![]() |
| Bibliotekarz, Giuseppe Arcimboldi |
"Uważnie śledzę, jako książkowy fetyszysta, gazetową debatę o e-bookach, o przyszłości książki, która, jak wiadomo, wygląda nieco ponuro, ale jest to debata kluczowa, uważam, przy niej taki, dajmy na to, grecki kryzys ekonomiczny to jest w ogóle śmieszna rzecz. W kontekście dziejów ludzkości grecki kryzys to jest rzecz zupełnie niszowa, w przeciwieństwie do przyszłości książki, która jest sprawą globalną.(...)
Pytanie, czy e-booki są przyszłością czytelniczą, czy elektroniczne książki czytane na tabletach czy innych czytnikach w rodzaju Kindle'a wyprą książki drukowane, jest pytaniem zasadniczym. to jest dla mnie fundamentalny spór cywilizacyjny, choć mam świadomość, że przyszłość mojego papierowego imperium w starciu z elektronicznymi czytnikami jest mniej więcej tak świetlana jak cywilizacji prekolumbijskich w momencie, gdy u brzegów Ameryki wylądowali konkwistadorzy.
(...) Idzie mi tu o formę książki, dla mnie, niestety jako dinozaura, na którego rozkojarzony łeb leci właśnie wielki meteoryt, książka, prócz treści, musi zawierać w sobie papier, jego fakturę, okładkę, miękką lub twardą,, oraz zapach. Książka, która nie pachnie, traci wszak tak wiele ze swej książkowości; inaczej pachnie nowa książka, mamiąca rozkoszną wonią świeżego druku, inaczej książka, która wchodzi w wiek dorosły, a potem średni, gdy ten papier powoli zaczyna żółknąć, a potem, gdy się starzeje, zaczyna zalatywać lekką stęchlizną, która też przecież ma swój oszałamiający urok. Trąci to być może pewnym odstępstwem od normy czy też, mówiąc jaśniej - zboczeniem; jestem jakimś zboczonym konserwatystą wierzącym wciąż w papier, ale ja uwielbiam wręcz wąchać książki. Książka bezwonna, bez okładek, bez papieru, książka czytana na cienkim monitorze, książka niestarzejąca się, której strony nie żółkną, książka właściwie niezniszczalna - to wizja, która jednakowoż nieco mnie przeraża, to jest dla mnie jakiś - zdobędę się na brawurę - projekt totalitarny. (...) Projekt, którego efektem będzie koniec księgarń, gdzie można mitrężyć czas, gubić się pomiędzy półkami, wyciągać z nich woluminy, kartkować (wąchać też, a jakże), prowadzić brutalną wewnętrzną wojnę z samym sobą, czy kupić, czy nie kupić, a jeśli kupić, to teraz czy następnym razem, zatem zapominając o upływającym czasie - bo księgarnia to miejsce poza czasem - obmacywać książki i wybierać upragnioną, jeśli to wszystko miało by zginąć razem ze zwycięstwem e-booków, to niechaj i ja też zginę.
![]() |
| Antykwariat Shakespeare and Co. |
Książka to jest i pamięć, i zapominanie jednocześnie, doskonała harmonia, ponieważ jednocześnie pamiętam lektury książek, które stoją u mnie na półkach, ale tak samo zdarza się, iż sięgam po którąś z powieści dawno nieczytanych, wiem z grubsza, o co tam szlo, jak przez gęstą mgłę powracają jakieś sceny, skojarzenia, nazwiska bohaterów, ale jednak przecież wiem, że większość zapomniałem, otwieram pierwsze strony, zaczynam czytać, wracają wspomnienia, staje mi przed oczami czas utracony w całej swej okazałości, czytam znowu po latach i - niechaj będzie mi to wybaczone i zrozumiane - staję się młodszy, staję się tamtejszym, sprzed lat.(...)"
A jakie jest Wasze zdanie o e-bookach? Czy z nich korzystacie? Czy uważacie, że wyprą one tradycyjne papierowe książki? Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami lub też doświadczeniami.
Inne części cyklu Alfabet biblioteki można przeczytać TUTAJ


