Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominguez Carlos Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominguez Carlos Maria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 czerwca 2012

Zostaw to, książki są niebezpieczne


"Co roku ofiarowuję przynajmniej pięćdziesiąt książek studentom, ale nie udaje mi się ustrzec przed dodaniem nowej półki, następnego podwójnego rzędu woluminów, książki przesuwają się po domu, milczące, niewinne. Nie potrafię ich powstrzymać. Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie, po co trzymam książki, które tylko w jakiejś dalekiej przyszłości mogą mi się przydać, tytuły odległe od moich zwykłych zainteresowań, takie, które kiedyś przeczytałem i które przez wiele lat nie otworzą ponownie swoich stron. Może nawet nigdy! Ale jak pozbyć się na przykład Zewu krwi, nie niszcząc jednocześnie jednej z cegieł dzieciństwa, czy Greka Zorby, który pieczęcią płaczu położył kres mojej młodości, Dwudziestej piątej godziny i tylu innych, relegowanych przed laty na najwyższe półki, gdzie leżą nietknięte i milczące, ze świętą wiernością, którą przypisujemy sobie. Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Tomy przylepiają się do półek w tym pakcie konieczności i zapomnienia, jakby były świadkami pewnej chwili w naszym życiu, do której nie powrócimy. Ale podczas gdy tam nadal są, uważamy je za część nas samych. Nieraz spostrzegłem, że ludzie odnotowują dzień, miesiąc i rok, kiedy czytali jakąś książkę; budują coś w rodzaju sekretnego kalendarza. Inni piszą swoje nazwisko na pierwszej stronie, zanim komuś książkę pożyczą, zapisują w kalendarzyku, komu ją pożyczyli, i dodają datę. [...] Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję".[1]

"Gromadzi je pan na półkach i wydają się jakąś sumą, ale, proszę wybaczyć, to iluzja. Zgłębiamy rozmaite tematy i po pewnym czasie przekonujemy się, że definiujemy świat czy, jeśli pan woli, szkicujemy trasę jakiejś podróży, z tą przewagą, że możemy zachować jej ślady. Nie jest to proste. To proces, w którym kompletujemy bibliografie; zaniepokojeni wzmianką o jakiejś książce, której nie mamy, zdobywamy ją, pozwalamy prowadzić się do innej. Choć przyznaję, że moje lektury są bardzo ograniczone. Muszę przeczytać cały aparat not, wyjaśnić znaczenie każdego pojęcia i dlatego nie potrafię zasiąść do czytania książki, nie mając jednocześnie dwudziestu innych, aby uzupełnić na przyklad interpretację jednego rozdziału".[2]

"Ja nie piszę na książkach. Robię oddzielne notatki i wkładam je między strony, ktorych dotyczą. [...] Notuję rzeczy, które mnie interesują. Skojarzenia. Wskazówki, które prowadzą do innych książek, i refleksje. Są to notatki czytelnika".[3]

"Ze smutkiem zdałem sobie sprawę, że mój przyjaciel cierpi na zaburzenia umysłowe. Powiedział mi, że pracuje nad systemem liczb fraktalnych, wystarczająco otwartym, by pozwolić na układanie książek zgodnie z kryteriami dynamicznymi (nigdy nie domniemanymi, podkreślił), bo w gruncie rzeczy nie ma nic tak zmiennego jak oceny literackie. Toteż gdy znajdował rozsądne powody, by wyrwać jakieś dzieło z zapomnienia, lub wykrywał nowe związki z innymi tekstami, zmieniał jego położenie na regałach. Tak namiętnie bronił pomysłu zniszczenia indeksu tematycznego, że na kilka dni zdołał mnie omamić. [...] Ale upierał się, że książki podobne powinny być zgrupowane według innych kryteriów niż banalny podział tematyczny".[4]

