Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murakami Haruki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murakami Haruki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 marca 2014

Haruki Murakami: In search of this elusive writer - dokument BBC

Haruki Murakami

Prawdziwa gratka dla wszystkich fanów Murakamiego. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć, to polecam ten obszerny dokument BBC. O Autorze, o jego książkach, o Japonii, o gadających kotach, kobiecych uszach, maratończykach, starych winylach i jazzowych standardach.







sobota, 20 października 2012

Hard-boiled Wonderland

Hard-boiled wonderland - winda, bezdźwięk, otyłość

Winda wznosiła się z minimalną prędkością. W każdym razie zdawało mi się, że jechała w górę. Nie byłem jednak tego pewien. Poruszała się tak niemrawo, że w końcu straciłem orientację. Być może jechała w dół, być może stała w miejscu. Wziąwszy pod uwagę całą sytuację, postanowiłem - wyłącznie dla własnej wygody - że winda jedzie w górę. Nie miałem jednak żadnych podstaw, aby tak sądzić. Tymczasem może wjechała dwanaście pięter w górę, trzy w dół i objechała ziemię dookoła?
Winda ta w niczym nie przypominała ulepszonej wersji studziennego wiadra, jaką była tania i prosta winda w moim domu. Trudno uwierzyć, że urządzenia tak odmienne mogą służyć do tego samego celu, mieć ten sam mechanizm i tę samą nazwę. Obydwie windy dzieliła tak ogromna przepaść, jak tylko można sobie wyobrazić.

