Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwaszkiewicz Jarosław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwaszkiewicz Jarosław. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 lipca 2014

"Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia"



Jarosław Iwaszkiewicz  - reaktywacja!

„Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia” – pierwsza niebiograficzna, odważna i zaskakująca książka o Jarosławie Iwaszkiewiczu. O jednym z najważniejszych polskich pisarzy XX wieku w nowy sposób opowiadają najbliżsi oraz literaturoznawcy najmłodszego pokolenia. Świeże spojrzenie na biografię „wielkiego Iwaszkiewicza” biegnie w poprzek przyjętym kanonom i schematom.

Książka właśnie trafia do księgarń. Przygotowana pod redakcją Anny Król pokazuje Iwaszkiewicza, jakiego nie znamy. Każda z trzech części przynosi zaskakujące informacje na temat „najbardziej rozpracowanego”, a jednocześnie nieoczywistego i intrygującego twórcy ostatniego stulecia. Znajdują się w niej migawki z życia osobistego, rozmowy o sprawach dotychczas przemilczanych i anegdoty przypominane przez najbliższych.

Część 1. Migawki, czyli rozmowy z najbliższymi

Z córką pisarza Marią Iwaszkiewicz Anna Król rozmawia o literackim środowisku skupionym w latach 50. I 60. wokół kawiarni „Czytelnik”, zwyczajach pisarskich ojca i chorobie matki. Wiesław Kępiński, przybrany syn Iwaszkiewiczów wraca do miejsc, w których najczęściej bywał z Iwaszkiewiczem, zdradza sekrety mody lat 50. i przypomina ulubione warszawskie ścieżki pisarza. Zofia Dzięcioł, gosposia, która pracowała na Stawisku od 1956 roku do śmierci Iwaszkiewiczów, po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć o codzienności Anny i Jarosława. Podczas rozmowy w dawnym domu pozwoliła zajrzeć do szuflad i szaf, w których nadal wiszą garnitury pisarza, opowiedziała o przyzwyczajeniach i ulubionych potrawach rodziny. Oni, proszę pani, wszystko zbierali. „Wszystko się przyda” – to było motto tego domu, jedyna odpowiedź na wszystko. To obłęd był. „Przyda się”. Niech pani zobaczy – atrament do pióra, to też jego. I jeszcze ta resztka wody kolońskiej. A tam niżej francuska puderniczka i pędzel do golenia. Tych pierdołów za przeproszeniem to zawsze było pełno. Bo teraz to się wszystko co niepotrzebne wyrzuca. A tutaj się wszystko zbierało, bo się przyda. Taka mania! (fragment tekstu)
Część 2. Wielogłos, czyli eseje i wyznania

Zaproszeni do współtworzenia publikacji, najlepsi literaturoznawcy młodego pokolenia zdradzają powody fascynacji biografią i twórczością pisarza. Prawnuczka Iwaszkiewicza, Ludwika Włodek pisze o tym, jak udało jej się przezwyciężyć rodzinną legendę przytłaczającą słynnego pradziadka. Krytyczka literacka Justyna Sobolewska przypomina  fascynującą lekturę „homoseksualnej love story” pozostawioną przez pisarza w „Dziennikach”, a biograf Radosław Romaniuk zastanawia się nad tym, jak i kiedy pisarz stał się jednym z najbliższych przyjaciół. Iwaszkiewicz, jaki wyłania się z tych portretów to: „Stary” - podjadający słodycze w stawiskiej kuchni, ojciec - wpadający w odwiedziny do kawiarni „Czytelnika” i prezes borykający się z napastliwością literackiego środowiska.  Czasem po prostu kompan, zakochany mężczyzna, mentor i wrażliwy poeta.

piątek, 23 maja 2014

"Na moją bezsilność pisarską nie pomoże już żaden Sandomierz"

Jarosław Iwaszkiewicz, Sandomierz, 1950
List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Sandomierz, 19 maja 1950 roku
 
