piątek, 31 stycznia 2014

"Morze bezsensownego zła"

Jarosław Iwaszkiewicz, 1963


Z dzienników Jarosława Iwaszkiewicza

26 sierpnia 1962 roku

Ja tylko tak udaję, że się nocy nie boję... Chodzi się po tym świecie, gada, pracuje, je, śpi i chędoży, tworzy się „dzieła sztuki”, ale to wszystko jest udawanie. Chodzi się i robi się to wszystko z zamkniętymi oczami, aby nie widzieć tego, co nas otacza naprawdę. Morze bezsensownego zła, z którego wynurzają się coraz nowe, coraz większe nonsensy. Góry kłamstwa, do którego tak przyzwyczailiśmy się, że sami kłamiemy z ironicznym uśmiechem. Najpoważniejsi ludzie mówią o „nowym” człowieku – bez mrugania okiem, chociaż wiedzą, że żaden nowy człowiek nie istnieje: jest wciąż ten sam stary człowiek, który sam na siebie zastawił najstraszliwsze sidła, pojmał się w nie i szarpie się bez żadnych rezultatów. Okropność męki owadów, zwierząt, człowieka. Wszystko trzeba przyjmować tak, jakby to miało jakieś znaczenie, a znaczenia to nie ma.

czwartek, 30 stycznia 2014

"Żyć za wszelką cenę"

Kadr z filmu "Kobieta z wydm" Hiroshiego Teshigahary z 1964

"Czy rzeczywiście udało mu się uciec? Rosnąca nadzieja przyśpieszyła bicie serca. Jeśli to prawda - to tym bardziej powinien odpocząć... Nie, jeszcze jeden skok, do następnego wzgórza! Nagle okazało się, że nie może biec. Nogi ciążyły mu okropnie. Ciężar stóp nie był czymś zwykłym. Po prostu zaczął grzęznąć. Zupełnie jak w śniegu - pomyślał i nagle zapadł się do połowy łydek. Zaskoczony, próbował wyciągnąć nogę, lecz wtedy druga noga zapadła się natychmiast po kolana. Co się dzieje? Kiedyś słyszał o “piasku zjadającym ludzi". Szamotał się na wszystkie strony, aby się jakoś wydostać, ale im bardziej walczył, tym głębiej się zanurzał. Obie nogi zapadły się już po uda. A więc to była pułapka! Ich celem nie było wcale morze, ale to miejsce. Chcieli go zlikwidować, nie zadając sobie nawet trudu, by go schwytać! Likwidacja jak się patrzy. Nawet magik z czarodziejską chusteczką nie poradziłby sobie tak łatwo. Powieje wiatr i wszystko zniknie. Nawet najlepszy pies policyjny będzie tu bezsilny. Teraz tym łotrom jest już obojętne, nie muszą się tu pokazywać! Nic nie widzieli i nic nie słyszeli. Głupi przybysz sam się tu zabłąkał i zniknął na zawsze. Dranie, załatwili się z tą całą sprawą nie brudząc nawet rąk. 

wtorek, 28 stycznia 2014

"To nie jest kraj dla starych ludzi" Cormaca McCarthy'ego w nowym przekładzie

"To nie jest kraj dla starych ludzi", jedna z najsłynniejszych powieści McCarthy’ego w nowym tłumaczeniu.

Rok 1980, granica Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Llewelyn Moss poluje na antylopy w okolicach Rio Grande. Niespodziewanie dokonuje makabrycznego odkrycia: ciała zamordowanych mężczyzn, obok paczka heroiny i walizka z dwoma milionami dolarów. Moss zabiera gotówkę, choć doskonale wie, że w ten sposób zmienia swoje życie na zawsze – i z myśliwego staje się zwierzyną…

Doskonały thriller, niezapomniana podróż przez amerykańską „ziemię jałową”, czarny humor i mistrzowski język – piękny, a jednocześnie precyzyjny. Cormac McCarthy w najwyższej formie.

Ktoś może zadawać sobie pytanie, po co nowe tłumaczenie tej książki. Ktoś może powiedzieć, że czytał ją poprzednio i głowy mu nie urwało. Moim zdaniem warto było przetłumaczyć tę książkę na nowo. Po zapoznaniu się z fragmentami oryginału oraz dwóch tłumaczeń, wybieram zdecydowanie tłumaczenie Roberta Sudóła.