czwartek, 4 października 2012

Kronika ptaka nakręcacza - Haruki Murakami

Haruki Murakami i jego kot Kafka
Sroka złodziejka

czerwiec i lipiec 1984 roku

1. O wtorkowym ptaku nakręcaczu, sześciu palcach i czterech piersiach

Telefon zadzwonił, gdy gotowałem w kuchni makaron. Pogwizdywałem uwerturę do Sroki złodziejki Rossiniego, wtórując stacji radiowej FM. Była to idealna muzyka do gotowania makaronu. Usłyszałem dzwonek telefonu i najpierw pomyślałem, że go zignoruję. Makaron dochodził, a Claudio Abado właśnie w tej chwili doprowadzał Londyńską Orkiestrę Symfoniczną do muzycznej doskonałości. W końcu jednak zmniejszyłem płomień, poszedłem do pokoju i podniosłem słuchawkę. Może postanowiłem odebrać, myśląc, że któryś ze znajomychdzwoni w sprawie nowej pracy.
- Proszę o dziesięć minut - powiedział nieoczekiwanie kobiecy głos.
Mam dość dobrą pamięć do głosów, lecz tego głosu nie znałem.
- Przepraszam, pod jaki numer pani dzwoni? - zapytałem uprzejmie.
- Dzwonię do pana. Potrzebne mi tylko dziesięć minut. To wystarczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli - powiedziała kobieta. Jej głos był niski,miękki, mało charakterystyczny.
- Żebyśmy się zrozumieli?
- Tak. Zrozumieli, co czujemy.
Wychyliłem się w stronę drzwi i zajrzałem do kuchni. Nad garnkiem z makaronem unosiła się para, a Abado dalej dyrygował Sroką złodziejką.
- Przepraszam panią, ale teraz gotuję makaron. Czy mogłaby pani zadzwonić
później?
- Makaron? - zapytała zrezygnowana. - Gotuje pan makaron o pół do
jedenastej rano?
- A co to panią obchodzi? Mogę sobie jeść, co chcę i kiedy chcę - powiedziałem
trochę urażony.
- To prawda - odrzekła kobieta suchym, pozbawionym wyrazu tonem.
Jej głos zupełnie się zmieniał pod wpływem najmniejszego wahania nastroju.
- Wszystko jedno. Zadzwonię później.
- Chwileczkę - powiedziałem pospiesznie. - Jeśli próbuje pani coś sprzedać, nic z tego nie będzie, choćby nie wiem, ile razy pani dzwoniła. Jestem teraz bezrobotny i nie stać mnie na żadne zakupy.
- Wiem, niech się pan nie martwi.
- Co pani wie?
- Ze jest pan bezrobotny. Wiem o tym. Więc mech pan lepiej szybko dogotuje ten swój drogocenny makaron.
- A pani właściwie… - zacząłem, ale kobieta się rozłączyła, nagle i bez uprzedzenia.
Stałem tak, patrząc na słuchawkę, pełen uczuć, którym nie mogłem dać upustu. Wkrótce jednak przypomniałem sobie o makaronie i poszedłem do kuchni. Wyłączyłem gaz i odlałem makaron na sitko. Z powodu telefonu zrobił się trochę za miękki jak na al dente, ale można go było jeszcze uratować. Żebyśmy się zrozumieli?, myślałem, jedząc makaron. Abyśmy w dziesięć minut dobrze zrozumieli, co czujemy? Nie mogłem pojąć, co ta kobieta próbowała mi powiedzieć. Może to był po prostu żart. Albo jakaś nowa metoda sprzedaży? Nieważne. Nic mnie to nie obchodzi. Usiadłem znów na kanapie i próbowałem zabrać się do czytania pożyczonej z biblioteki powieści, lecz spoglądałem co pewien czas na telefon. Męczyła mnie myśl o tym, o co mogło chodzić tej kobiecie, gdy mówiła o zrozumieniu się w dziesięć minut. Właściwie jak można się zrozumieć w dziesięć minut? Na samym początku wyraźnie powiedziała, że chodzi o dziesięć minut, i wydawała się dosyć pewna tego czasowego ograniczenia, które sama sobie wyznaczyła. Być może dziewięć minut to za mało, a jedenaście okazałoby się za wiele. Tak samo jak w przypadku gotowania makaronu al dente. Gdy tak rozmyślałem, odechciało mi się czytania. Postanowiłem zabrać się do prasowania koszul. Od dawna, kiedy mam w głowie zamęt, zawsze prasuję koszule. Proces prasowania dzielę na dwanaście etapów. Zaczynam od wierzchu kołnierzyka (1), a kończę na mankiecie lewego rękawa (12). Prasuję po kolei, odliczając etapy jeden po drugim. Jeśli tak tego nie robię, nic z prasowania nie wychodzi. Uprasowałem trzy koszule, upewniłem się, że na ostatniej nie ma zmarszczek, i powiesiłem je na wieszaku. Wyłączyłem żelazko, schowałem je razem z deską do szafy i wtedy uświadomiłem sobie, że nieco rozjaśniło mi się w głowie. Postanowiłem napić się wody i ruszyłem w stronę kuchni, gdy znów zadzwonił telefon. Trochę się zawahałem, ale w końcu postanowiłem odebrać. Jeśli to znów ta kobieta, powiem jej, że właśnie prasuję, i się rozłączę. Okazało się, że dzwoni Kumiko. Zegar wskazywał pół do dwunastej.

czwartek, 14 czerwca 2012

Pisarze o pisaniu (16) - Haruki Murakami

Haruki Murakami
"Mój styl sprowadza się do następujących rzeczy: Po pierwsze, nigdy nie umieszczam w zdaniu więcej sensu, niż to bezwzględnie konieczne. Po drugie, zdania muszą mieć rytm. Nauczyłem się tego z muzyki, szczególnie z jazzu. W jazzie to właśnie wspaniały rytm umożliwia wspaniałą improwizację. Wszystko sprowadza się do pracy stóp. Żeby utrzymać rytm, nie może być zbędnego balastu. To nie znaczy, że w ogóle nie powinno być balastu - ma go być dokładnie tyle, ile potrzeba. Trzeba usunąć nadmiar tłuszczu".[1]

