![]() |
| Fot. André Kertész |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carroll Jonathan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carroll Jonathan. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 maja 2013
Cytat tygodnia (1)
sobota, 25 maja 2013
Małe przyjemności
Te drobne, lecz jakże przyjemne czyny i gesty:
Krojenie czegoś bardzo ostrym nożem.
Mieszanie śmietanki w kawie i przyglądanie się, jak wir zmienia barwę.
Pierwsze wrażenie smakowe, kiedy przez pół dnia nie miałeś nic w ustach.
Wciąganie nowej pary skarpet, zwłaszcza na zmarznięte stopy.
Dotyk psa opierającego się o twoją nogę.
Widok skrzynki pełnej listów, jaki ukazuje się po jej otwarciu.
Wyciągnięcie stosu listów i uświadomienie sobie, że co najmniej jeden z nich wywołuje w tobie dreszcz emocji.
To samo uczucie, gdy na wyświetlaczu telefonu komórkowego pojawia się imię kogoś, z kim szalenie chciałbyś porozmawiać.
Wzięcie do ręki książki, którą od dawna pragnąłeś przeczytać. To uczucie prawie namacalnej bieli nowych kartek, kiedy po otwarciu książki przesuwasz po nich koniuszkami palców.
Zapach cudownych perfum, który zostawia kobieta mijająca cię szybkim krokiem.
Głęboki haust chłodnego, jesiennego powietrza.
Tajemniczy oksymoron oddechu: dmuchasz na zupę, by ją schłodzić, dmuchasz na dłonie, by je ogrzać.
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
Długo gotująca się zupa
![]() |
| Jonathan Carroll |
18.11.2005
Ludzie często mnie pytają: Czy piszesz codziennie? Czy masz stały rozkład zajęć? Siadasz o dziewiątej i piszesz do czwartej? Coś w tym stylu? Moja ulubiona anegdota o tym, jak pracują pisarze — oraz, jak mniemam, wszyscy artyści — pochodzi od znajomego pisarza. Któregoś dnia żona weszła do jego gabinetu i zastała go leżącego na kanapie, z oczami wlepionymi w sufit. Zapytała go ostrym, poirytowanym głosem: „Leżysz jak kłoda od paru godzin. I co przez ten czas «zrobiłeś»?” Na co mój znajomy odpowiedział ze spokojem: „Pisałem”. I nie kłamał. Pisanie bowiem nie sprowadza się li tylko do przelewania słów na papier. Idzie się ulicą i myśli o konkretnej postaci albo sytuacji, nad którą się pracuje. Nowy znajomy opowiada ci przy kawie ciekawą historyjkę, a ty zaraz kombinujesz: „Mógłbym wykorzystać tę opowieść, gdybym ją trochę skrócił i przerobił”. W telewizji pokazuje się czyjeś zabawne nazwisko, a ty sięgasz odruchowo po długopis i kartkę papieru, aby je zapisać: ono musi się pojawić w twoich książkach. Słyszysz piosenkę, widzisz oszpeconą lub piękną twarz, doświadczasz nowego zapachu, poznajesz kogoś, kto ciągle się z tobą kłóci… Wszystko to wpada do wielkiego kotła, który nieustannie bulgocze w twojej głowie. To jedna z tych długo gotujących się zup, którą najlepiej trzymać na małym ogniu. Trzeba nieco czasu, aby składniki i aromaty wymieszały się ze sobą i dały coś nowego, niepowtarzalnego.
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
piątek, 24 maja 2013
„Czy to, co napisałem, jest rzeczywiście ciekawe?"