Moja miła i kochana,

oczywiście w dniu dzisiejszym myślę bardzo dużo o tobie i tych dwudziestu dwóch latach, które nas dzielą od twojego pojawienia się na świat, wspominam wszystkie wspólne przeżycia, dzieciństwo twoje i młodość. Od dwóch dni jestem w Sandomierzu, już nie mogłem wytrzymać na Stawisku i w Warszawie [...] Zresztą kiepsko się czuję w Sandomierzu, bo przeziębiłem się w drodze i mam gorączkę, a poza tym rozkleiłem się naturalnie, wyrwawszy się ze swoich „ramek”. Na moją bezsilność pisarską nie pomoże już żaden Sandomierz, a miasteczko, puste i zaniedbane, robi smutne wrażenie. Jedna pociecha, że robią kanalizację! Za parę lat kwestia kakania będzie w Sandomierzu rozwiązana. [...] Ostatniej niedzieli byli Modzelewscy, Paweł Hertz i Irena Łempicka, która nie zdaje sobie sprawy ze stanu zdrowia Tadzia i projektuje jakieś wielkie wyjazdy, pogoda była śliczna i bzy cudne. Nowa gosposia zrobiła dobry obiad i sama się zaofiarowała zrobić do zupy grzybowej zamiast klusek uszka. Ona przez dziesięć lat jeździła po Wiśle jako bufetowa na statku – i jest „wodniaczka” – podobna do Zosi Świerczyńskiej, tylko o połowę (dosłownie) mniejsza. Paweł był wyjątkowo miły i nie robił min „ph”. Niestety musiałem o 4-tej jechać do Otwocka na odczyt – w upalny piękny dzień majowy, i to w niedzielę – było to wielką ofiarą. Nie dziw się, że tak źle piszę, ale ręce mi się trzęsą po noszeniu mojego potwornie ciężkiego bagażu, w Skarżysku trzeba było nosić te kufrzyska na przestrzeniach kilometrowych, taka tam głupia stacja. [...] 
Mam olbrzymie zamiary literackie na mój Sandomierz, ale pewnie nic z tego nie wyjdzie, bo wydechuję zmęczenie i do niczego się nie biorę, na Zielone Święta mama przyjedzie do mnie, to mi też parę dni zabierze, a potem trzeba wracać, bo w czerwcu wielki Zjazd Literatów z otwarciem Domu Literatury, tego na Krak[owskim] Przedmieściu, i różnymi wielkimi fetami. Bardzo to będzie męczące. Myślę, że naprawdę wypocznę, jak mama w lipcu pojedzie z dziećmi do Ustki. Mam zamiar tam pojechać na imieniny mamy i nareszcie zobaczyć, jak ta Ustka wygląda.
[...] Jaki cudny dzień dzisiaj, akacje przed moim domem w pełnym kwiecie – a w domu zostawiłem rozkwitające wino i irysy – susza zresztą potworna i deszczu nie było już od l maja!
Całuję Cię serdecznie i do serca przyciskam, Eugeniusza pozdrawiam, myślę b[ardzo] dużo o tobie, nie tylko dzisiaj – twój


Tata


Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 247–248.

Źródło fragmentu: Płaszcz zabójcy

piątek, 21 lutego 2014

"A potem przyjdzie śmierć"

 Jarosław Iwaszkiewicz, Zamek
 w Sandomierzu, 1956

"A potem przyjdzie śmierć: wszystko rozwiązując niczego nie wyjaśni. Odejdziemy tak, jakeśmy żyli: osobno. Świat nasz własny i jedyny musi nam wystarczyć do śmierci i po śmierci. Byle tylko nie zgłębiać tej myśli do końca, byle tylko nie przemyśleć tego fizycznie. Obumieranie rąk, mącenie się myśli, sen wieczysty przeżyty naprawdę: wtedy chwyta paroksyzm piekielnego, kurczowego strachu. Odejdziemy tak, jakeśmy naprawdę żyli: osobno. Zawsze pomiędzy potwornie wielkim światem i potwornie wielkim niebem, samotni".
 
Jarosław Iwaszkiewicz (z książki Księżyc wschodzi) 

piątek, 31 stycznia 2014

"Morze bezsensownego zła"