"Trzecia cecha [oprócz oszczędności i rytmu], którą staram się nadać swojemu stylowi, to humor. Chcę sprawić, żeby czytelnik śmiał się na głos. chcę również, żeby ludziom włosy stawały dęba, a serca biły szybciej. Kiedy napisałem pierwszą książkę, kilku znajomych zadzwoniło do mnie z pretensjami dotyczącymi nie samej powieści, lecz tego, że od czytania zachciało im się piwa. Jeden kolega powiedział, że musiał przerwać lekturę i pójść po piwo do sklepu. Resztę książki przeczytał, popijając. Takie skargi bardzo mnie radowały. Zrozumiałem, że pisząc, mogę wywierać wpływ na ludzi. Pewna liczba osób zapragnęła napić się piwa, tylko dlatego, że przeczytali coś, co napisałem. Nie macie pojęcia, jak mnie to ucieszyło. Było też kilka osób, które znalazły się w kłopotliwej sytuacji, bo wybuchały głośnym śmiechem przy lekturze mojej książki w metrze. Pewnie powinno mi być przykro, bo naraziłem te osoby na wstyd, ale ich historie tylko sprawiają mi przyjemność.

Norwegian Wood, jako książka o miłości, wywołała zupełnie inne efekty. Dostałem wiele listów od czytelników, którzy po lekturze mieli ochotę się kochać. Pewna młoda dama opisała, jak czytała książkę całą noc, a gdy skończyła, zapragnęła natychmiast spotkać się ze swoim chłopakiem. O piątej rano wśliznęła się przez okno do jego mieszkania i obudziła go, żeby się z nim kochać. Współczułem chłopakowi, ale list tej młodej damy bardzo mnie uszczęśliwił. To, co napisałem, wpływało na czyjeś zachowanie gdzieś na świecie. Od pisania książek wymagających złożonych objaśnień i przypisów wolę pisać słowa, które faktycznie poruszą czytelnika".[2]

"Jeśli mój styl ma w sobie coś, co przyciąga ludzi, to chyba tę właściwość, że nawet kiedy staczam się w najgłębsze otchłanie samotności, dostrzegam w tym właśnie pewien specyficzny humor. I przynajmniej tej cechy będę się starał z wiekiem nie zatracić".[3]

_______________________________________________
[1] s. Z wykładu Murakamiego pt. The Sheep Man and the End of the World, wygłoszonego po angielsku w Berkeley [w]: Jay Rubin Haruki Murakami i muzyka słów, przełożył Wojciech Górnaś, Muza, Warszawa 2008, s. 12.
[2] Wykład im. Uny [w]: Jay Rubin Haruki Murakami i muzyka słów, przełożył Wojciech Górnaś, Muza, Warszawa 2008, s.177-178.
[3] Korespondencja prywatna z 13 sierpnia 2001 [w]:  Jay Rubin Haruki Murakami i muzyka słów, przełożył Wojciech Górnaś, Muza, Warszawa 2008, s.354.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Spotkanie Murakamiego z Raymondem Carverem

Raymond Carver i Tess Gallagher
"Spotkanie z Carverem i jego żoną, poetką Tess Gallagher, w ich domu Sky House na Półwyspie Olimpijskim w stanie Waszyngton, było celem pierwszej literackiej pielgrzymki Murakamiego tego lata [1984]. Choć wizyta trwała nie dłużej niż dwie godziny, wywarła silne wrażenie na całej czwórce. Carver był bardzo zajęty pisaniem, ale czuł się zobowiązany wygospodarować czas na spotkanie z tłumaczem, który specjalnie przyjechał do niego aż z Japonii. Tess Gallagher opowiada, że "Ray był przejęty i niemal jak dziecko cieszył się na spotkanie z Murakamim, żeby zobaczyć, kim jest ten człowiek i czemu pisarstwo Raya doprowadziło do spotkania tych dwóch mieszkańców Ziemi". Haruki i Yoko [żona Murakamiego] przybyli wczesnym przedpołudniem i zostali podjęci herbatą oraz wędzonym łososiem i krakersami. Murakami w swojej relacji ze spotkania pisze, ze miało ono miejsce po tym, jak Carver odstawił alkohol, którego nadużywał.