Zapraszam na wystawę prac Emilii Dziubak

http://emiliaszewczyk.blogspot.com/2014/01/wystawa.html


Emilia Dziubak "Smacznego"
Galeria Tarnobrzeskiego Domu Kultury
14 stycznia- 16 lutego 2014r.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

niedziela, 26 stycznia 2014

Zmyślenie prawdziwe

"Słaba książka Koestlera Ciemność w południe, którą pozwolę sobie nazwać sentymentalnym wykładem totalitaryzmu, roi się od bredni, o czym już pisałem. Niemniej jest to zmyślenie prawdziwe; Rubaszow rozmawia ze swoim pierwszym sędzią - Iwanowem, który jest jego przyjacielem z lat Rewolucji Październikowej; Iwanow nawet zbytnio się nie wysila, aby przekonać Rubaszowa, iż zostanie skrócony o głowę dla dobra partii. Iwanow powiada: „Co roku miliony ludzi giną z głodu, na skutek chorób, na skutek powodzi i klęsk żywiołowych - dlaczego nie mielibyśmy zabić ileś tam tysięcy ludzi, jeśli przyjmiemy, iż podejmujemy eksperyment mający na celu uszczęśliwienie ludzkości”. Skoro argumentacja Iwanowa nie zdaje się na wiele, miejsce Iwanowa zajmuje Gletkin - młodszy komunista, dziecko Rubaszowa, ale porozumienie ojca z dzieckiem okazuje się niemożliwe. Jeżeli ta powieść posiada jakąkolwiek wartość, to polega ona na konflikcie Rubaszow - Gletkin; ale nie tylko dlatego, że jest to wątek literacko-tradycyjny; to jest po prostu zagadnienie tych niepotrzebnych, którzy muszą odejść. 

Nowości SF (3) - Jeff Noon "TV Ciało"



                                        
w UCZCIE WYOBRAŹNI


Mistrzowski powrót do pierwszej ligi. - SFX

Witamy w nowym interfejsie.
 
TV Ciało opowiada historię Noli Blue: młodej gwiazdy pop, dziewczyny, której każdy zazdrości i której towarzystwa pragną wszyscy. Ma talent, ma przeboje, ma międzynarodową sławę, ma wszystko czego zapragnie.Jednakże, kiedy zaczyna odbierać własną skórą programy telewizyjne, los porywa ją w podróż daleko poza granice pop-gwiazdorstwa, do którego przygotowywała się całe życie.

"Literatura jest zawsze dziełem szaleńców"

"Pozwolę sobie tu na małą uwagę: literatura, rzeczywiście prawdziwa literatura nigdy nie pełniła żadnej choćby najmniejszej funkcji społecznej, nie czyni tego także dzisiaj i na szczęście nie będzie mogła uczynić tego również w przyszłości. Literatura, rzeczywiście prawdziwa literatura jest zawsze dziełem szaleńców, skąpców, opojów, pederastów, jest wspólnym osiągnięciem zbieraniny dziwaków rozmaitego koloru i asortymentu i uchowaj Boże, aby miała kiedyś mieć wpływ na życie społeczne.

"Hemingway z Koluszek"



"Niewiele wtedy wiedziałem o literaturze amerykańskiej.

Faulknera opowiadał mi własnymi słowami Piotr Guzy; Hemingwaya Edward Bernstein; o innych książkach dowiadywałem się w jedyny możliwy dla mnie sposób; upijając swoich interlokutorów i płacąc za nich rachunek w knajpie.

sobota, 25 stycznia 2014

Nowości Fantasy (2) - Steven Erikson "Okaleczony bóg"

 



Ostatni tom Malazańskiej Księgi Poległych. 