"W ciągu kilku dni przyłapałem się na tym, że patrzę na książki z lękiem, walczyłem z pokusą przy stołach z ofertami, a co najgorsze, odsyłałem do magazynu biblioteki, niemal nie rzuciwszy na nie okiem, książki, które docierały do biura z odległych krajów. Przerażała mnie możliwość, że zainteresuję się jedną z nich, wezmę ją do domu i zacznę dodawać nowe członki do tej gigantycznej koloni, która przywierała do ścian i posuwała się wzdłuż korytarzy".[5]
_________________________________________
[2] Tamże, s.43-44.
[3] Tamże, s.48-49.
[4] Tamże, s.58-59. 
[5] Tamże, s.98-99. 

sobota, 10 grudnia 2011

"Dom z papieru" Carlos Maria Dominguez



"Wiosną 1998 roku Bluma Lennon kupiła w pewnej księgarni  w Soho używany egzemplarz "Poezji" Emily Dickinson i kiedy doszła do drugiego wiersza, na skrzyżowaniu potrącił ją samochód."
Mam przed sobą "Dom z papieru" Carlosa Marii Domingueza, niewielką objętościowo, ale bardzo ładnie wydaną książkę z reprodukcją obrazu "Księgarz" Giuseppe Arcimboldiego na okładce. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to książka o książkach, o czytaniu, bibliofilach i bibliomani co samo w sobie jest bardzo interesujące. Z drugiej jednak strony, kiedy skończyłem ją czytać, poczułem się trochę oszukany. Już sam początek, a szczególnie bardzo dobre pierwsze zdanie zapowiadało historię, która mogłaby się okazać powieścią kryminalną, fantasy lub nawet należącą do realizmu magicznego (Dominguez jest bowiem argentyńskim pisarzem).

"Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową.  Tomy przylepiają się do półek w tym pakcie konieczności i zapomnienia, jakby były świadkami pewnej chwili w naszym życiu, do której nie powrócimy. Ale podczas gdy tam nadal są, uważamy je za część nas samych."
"Dom z papieru" to opowieść o obsesji. Carlos Brauer, bibliofil - zbieżność imion z autorem jest być może nieprzypadkowa - uwierzył, że książki mogą wpływać na rzeczywistość i losy ludzi, mieć osobowość i oddziaływać między sobą oraz, że istnieje jakiś magiczny związek pomiędzy książką a jej właścicielem. Bauer próbował stworzyć katalog i system klasyfikacyjny swojej biblioteki według innych kryteriów niż podział tematyczny. Aby umieścić książkę na właściwym miejscu badał jej wzajemne związki z innymi książkami i autorami starając się wykorzystać system liczb fraktalnych. Książki traktował jak ludzi, jadł z nimi kolację, układał je tak, że tworzyły ludzkie sylwetki, by w końcu zbudować sobie w odległym zakątku kraju dom, którego ściany składały się z książek.
"Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek"
Najciekawsze w tej książeczce są rozważania na temat niebezpieczeństw związanych z posiadaniem, gromadzeniem i zbytnim przywiązaniem do książek. Uświadamia nam ona jak łatwo jest przekroczyć granicę pomiędzy miłością do książek, a obłędem. Coś co było tylko hobby może stać się dziwactwem, a w końcu szaleństwem. Bauer był samotny, może warto więc mieć przy sobie kogoś kto przeszkodzi nam w budowaniu "domu z papieru".

Przychodzi mi też na myśl jeszcze inna powieść o obłędzie na punkcie książek, "Auto da fe" Eliasa Canettiego. Książki są tajemnicze, zagadkowe i magiczne. Szkoda, że Dominguez nie wykorzystał w pełni możliwości jakie daje ten temat. Cóż może czeka on na swojego Marqueza, Eco czy Zafona.
"W ciągu kilku dni przyłapałem się na tym, że patrzę na książki z lękiem, walczyłem z pokusą przy stołach z ofertami, a co najgorsze odsyłałem do magazynu biblioteki, niemal nie rzuciwszy na nie okiem, książki, które docierały do biura z odległych krajów. Przerażała mnie możliwość, że zainteresuję się jedną z nich, wezmę ją do domu i zacznę dodawać nowe członki do tej gigantycznej koloni, która przywierała do ścian i posuwała się wzdłuż korytarzy."