Jarosław Iwaszkiewicz, 1963


Z dzienników Jarosława Iwaszkiewicza

26 sierpnia 1962 roku

Ja tylko tak udaję, że się nocy nie boję... Chodzi się po tym świecie, gada, pracuje, je, śpi i chędoży, tworzy się „dzieła sztuki”, ale to wszystko jest udawanie. Chodzi się i robi się to wszystko z zamkniętymi oczami, aby nie widzieć tego, co nas otacza naprawdę. Morze bezsensownego zła, z którego wynurzają się coraz nowe, coraz większe nonsensy. Góry kłamstwa, do którego tak przyzwyczailiśmy się, że sami kłamiemy z ironicznym uśmiechem. Najpoważniejsi ludzie mówią o „nowym” człowieku – bez mrugania okiem, chociaż wiedzą, że żaden nowy człowiek nie istnieje: jest wciąż ten sam stary człowiek, który sam na siebie zastawił najstraszliwsze sidła, pojmał się w nie i szarpie się bez żadnych rezultatów. Okropność męki owadów, zwierząt, człowieka. Wszystko trzeba przyjmować tak, jakby to miało jakieś znaczenie, a znaczenia to nie ma.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Smutek i zachwyt

Foto Agencja PAP

"Dwa doznania przeważają u Iwaszkiewicza: smutek i zachwyt. Zwykle pojawiają się osobno, jednak jest coś, co je łączy. Łzy. Iwaszkiewicz to bodaj największa beksa polskiej literatury. Płacze cały czas: przy czytaniu Konopnickiej, patrząc na zachód słońca, słuchając muzyki, siedząc w kinie, tęskniąc do Błeszyńskiego, ale też wtedy, gdy jest sam i ta samotność jest nie do zniesienia. W tej trwałej dyspozycji do płaczu Iwaszkiewicz przypomina Ciorana. Co ciekawe, z Cioranem Iwaszkiewicz spotyka się także w dwóch innych wymiarach. Jak on, ciało uważa za klęskę człowieka i jak on wie, że brud cielesności oczyszcza się najskuteczniej przez muzykę. Gdzie znaleźć tu miejsce dla łez? W sferze pośredniej, między ciałem i muzyką, między radością i smutkiem, między nadmiarem i brakiem, między miłością i samotnością, w tej sferze pośredniej, w której, chcąc nie chcąc, ulokował się ze swoim smutno-ekstatycznym życiem Jarosław Iwaszkiewicz. W recenzji Tataraku Maria Danilewiczowa pytała, dlaczego w nowelach Iwaszkiewicza wszyscy mężczyźni płaczą. Odpowiedź zirytowanego pisarza: »Bo wszystkie nowele są o mnie, droga pani Danilewiczowa«. Bo »wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę«, jak napisał w jednym z piękniejszych swoich ostatnich wierszy, musi jakoś żyć. Ni tu, ni tam. »Poza życiem«. Płacząc."

Fragment znalazłem i bezwstydnie oraz bezwzglednie skopiowałem z bloga Kocham, lubię, szanuję, a pochodzi on z: Michał Paweł Markowski, Wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę [w:] tegoż, Słońce, możliwość, radość, Czarne, Wołowiec 2010, s.67.

poniedziałek, 28 maja 2012

Dzień z życia pisarza (18) - Jarosław Iwaszkiewicz

Jarosław Iwaszkiewicz
W PODRÓŻY, WIOSNA 1953

7.30 - Przebudzenie w wiedeńskim hotelu Erherzog Rainer. "Nocowałem dość dobrze" - zapisze.

8.30 - Śniadanie. Wspomnienie spaceru po mieście poprzedniego wieczora: "Drogo, pusto i obrzydliwie".

10.00 - Z polskim urzędnikiem do ambasady chilijskiej - korowody w sprawie natychmiastowego wystawienia wizy.

11.20 - Załatwienie wizy w poselstwie szwajcarskim.

12.20 - Pociąg do Pragi, skąd nazajutrz pojedzie do Zurychu, by złapać samolot linii SAS do Santiago na Kontynentalny Kongres Kultury. "Na szczęście, pomimo że czeka mnie domniemana olbrzymia podróż, mam ze sobą mało rzeczy" - "kochaną pamiątkową walizkę lotniczą" (paryski prezent od Jerzego Borejszy) i mały neseserek, służący głównie do zbierania naklejek hotelowych". Do tego "kilogram pomarańcz na drogę".

22.00 - Dworzec w Pradze. Po drodze lektura "Ziemi złotych płodów" Jorge Amado. "Zabrałem ze sobą oryginał i przekład. Sprawdzam to dla nowego wydania w PIW".

24.00 - Sen po lekkiej kolacji. Przed zaśnięciem rozmyślania o przelocie nad Andami.

Foto PAP

Źródło: Marcin Sendecki "Dzień z życia sławnego pisarza", "Książki", NR 1 (4) marzec 2012, s. 44.