Na wojnie przegrywają wszyscy. Tę okrutną prawdę można wyczytać w oczach każdego żołnierza na każdym ze światów…
 
Łowcy Kości maszerują do Kolanse, na spotkanie nieznanego losu. Udręczeni i wyczerpani, są armią stojącą na skraju buntu. Ale przyboczna Tavore Paran nie daje za wygraną. Jeśli zdoła powstrzymać rozkład swych sił, jeśli kruche sojusze, które wykuła, przetrwają, i jeśli będzie to leżało w jej mocy, zamierza uczynić jeszcze jedno. Rzucić wyzwanie bogom.
 

piątek, 24 stycznia 2014

17 książek, które Ernest Hemingway wolałby ponownie przeczytać po raz pierwszy, niż otrzymać milion dolarów

Ernest Hemingway

W 1935 roku Ernest Hemingway napisał jeden z serii artykułów dla magazynu Esquire, w którym wymienił siedemnaście spośród swoich ulubionych książek. Jak stwierdził, wszystkie one były dla niego tak cenne, że wolałby przeczytać je ponownie po raz pierwszy, niż mieć zapewniony dochód w wysokości miliona dolarów rocznie (uwzględniając inflację dzisiaj byłaby to kwota około 16,5 miliona dolarów).

Mężczyźni są szaleni


"Mężczyźni są szaleni. Zawsze to mówiłam. Mój na przykład wariuje na punkcie książek. Rozumiałabym - ciuchy, kasety video, slajdy holo, nawet alkohol. Ale - papier. Zwykły papier?

Nowości SF (2) - Chris Beckett "Ciemny Eden"


                                       
 w UCZCIE WYOBRAŹNI
                                       
 Od 15 stycznia


Powieść zdobyła nagrodę im. Arthura C. Clarke'a, za najlepszą powieść science fiction roku 2013.

Na odległej, obcej i pozbawionej słońca planecie zwanej Edenem, pięciuset trzydziestu dwóch członków Rodziny szuka schronienia w świetle i cieple drzew lampowych.

czwartek, 23 stycznia 2014

Wznowienia fantasy (1) - Dorota Terakowska "Córka czarownic"



Arcydzieło o dojrzewaniu, pierwsza udana próba doścignięcia mistrzów gatunku, takich jak Tolkien czy Le Guin — tak pisze krytyka o tej niezwykle poczytnej baśni fantasy o oryginalnej fabule i skomplikowanej dramaturgii.

10. rocznica śmierci Doroty Terakowskiej



4 stycznia minęło 10 lat od śmierci Doroty Terakowskiej, znakomitej pisarki, której książki pokochało już kilka pokoleń młodych czytelników.

Urodziła się 30 sierpnia 1938 w Krakowie, uczęszczała do Liceum Muzycznego i Gimnazjum im. Joteyki, skąd została dyscyplinarnie usunięta. Maturę zdała w Liceum dla Pracujących w 1955, dyplom z socjologii obroniła w 1965. W latach 1965-1968 była pracownikiem naukowym w Pracowni Socjologii Kultury przy Pałacu pod Baranami. W latach 1969-1981 i od roku 1991 pełniła funkcje redaktora i publicystki "Gazety Krakowskiej", przez wiele lat była też związana z "Przekrojem" (1976-1989) oraz "Zeszytami Prasoznawczymi" (1983-1989). Była współzałożycielem i współpracowniczką "Czasu Krakowskiego" (1990), a także wiceprezesem Spółdzielni Dziennikarzy Przekrój (1995-1999). Należała do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1971-1981), Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (od 1989) oraz Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych (od 1982). 

środa, 22 stycznia 2014

Rozkosze bibliofila



01. Czytać książkę w łóżku, leżąc z prawą nogą przyciśniętą do lewej nogi swojego ukochanego, który... również czyta książkę.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Nowości Fantasy (1): K.J. Parker "Młot"

 "MŁOT" K.J. Parker
 
  Od 24 stycznia


Gignomai jest najmłodszym z braci w obecnym pokoleniu rodziny met'Oc, arystokratycznego rodu zaliczanego niegdyś do najbardziej wpływowych, obecnie zesłanego na odległą wyspę za udział w niemal zapomnianej wojnie domowej.
 
Siedemdziesiąt lat temu, na tym dalekim skrawku lądu założono kolonię. Wedle planów, jej mieszkańcy mieli parać się wydobyciem srebra. Niestety, kruszcu nie znaleziono.
 