![]() |
| Jonathan Carroll |
06.12. 2005
Jako czytelnik dochodzę do wniosku, że autorzy większości blogów zakładają błędnie, iż to, co zrobią czy pomyślą w ciągu dnia, zainteresuje innych ludzi. Tę fałszywą przesłankę pogrąża dodatkowo fakt, że piszą o swoich rutynowych czynnościach ze wszystkimi nudnymi szczegółami. Biorą byle jakie słowa i zwroty, nie cyzelują ich, nie próbują doszlifować swoich myśli i przeżyć. Wczoraj czytałem blog, którego autor poszedł do restauracji Starbuck’s i zastanawiał się, którą kawę ma wybrać. Ot, i cała historia. Trzysta słów dylematu: czy wziąć cappuccino czy moccacino? Jedną z najlepszych lekcji, jakich udzielił mi ostry, ale dobry nauczyciel na zajęciach z twórczego pisania, była prosta uwaga o napisanym przeze mnie wierszu: „Być może tobie, Carrołl, temat wydaje się interesujący, ale sposób, w jaki go ująłeś, nie jest w stanie zainteresować innych”. Błogi dały każdemu możliwość publikowania swojej twórczości. Ale jeśli ktoś zamierza publikować, to odpowiada przed swoją publicznością, jakakolwiek by ona była. Zanim przyciśnie guzik „wyślij”, powinien zadać sobie pytanie: „Czy to, co napisałem, jest rzeczywiście ciekawe? Czy wyraziłem to najlepiej, jak umiem? Czy tylko zarzucam kogoś tam, w eterze, głupstwami mojego dnia codziennego?”
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
Bob Dylan i rower Tołstoja
30.09.2005
Pewnego razu, kiedy Bob Dylan zwiedzał Rosję, trafił na położoną pod Moskwą posiadłość Lwa Tołstoja, po której oprowadził go przewodnik. Dylan pisze w swoich wspomnieniach, że główną atrakcją tego dnia było to, że przewodnik pozwolił mu się przejechać na rowerze Tołstoja. Ten obrazek sprawił, że uśmiechałem się przez dwa dni: Bob Dylan objeżdżający pańskie włości na rowerze staruszka.
Jonathan Carroll Oko dnia (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
piątek, 26 kwietnia 2013
Hollywoodzka opowieść
02.09.2004
Hollywoodzka opowieść sprzed lat: miałem umówione spotkanie z bardzo wpływowym producentem, który był akurat chwilowym pupilem wytwórni filmowych. Jak niosła wieść gminna, facet mógł nakręcić każdy film, bo miał ostatnio na swoim koncie same przeboje. Zadzwoniła do mnie jego kierowniczka produkcji i oświadczyła, że szef osobiście poprosił o spotkanie ze mną, ponieważ nadzwyczaj podobają mu się moje książki. Byłem zachwycony i podekscytowany. Doszły mnie słuchy, że producent ten słynie z wytwornych strojów. Tego dnia więc postarałem się wyglądać jak najlepiej. Miałem włoską koszulę Borrellego w niezwykłym odcieniu, której dotąd nie włożyłem, toteż uznałem, że tego dnia należy ją wyprawić w dziewiczy rejs. Koszula Borrellego, najlepszy garnitur, wyglansowane buty — i w drogę!
Gdy dotarłem do biura wytwórni, miałem wrażenie, jakbym znalazł się na planie Obywatela Kanea. Ledwie wszedłem, powitała mnie wystrzałowa sekretarka i powiodła przez ciąg pięknych pokoi wypełnionych światłem i bukietami egzotycznych kwiatów. Kwiatów, jakich nigdy przedtem nie widziałem na oczy. Kolejne, znacznie większe pomieszczenie, następne wystrzałowe sekretarki, jeszcze więcej światła i kwiatów… Wreszcie dotarłem do JEGO biura. Czekała tam na mnie kierowniczka produkcji, ubrana w przerażająco szykowny, czarny męski garnitur. Wymieniliśmy uścisk dłoni, po czym otworzyła drzwi do gabinetu szefa.
