Jadę.
Najpierw motorem, potem rowerem, aż w końcu przesiadam się na furmankę.
Wąska, kręta droga. Co chwilę wjeżdżam w lessowe wąwozy porośnięte
drzewami. Odsłonięte korzenie, czasami też ludzkie kości, sprawiają, że
czuję się trochę nieswojo, jakbym grał w jakimś marnym horrorze.