Teraz pomiędzy met'Ocami a kolonistami panuje niepewny pokój. Wygnani arystokraci są tolerowani,  jako że jedynie oni posiadają broń – w powszechnej opinii konieczną do obrony przed dzikimi, pierwotnymi mieszkańcami wyspy.
 

niedziela, 19 stycznia 2014

"Był to piękny czas"

Fot. kadr z filmu Piękny dwudziestoletni w reżyserii Andrzeja Titkowa

"Wyjechałem więc do Wrocławia, gdzie zamieszkałem u wuja. Miałem trzymiesięczne stypendium i trochę pieniędzy, które dostałem ze Sztandaru Młodych za moje opowiadanie „Baza Sokołowska”. Był to piękny czas; byłem nareszcie sam, mogłem czytać, pisać, chodzić do teatru - ale nie wiedziałem, co mam robić najpierw. Kiedy zaczynałem pisać - zdawało mi się że powinienem czytać, gdyż to pomoże mi w pisaniu; kiedy czytałem - zrywałem się i wybiegałem na miasto, gdyż wydawało mi się, że powinienem podglądać ludzi; rozmawiałem z ludźmi i wtedy znów wydawało mi się, że tracę czas na rozmowy, a przecież powinienem pisać- Chryste Panie, myślałem, że zwariuję. Czytałem jednego dnia Misia-Czeszkę, drugiego - Balzaka; potem odrywałem się od Dostojewskiego, aby czytać słownik Lindego; nocami szukałem wuja i znów wracałem do swoich książek. Nie wiem, ile książek przeczytałem tego roku we Wrocławiu; przypuszczam, że kilkaset. I z każdym dniem wiedziałem mniej, i z każdym dniem popadałem w rozpacz, że nigdy nie przeczytam tego, co powinienem przeczytać. Wreszcie dano mi Gombrowicza do czytania i wtedy już oszalałem zupełnie.

"Co ja takiego potrafię robić?"

Edward Hopper Wyprawa do świata filozofii

"Komik Garrison Keillor napisał bardzo zabawny esej na ten temat w swojej książce Męskie sprawy*. Pewnego dnia uświadomił sobie, że nie jest wobec siebie szczery jako mężczyzna, usiadł więc, by sporządzić listę swoich silnych i słabych stron.

sobota, 18 stycznia 2014

Czapka

Już na samym początku natrafiamy na pierwszy motyw tematyczny - motyw warstw, czyli struktury piętrowego tortu. Jest jesień 1828 roku. Karol ma trzynaście lat i  pierwszego dnia w szkole cały czas trzyma podczas lekcji czapkę na kolanach.

"Skomplikowane to było nakrycie głowy, coś niby czapka futrzana, rogatywka, okrągły kapelusz i czepek bawełniany jednocześnie; słowem, jedna z tych ubogich rzeczy, których niema brzydota wielką ma siłę wyrazu, jak twarz głupca. Jajowata, wydęta przez fiszbiny zaczynała się trzema równoległymi wałeczkami; potem, przedzielone czerwonym pasem, biegły na przemian raby aksamitu i zajęczej skórki, a wreszcie następował rodzaj woreczka zakończonego kartonowym wielobokiem zdobnym w skomplikowany deseń z sutaszu. Stamtąd, na długim a zbyt cienkim sznureczku, zwisał złoty chwaścik. Była nowa, daszek jej błyszczał. 

"Chętnie przyjmę, że nie jestem całkiem normalny"

Ze Stanisławem Lemem rozmawia Tomasz Fiałkowski.

"— Kiedy czyta się „Wysoki Zamek”, książkę o pańskim dzieciństwie, wchodzi się w obszar poza czasem i historią. Nie ma prawie odbicia wydarzeń zewnętrznych, jest zamknięty świat pasji dziecięcego bohatera. Czy to cecha właściwa odbiorowi rzeczywistości przez dziecko, czy tez pańska szczególna właściwość?
 