Wnętrze biura nie ustępowało rozmiarami boisku do koszykówki. Było OGROMNE. Daleko po drugiej stronie pokoju siedział szef. Spieniony na twarzy wydzierał się przez telefon, złorzecząc komuś po drugiej stronie połączenia. Wyglądał, jakby chciał go zabić. „O, wspaniale — pomyślałem — będzie miał dobry humor przed naszym spotkaniem”. I wtedy zdarzył się cud: tamten uniósł w końcu spojrzenie znad biurka, zobaczył nas i zastygł w bezruchu. Bez słowa odłożył słuchawkę. Asystentka odezwała się: „Panie X, to jest Jonathan Carroll, powieściopisarz”. Pan X natychmiast zerwał się z krzesła i ruszył do nas z wyciągniętą ręką, jak gdyby chciał się przywitać. Zacząłem podnosić rękę na powitanie, ale w ostatnim momencie dotarło do mnie, że jego dłoń jest uniesiona zbyt wysoko. Ujął w palce moją koszulę i zawołał: „Genialna koszula! Gdzie ją kupiłeś?” Odpowiedziałem mu, a on skinął głową i zapytał: „Kim jesteś?” Powtórzyłem swoje imię i nazwisko, po czym na wszelki wypadek dodałem, że piszę powieści. „Co tu robisz?” „Byłem umówiony na spotkanie”. Spojrzał na mnie, jakbym miał dwie głowy. „Nigdy nie spotykam się z pisarzami. To świry. Pogadaj z nią”. Wskazał na swoją asystentkę i oddalił się.
Gdy dotarłem do biura wytwórni, miałem wrażenie, jakbym znalazł się na planie Obywatela Kanea. Ledwie wszedłem, powitała mnie wystrzałowa sekretarka i powiodła przez ciąg pięknych pokoi wypełnionych światłem i bukietami egzotycznych kwiatów. Kwiatów, jakich nigdy przedtem nie widziałem na oczy. Kolejne, znacznie większe pomieszczenie, następne wystrzałowe sekretarki, jeszcze więcej światła i kwiatów… Wreszcie dotarłem do JEGO biura. Czekała tam na mnie kierowniczka produkcji, ubrana w przerażająco szykowny, czarny męski garnitur. Wymieniliśmy uścisk dłoni, po czym otworzyła drzwi do gabinetu szefa.
Wnętrze biura nie ustępowało rozmiarami boisku do koszykówki. Było OGROMNE. Daleko po drugiej stronie pokoju siedział szef. Spieniony na twarzy wydzierał się przez telefon, złorzecząc komuś po drugiej stronie połączenia. Wyglądał, jakby chciał go zabić. „O, wspaniale — pomyślałem — będzie miał dobry humor przed naszym spotkaniem”. I wtedy zdarzył się cud: tamten uniósł w końcu spojrzenie znad biurka, zobaczył nas i zastygł w bezruchu. Bez słowa odłożył słuchawkę. Asystentka odezwała się: „Panie X, to jest Jonathan Carroll, powieściopisarz”. Pan X natychmiast zerwał się z krzesła i ruszył do nas z wyciągniętą ręką, jak gdyby chciał się przywitać. Zacząłem podnosić rękę na powitanie, ale w ostatnim momencie dotarło do mnie, że jego dłoń jest uniesiona zbyt wysoko. Ujął w palce moją koszulę i zawołał: „Genialna koszula! Gdzie ją kupiłeś?” Odpowiedziałem mu, a on skinął głową i zapytał: „Kim jesteś?” Powtórzyłem swoje imię i nazwisko, po czym na wszelki wypadek dodałem, że piszę powieści. „Co tu robisz?” „Byłem umówiony na spotkanie”. Spojrzał na mnie, jakbym miał dwie głowy. „Nigdy nie spotykam się z pisarzami. To świry. Pogadaj z nią”. Wskazał na swoją asystentkę i oddalił się.
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Kilkanaście subiektywnych pytań
![]() |
| Marcel Proust |
26.04.2005
Francuski powieściopisarz Marcel Proust był zdania, że abyśmy mogli poznać i zrozumieć innych, musimy wpierw znać i rozumieć siebie. Dlatego wymyślił kilkanaście subiektywnych pytań, które powinny nam pomóc ujawnić nasze prawdziwe ja tudzież osobowości ludzi, którzy nas otaczają.
„Co byś w sobie zmienił, gdybyś mógł?”
„Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?”
„Gdzie byś chciał żyć?”
„Kto jest twoim ulubionym bohaterem literackim?”