"Pamiętam, z jakim niesmakiem tamtego spokojnego popołudnia popijał popijał czarną herbatę. Z filiżanką w ręce wyglądał jak niewłaściwy człowiek na niewłaściwym miejscu. Co jakiś czas wstawał i wychodził na zewnątrz zapalić. Przez okno należącego do Tess Gallagher Sky House w Port Angeles dostrzegłem prom płynący do Kanady".[1]

Siedząc na oszklonej werandzie domu, połozonego na szczycie wzgórza, cała czwórka rozpaczała nad śmiercią ptaszków, ktore rozbijały się o szyby. Zastanawiali się nad przyczyną popularności Carvera w Japonii, a Murakami wysunął przypuszczenie, że może to wynikać z opisywanych przez Carvera wielu doświadczanych co dzień upokorzeń - Japończycy dobrze to rozumieją. Rozmowa wywołała u Carvera właśnie tego rodzaju wspomnienia, które później opisał w wierszu The Projectile (Pocisk), zadedykowanym Murakamiemu.

Sączyliśmy herbatę. W uprzejmej rozmowie
szukaliśmy przyczyn sukcesu mych książek w twoim kraju.
rozmowa zeszła na ból i upokorzenie,
które jak twierdzisz w moich historiach
stale się powtarzają. Jest jeszcze element
czystego przypadku. Jak to wszystko przełożyć
na język wskaźników sprzedarzy.
spojrzałem w kąt pokoju.
Przez chwilę znow mialem 16 lat
i jechałem po sniegu sedanem Dadge z lat pięćdziesiątych
z pięcioma czy sześcioma
palantami. Pokazywałem środkowy palec
paru innym palantom [...].

Wywiązała się bitwa na snieżki i "pech chciał", że jedna z piguł trafila "mnie z boku/w głowę tak mocno, że pękł mi bębenek w uchu", a silny ból wywołał łzy upokorzenia w obecności kolegów. Zwycięski "palant" odjechał swoim samochodem i pewnie nigdy więcej o tym zdarzeniu

nie pomyślał. bo i po co?
Tyle zawsze innych tematów do myślenia.
Po co miałby pamietać jakiś tam samochód,
który wpadł na chwilę w poślizg, a potem skręcił
i zniknął za rogiem?
Uprzejmie wznosimy filizanki z herbatą.
W pokoju, do którego na chwilę wszedł ktoś jeszcze.[2]

Oczywiście wówczas jeszcze nie były dostępne angielskie przeklady książek Murakamiego i Carver nie mógł nawet podejrzewać, jak bardzo ta myślowa wycieczka w przeszlość prezypomina świat powieści jego japońskiego tlumacza. Tess Gallagher wspomina, że murakami przedstawil sie jako tlumacz i że co jakiś czas zapadala cisza, bo nie miał jeszcze dużej wprawy w mówieniu po angielsku, ale że "było jasne, jak duzym przeżyciem dla niego jest spotkanie z Rayem" Później Carver z żoną zgodnie stwierdzili, że czują się z tą wyjatkową parą w jakiś sposób związani. Na Murakamim w pierwszej kolejności zrobila wrażenie imponująca postura Carvera, poza tym miał poczucie więzi z tym Amerykaninem, którego szczere, proste pisarstwo było tak bliskie jego własnemu. Mimo fundamentalnych różnic w literackim sposobie opisu świata (Carver skupia się na napięciach emocjonalnych towarzyszących miedzyludzkim relacjom, a Murakami zgłębia indywidualną psychikę i jej fantazje), Murakami, zainspirowany stylem Carvera postanowił przetłumaczyć całą jego twórczość.