— Chętnie przyjmę, że nie jestem całkiem normalny. Opowiem anegdotę — późna sprawa, ale rzuca światło wstecz. Kiedy mój syn studiował fizykę w Princeton — spędził tam cztery lata — utrzymywałem z nim dość intensywną korespondencję. I on się skarżył matce w liście, że ojciec, zamiast pisać o swoim życiu wewnętrznym albo pytać o jego nastroje, pisze o galaktykach, o czarnych dziurach, o zakrzywieniu przestrzeni. Żona moja odpowiedziała mu: życiem wewnętrznym twojego ojca są właśnie czarne dziury i galaktyki. I naprawdę tak jest.
 

piątek, 17 stycznia 2014

Odnaleźć pragnienie swego serca

Muszę odnotować, że zaproszenie w księgarni otrzymałem po kilku latach chrześcijańskiego życia, kiedy przemiana mojego charakteru znalazła się w takim punkcie, że usłyszawszy je, nie miałem ochoty uciekać lub popełnić czegoś głupiego. Spotykałem mężczyzn, którzy wykorzystywali podobne rady jako pozwolenie na porzucenie żony i ucieczką z sekretarką. Zostali zwiedzeni w kwestii, czego naprawdę chcą, do czego zostali stworzeni. W materię świata Bóg wplótł wzór i jeśli go naruszymy, nie możemy mieć nadziei na znalezienie życia. Nasze serca zabłąkały się daleko od domu, dlatego Bóg dał nam Prawo jako światło, aby pomóc nam do niego wrócić. Jednak celem bycia chrześcijaninem jest przemienione serce; zmieniamy się z chłopca, któremu potrzeba Prawa, w mężczyznę, który potrafi żyć Duchem prawa. „Moja rada jest taka: żyjcie wolni, ożywiani i poruszani Bożym Duchem. Wtedy nie będziecie karmić nawyków samolubstwa (..,). Prawo jest bezradne we wprowadzaniu tego; ono tylko to umożliwia" (por. Ga 5,16.23, The Message).

czwartek, 16 stycznia 2014

Monolog żony


- Kochanie, proszę... - przerwał jej mąż. - Może innym razem...
- Co się z tobą dzieje! - krzyknęła. - Czego się wściekasz? Przez cały tydzień się wściekasz. Czy dlatego masz muchy w nosie, że kupiłam tę sukienkę? To ci nie daje spokoju? Czy uważasz, że powinnam kupować kiecki u Macy'ego albo u Alexandra, albo w innych podobnych sklepach? Na litość boską, a może mam sobie sama szyć? No tak, istotnie, kosztowała czterysta dolarów, ale jest elegancka, a muszę przecież mieć co na siebie włożyć. Mam niewiele sukienek. Niezbyt wiele... No tak, dobrze, mam ich mnóstwo i plotę głupstwa. I zaraz zacznie się gadanie. O Jezu, żebyś mógł zobaczyć teraz swoją twarz! Jaki ty jesteś śmieszny!

środa, 15 stycznia 2014

"Co sprawia, że naprawdę żyjesz?"


"Kilka lat temu wertowałem wstęp do pewnej książki. Nagle trafiłem na zdanie, które odmieniło moje życie. Bóg ma do nas stosunek niezwykle osobisty i przemawia w sposób, który jest odpowiedni tylko dla naszego niepowtarzalnego serca — nie tylko poprzez Biblię, ale i przez całe stworzenie. Do Stasi przemawia poprzez filmy. Do Craiga przemawia poprzez rock & rolla (pewnego dnia zadzwonił do mnie po wysłuchaniu Running Through the Jungle, aby powiedzieć, że zapalił się do studiowania Biblii). Do mnie słowo Boże przychodzi na wiele sposobów - w zachodzie słońca, przez przyjaciół, filmy, muzykę, dziką okolicę i książki. Szczególnie przez książki. Kiedy myszkuję w antykwariacie, z tysięcy tomów jeden mówi: „wybierz mnie" — podobnie jak w Wyznaniach Augustyna. Tolle legge — weź i czytaj. Niczym mistrz wędkarstwa muchowego Bóg zarzuca przynętę na krążącego pstrąga. 


wtorek, 14 stycznia 2014

"Wydarzenia powieściowe są nieistotne"

Fot. Andre Kertesz

"To, co się stało w książce, nie jest najważniejsze. To tylko powieść, a wydarzenia powieściowe są nieistotne, po ich przeczytaniu natychmiast się o tym zapomina. Najciekawsze są możliwości, idee, do których nas pobudzają, które w nas zasiewają, poprzez swe fikcyjne przypadki, bo te pozostają w nas bardziej wyraziste niż rzeczywiste wydarzenia i bardziej się nad nimi rozwodzimy" — Honoré de Balzac

