "Fawlty Towers", z jego bohaterem granym przez Johna Cleese'a, ciągle wpadającym, głownie z własnej winy, w jakieś tarapaty. Naprawdę znakomita powieść jednego z najpopularniejszych pisarzy brytyjskich, przy czytaniu której bardzo dobrze się bawiłem.

Z noty wydawcy:

Jak ze sprzedawcy odkurzaczy zrobić cenionego szpiega ? Cięty język, subtelny dowcip, celne spostrzeżenia - ten okraszony czarnym humorem dreszczowiec to klasyka w wykonaniu jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku. Drobny brytyjski kupiec stojący w obliczu problemów finansowych daje się wciągnąć do brytyjskiej służby wywiadowczej. Niestety, nie ma za grosz talentu szpiegowskiego i by zapracować na otrzymywaną zapłatę, zmuszony jest zmyślać kolejne raporty. Nie waha się przed sfabrykowaniem kilku dowodów i udawaniem, że zwerbował tabuny współpracowników. Sprawa wymyka mu się jednak spod kontroli, kiedy jego fałszywe raporty zaczynają żyć własnym życiem, a wydarzenia wokół zaczynają niepokojąco przypominać treść zmyślonych doniesień. 


środa, 4 kwietnia 2012

30 dni z książkami - dzień 2 - książka, którą lubię najmniej

Takich książek jest sporo. Ogólnie są to książki, które nie przekazują pozytywnych wartości, pozornie nie wiadomo czemu służą. Zaliczyłbym tutaj wszystkie książki o wampirach, czarnej magii, należące do dark neoromantyzmu (nie wiem czy to jest prawidłowa nazwa, ale tak mi się kojarzą), książki, które epatują przemocą, gdzie leją się hektolitry tak cennej dla życia krwi, książki, które służą jakimś celom politycznym lub sekciarskim, książki napisane tylko po to aby wykorzystać panującą modę, zagubienie współczesnego człowieka, książki napisane wyłącznie dla pieniędzy. Na końcu tej listy były by książki nudne, męczące i nieciekawe. Ostatnią tego typu książką przeczytaną przeze mnie kilka lat temu (dlatego, że musiałem na zajęcia) był "Ostatni Mohikanin" Jamesa Fenimora Coopera.

Z noty wydawcy:

W czasie wojny francusko-angielskiej w Ameryce, w połowie XVIII wieku, Sokole Oko oraz jego przyjaciele Indianie: Unkas i Chingachgook ratują z rąk sprzymierzonych z Francuzami Huronów córkę angielskiego dowódcy. Wydarzenie to pociąga za sobą szereg niezwykłych, nieraz dramatycznych przygód. Ciekawie przedstawione sylwetki bohaterów, trzymająca w napięciu akcja, wątek miłosny, ukazanie zwyczajów i tradycji indiańskich sprawiają, że książka wciąż cieszy się niegasnącą popularnością. 

W moim przypadku wszystko było dokładnie odwrotnie: papierowi i nudni bohaterowie, od samego początku przewidywalna fabuła, słabe przedstawienie zwyczajów i tradycji indiańskich. I muszę tutaj koniecznie dodać, że nie chodzi o to, że nie lubię takich książek, kiedyś miałem okres fascynacji kulturą Indian Ameryki Północnej, czytałem popularno-naukowe, przygodowe i zupełnie naukowe książki na ten temat. Niestety nie pamiętam, czy kiedyś w dzieciństwie przeczytałem tę książkę, jeżeli tak to nie pozostawiła śladu w mojej pamięci. Dużo dobrego za to się o niej nasłuchałem, a tu takie "męczydło". Mam jeszcze tylko taką nadzieję, że może to jest wina tłumaczenia, pewnie dokonanego bardzo dawno temu. Ale czy wszystko można zrzucić na biednych tłumaczy?

wtorek, 3 kwietnia 2012

30 dni z książkami - dzień 1 - ulubiona książka

Prowincjonalna Nauczycielka zaproponowała wyzwanie 30 dni z książkami, ja zauważyłem je u Jane Doe z offu i nie mogłem oprzeć się pokusie. Wyzwanie jest bardzo interesujące, chociaż należy przyznać, że pytania nie są łatwe, trzeba dokonać życiowych wyborów, a czasu jest bardzo mało, bo mamy na każde z nich tylko jeden dzień. Zgadzam się też z moimi poprzedniczkami, że wybór tej jednej jedynej książki spośród dziesiątek innych przedstawia nie lada trudność. ale przystępuję do wyzwania. Nie wiem tylko czy będę odpowiadał codziennie, być może z inną częstotliwością, ale odpowiem na wszystkie pytania.

Na początek spis treści:
Dzień 1 - Twoja ulubiona książka
Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej
Dzień 3 - Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła
Dzień 4 - Książka, która przypomina Ci o domu
Dzień 5 - Książka non-ficiton, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność
Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz
Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć
Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być
Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez Ciebie czytana
Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie
Dzień 11 - Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem
Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.
Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa
Dzień 14 - Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej
Dzień 15 - Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach
Dzień 16 - Ulubiona książka, którą sfilmowano
Dzień 17 - Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle
Dzień 18 - Twoja ukochana książka, która już nie można kupić
Dzień 19 - Książka, dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat
Dzień 20 - Książka, którą byś poleciła osobie o wąskich horyzontach myślowych
Dzień 21 - Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś
Dzień 22 - Ulubiona seria wydawnicza
Dzień 23 - Ulubiony romans
Dzień 24 - Książka, która okazała się jednym wielkim oszustwem
Dzień 25 - Ulubiona autobiografia/biografia
Dzień 26 - Książka, którą chciałabyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana
Dzień 27 - Książka, którą byś napisała, gdybyś umiała
Dzień 28 - Książka, której przeczytania bardzo żałujesz
Dzień 29 - Autor, którego omijasz
Dzień 30 - Autor, którego wszystkie książki czytasz

Ci, którzy zaglądają czasami na mojego bloga wiedzą, że dla mnie odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta i oczywista. Oczywiście Lolita, to ona jest moją ulubioną książką. A za co ją lubię można przeczytać TUTAJ, ponieważ nie chciałbym się powtarzać.