"Wyzwiska także się zmieniają — albo przynajmniej podlegają modzie. Na przykład dwadzieścia lat temu robotnicy londyńscy nałogowo używali słowa bloody. Obecnie całkowicie je zarzucili, choć w powieściach wciąż jeszcze każe się im posługiwać tym epitetem. Żaden londyńczyk z pochodzenia (w wypadku Szkotów czy też Irlandczyków rzecz ma się inaczej) nie użyje obecnie słowa bloody, chyba że odebrał jakie takie wykształcenie. Wyraz ów praktycznie awansował w skali społecznej i utracił charakter wyzwiska używanego wyłącznie przez klasy pracujące. Rozpowszechnionym ostatnio w londyńskiej gwarze przymiotnikiem towarzyszącym każdemu rzeczownikowi jest fucking. Nie ulega wątpliwości, iż słowo to, podobnie jak słowo bloody, wejdzie do salonów, zaś jego miejsce zajmie jakieś inne słowo. Wszystko co dotyczy przeklinania, a zwłaszcza przeklinania w języku angielskim, spowija mgła tajemniczości. Z samej istoty przeklinanie jest tak samo irracjonalne jak magia, bo też i jest ono rodzajem magii. Wiąże się z nim jednak pewien paradoks, oto i on: przeklinając, pragniemy oburzyć słuchaczy i urazić ich uczucia, osiągamy zaś ów cel wspominając o czymś, o czym zwykle się nie mówi — zazwyczaj odnosi się to do czynności seksualnych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orwell George. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orwell George. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 sierpnia 2014
czwartek, 19 grudnia 2013
Lokatorzy Hotel des Trois Moineaux
"W hotelu mieszkali dziwaczni osobnicy. Paryskie dzielnice slumsów wabią takich ludzi — ludzi, którzy zostali dotknięci samotnością i na wpół popadli w obłęd; którzy już nawet przestali udawać, iż są normalni czy też przyzwoici. Nędza zwalniała ich od konieczności przestrzegania obowiązujących norm zachowania, tak jak posiadanie pieniędzy zwalnia od pracy. Niektórzy z lokatorów prowadzili życie tak osobliwe, że doprawdy trudno nawet je opisać.
Tacy na przykład Rougiersowie, para starych łachmaniarzy karzełkowatej postury parających się niezwykłym handlem. Sprzedawali pocztówki na Boulevard St Michel. Cały dowcip polegał na tym, iż znajdowały się one w zapieczętowanych pudełkach, tak jak zdjęcia pornograficzne, choć w rzeczywistości przedstawiały fotografie zamków nad Loarą; nabywcy odkrywali to poniewczasie i oczywiście nigdy nie zgłaszali reklamacji. Państwo Rougiersowie zarabiali około stu franków tygodniowo i dzięki ścisłemu reżimowi oszczędnościowemu zawsze pozostawali na wpół głodni, na wpół nietrzeźwi. W ich pokoju było tak brudno, że fetor tego brudu wyczuwało się już piętro niżej. Madame F. utrzymywała, że żadne z obojga Rougiersów od czterech lat nie zdejmowało ubrania.
"Typowa paryska dzielnica biedoty"
![]() |
| George Orwell |
15 października 1934
"Rue
du Coq d'Or, Paryż, godzina siódma rano. Z ulicy słychać wściekłe,
ochrypłe wrzaski. Madame Monce, właścicielka niewielkiego hoteliku z
naprzeciwka, wyszła na chodnik, żeby zwymyślać lokatorkę z trzeciego
piętra. Na bose stopy wzuła saboty, siwe włosy opadają jej na ramiona.
Madame
Monce: — Sacree Salope! Ile razy ci powtarzałam, żebyś nie rozgniatała
pluskiew na tapetach? Kupiłaś sobie ten hotel, czy co? Dlaczego nie
wyrzucasz pluskiew przez okno, tak jak inni? Espece de trainee!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


