 |
| Dashiell Hammett |
A oto, co mu się przydarzyło. Idąc kiedyś na lunch mijał budowę. Właśnie gdy przechodził, z wysokości ósmego czy dziesiątego piętra spadła belka i wyrżnęła w chodnik obok niego. Upadła tuż przy nim, ale o niego nie zawadziła, tylko odprysk płyty chodnika uderzył go w policzek. Zdarł mu jedynie kawałek skóry, ale Flitcraft miał jeszcze bliznę, gdy go widziałem. Wspominając o tym potarł ją palcem z czułością. Mówił, że był oczywiście śmiertelnie przerażony, ale jeszcze bardziej wstrząśnięty. Czuł się jak ktoś, kto nagle odkrył mechanizm życia.
Flitcraft był dobrym obywatelem, mężem i ojcem nie z jakichkolwiek zewnętrznych pobudek, ale ponieważ należał do ludzi, którzy najlepiej się czują, gdy pozostają w zgodzie z otoczeniem. Tak go wychowano. Tacy byli ludzie, z którymi utrzymywał stosunki. Życie, jakie znał, było czyste, uporządkowane, zdrowe i odpowiedzialne. I oto wobec spadającej belki uświadomił sobie, że wcale tak nie jest. On, ten dobry obywatel, mąż i ojciec, mógł zginąć między biurem a restauracją, trafiony spadającą belką.