W roku 1987 państwo Murakami umieścili w swym domu specjalne łóżko, bo spodziewali się gościć u siebie Carvera (187 cm wzrostu) podczas jego wizyty w Japonii [...]. Ramę łóżka zrobił stolarz, a materac futon (2x1,5 metra) powstał w warsztacie, który należał przed smiercią do ojca Yoko. Jednak nowotwór uniemozliwił Carverowi przyjazd. Pierwszego września miał operacje, podczas której usunięto mu trzy czwarte jednego płuca, a w następnym roku zmarł. Murakami nie mógł uwierzyć w wiadomość o jego smierci. "Wyobrażałem sobie, jaką męką dla tak dużej osoby musiało być takie długie umieranie. Przywodziło mi to na myśl bardzo powolny upadek ogromnego drzewa". Czuł, ze w osobie Carvera stracił dobrego przyjaciela; razem z Yoko utrzymują do dziś bliskie kontakty z Tess Gallagher. Ona z kolei, wiedząc, ile Carver znaczył dla Murakamiego, wysłała mu na pamiątkę buty Carvera. Portret Carvera i Tess jest jedną z nielicznych fotografii wiszących na ścianach w tokijskim mieszkaniu państwa Murakamich".

[1] A Literary Comrade, s.133.
[2] Raymond Carver All of Us: The Collected Poems, s.146-148.

„Haruki Murakami i muzyka słów” Jay Rubin, przełożył Wojciech Górnaś, pod redakcją Anny Zielińskiej-Elliott, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2008, s.110-113.

piątek, 25 maja 2012

Pisarze o pisaniu (6) - Haruki Murakami

Haruki Murakami
„Pisanie książki jest, moim zdaniem, bardzo osobliwą czynnością [...]. Ilekroć to robię, gdzieś w głębi mojego mózgu jest myśl o śmierci. W zwykłych okolicznościach o śmierci nie myślę nigdy. Podobnie jak większość zdrowych ludzi dobiegających czterdziestki, niezwykle rzadko postrzegam śmierć jako coś, co może mi się przydarzyć lada chwila. Ale jak tylko zabiorę się za pisanie jakiegoś dłuższego tekstu, w moim umyśle mimowolnie zaczyna się krystalizować obraz śmierci [...] i to uczucie nie opuszcza mnie aż do chwili, kiedy napisze ostatnia linijkę. Zawsze się to dzieje i zawsze jest tak samo. Pisząc, powtarzam w myślach: „Nie chcę umierać, nie chcę umierać, nie chcę umierać. Przynajmniej dopóki nie skończę tej książki, absolutnie nie chcę umierać. Sama myśl, że mógłbym umrzeć, nie skończywszy książki, doprowadza mnie do łez. Może to nie będzie żadne wielkie dzieło, które wpisze się w historię literatury, ale przynajmniej jest ono mną samym. Mówiąc jeszcze dobitniej – jeśli nie skończę tej książki, to moje życie przestanie być naprawdę moim życiem”. Takie mniej więcej myśli zawsze kłębią mi się w głowie podczas pisania powieści i mam wrażenie, że im jestem starszy i im bardziej rozwija się moja pisarska kariera, tym silniejsze staje się to uczucie. Czasem wyciągam się na podłodze, wstrzymuję oddech, zamykam oczy, wyobrażam sobie, że umieram [...], i po prostu nie mogę tego znieść”.

Dalej pisze, że czasem budzi się rano ze słowami modlitwy na ustach: „Proszę, chcę pożyć jeszcze chociaż trochę. Potrzeba mi jeszcze tylko trochę czasu”. Zastanawia się czy to modlitwa do jakiegoś boga, czy może do losu. A może po prostu śle swoje modły w kosmos, jak ci naukowcy, którzy nadają sygnały, licząc, że odbierze je pozaziemska cywilizacja? W tym okrutnym, niedoskonałym świecie jesteśmy otaczani przez śmierć. „Jeśli się przez chwilę nad tym chłodno zastanowić, to aż dziw, że udało się nam przeżyć tak długo”.