„Którzy ludzie są twoimi bohaterami?”
„Jaką cechę najbardziej podziwiasz u mężczyzn?”
„Jaką cechę najbardziej podziwiasz u kobiet?”
„Czego najbardziej się lękasz?”
„Jaki jest obecny stan twojego umysłu?”
„Jakie jest twoje ulubione zajęcie (sposób spędzania czasu)?”
„Z którą postacią historyczną najsilniej się utożsamiasz?”
„Którą z żyjących osób najbardziej podziwiasz?”
„Jaką najcenniejszą rzecz posiadasz?”
„Kiedy i gdzie czułeś się najszczęśliwszy?”
„Co najbardziej cię wyróżnia?”
„Jakiej cechy najbardziej w sobie nie znosisz?”
„Jakiej cechy najbardziej nie znosisz u innych?”
„Jaka jest twoja największa ekstrawagancja?”
„Dokąd odbyłeś swoją ulubioną podróż?”
„Czego najbardziej nie lubisz w swoim wyglądzie?”
„Którą cnotę uważasz za najbardziej przereklamowaną?”
„W jakich sytuacjach kłamiesz?”
„Których słów lub zwrotów nadużywasz?”
„Czego najbardziej nie lubisz?”
„Co najbardziej cenisz w przyjaciołach?”
„W jaki sposób chciałbyś umrzeć?”
„Gdybyś po śmierci miał powrócić jako człowiek lub zwierzę, kim lub czym, twoim zdaniem, byś się stał?”
„Gdybyś miał powrócić jako przedmiot, co byś wybrał?”
„Jakie jest twoje życiowe motto?”
„Kto wywarł na ciebie największy wpływ?”
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
Odrobina masochizmu
![]() |
| Jonathan Carrroll |
04.05.2005
Czasami mam ochotę na odrobinę masochizmu — to coś takiego jak chęć, by wziąć do ust świeży chrzan — otwieram wtedy strony księgarni Amazon.com, żeby poczytać recenzje moich książek napisane przez czytelników. Skrajna przesada i zajadła złośliwość niektórych negatywnych recenzji nie przestaje mnie zdumiewać. Ich — jak to się mówi? — zacietrzewienie.
Jeśli mnie nie podoba się jakaś książka, odkładam ją po pięćdziesięciu stronach i zaczynam czytać coś innego. To chyba brzmi logicznie, prawda? Jeśli film nudzi mnie albo denerwuje, to po półgodzinie wyłączam wideo i biorę się do czegoś innego. Jednak ci czytelnicy nie tylko kończą je czytać, ale jeszcze zadają sobie trud, aby wejść do Amazonu i napisać recenzję, w której traktują te książki tak, jakby zamordowały ich matki albo pokradły im oszczędności całego życia.
O co tu chodzi? Nie przypominam sobie, aby jakakolwiek książka, którą przeczytałem, wywołała we mnie aż taką wściekłość. Łącznie z najgorszą lekturą w moim życiu, czyli The Golden Warrior Hope Muntz, którą musiałem przeczytać w dziesiątej klasie na języku angielskim.
Jeśli mnie nie podoba się jakaś książka, odkładam ją po pięćdziesięciu stronach i zaczynam czytać coś innego. To chyba brzmi logicznie, prawda? Jeśli film nudzi mnie albo denerwuje, to po półgodzinie wyłączam wideo i biorę się do czegoś innego. Jednak ci czytelnicy nie tylko kończą je czytać, ale jeszcze zadają sobie trud, aby wejść do Amazonu i napisać recenzję, w której traktują te książki tak, jakby zamordowały ich matki albo pokradły im oszczędności całego życia.
O co tu chodzi? Nie przypominam sobie, aby jakakolwiek książka, którą przeczytałem, wywołała we mnie aż taką wściekłość. Łącznie z najgorszą lekturą w moim życiu, czyli The Golden Warrior Hope Muntz, którą musiałem przeczytać w dziesiątej klasie na języku angielskim.
Jonathan Carroll "Oko dnia" (Carrollblog), przełożył Jacek Wietecki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