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Po prostu Neska

Wabi się Neska, suczka (chociaż w dobie gender to jednak nigdy nic nie wiadomo), czarna, mieszaniec spaniela (wyjątkowo rasowa, jakieś 16 ras w jednym psim ciele), bardzo żywa, mimo swoich 8 lat zachowuje się jak szczeniak i to się już raczej nie zmieni. Okropnie mnie wkurza jej zachowanie, niezmierzona głupota i liczne zachowania kompulsywne, jak kradzież i niszczenie rzeczy (smoczki, zabawki, klocki, chusteczki, kredki etc. etc.), otwieranie pralki i wyciąganie bielizny. Jej głupota dorównuje urodzie i na to się kiedyś złapaliśmy wybierając właśnie ją. Ale pomimo licznych wad, a może właśnie z ich powodu, bardzo ją kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez niej.




Gorący wiatr



"Przez cały wieczór wiał wiatr z pustyni. Jeden z tych suchych, ciepłych wiatrów, które przeciskają się przez przełęcze górskie, schodzą w dół, mierzwią przechodniom włosy, wywołują rozstrój nerwowy i swędzenie skóry. W taki wieczór każda pijatyka kończy się burdą. Łagodne, drobne żony sprawdzają palcem ostrość kuchennych noży, przyglądając się szyjom mężów. Wszystko może się zdarzyć. Bywa nawet, że człowiek dostanie w knajpie uczciwie napełnioną szklankę piwa". [s. 229]

niedziela, 12 stycznia 2014

Ogień, ćma, pająk



"Nie mając nic do roboty, zapalił lampę. Gdy z roztargnieniem zapalał papierosa, dostrzegł pająka - tłustego i ruchliwego - który zataczał kręgi wokół lampy. Byłoby zupełnie naturalne, gdyby to była ćma, ale pająk dążący ku światłu - to bardzo dziwne. Już miał przypiec go papierosem, lecz powstrzymał się w ostatniej chwili. Pająk krążył dalej, zataczając precyzyjnie koło w promieniu piętnastu czy dwudziestu centymetrów, jak sekundnik zegarka. Być może nie była to zwykła fototropia. Krążył tak oczekując na coś, aż wreszcie przybłąkała się ćma. Jej wielki cień zamajaczył kilka razy na suficie, gdy uderzała w szkło lampy, potem usiadła na metalowym uchwycie i trwała w bezruchu. Była to jakaś nieporadna ćma, co nie pasowało do jej wyglądu. Przypalił ją papierosem. Zniszczył jej ośrodek nerwowy i wijącą się z bólu podrzucił na drogę pająka. Od razu rozpoczął się oczekiwany dramat. Pająk rzucił się błyskawicznie i przylgnął do żywej jeszcze ofiary. Potem zaczął krążyć wlokąc za sobą martwą już ćmę. Wydawało się, że mlaskał przy tym językiem w przeczuciu soczystego dania.

Nowości SF (1) : Gene Wolfe "Pokój"


„Złożona, niegodziwa, głęboka i niezwykła powieść jednego z najlepszych amerykańskich pisarzy... To nie tylko jedna z moich ulubionych książek (choć z pewnością nią jest), ale również jedna z nielicznych współczesnych powieści, które podziwiam.”  - Neil Gaiman, autor „Amerykańskich bogów” i cyklu „Sandman”.

„Pokój”, pierwotnie wydany w roku 1975, to dzieło błyskotliwe i urzekające. Pełne melancholii wspomnienia Aldena Dennisa Weera, rozgoryczonego starca spędzającego ostatnie dni życia w małym miasteczku na Środkowym Zachodzie Stanów, w miarę rozwoju historii ujawniają swój nadnaturalny wymiar. Wyobraźnia Weera zdolna jest bowiem unicestwić czas i przeobrazić rzeczywistość, wykraczając poza samą śmierć. „Pokój”, wielki, poruszający i bezkompromisowo szczery, jest jednym z największych dzieł naszych czasów. 


Własny pogrzeb



"Leżąc tego wieczora w łóżku Nailles zaczął rozmyślać i przychodziły mu do głowy dziwne skojarzenia: Hammer i Nailles, młotek i gwóźdź, spaghetti i klopsiki, sól i pieprz, ocet i oliwa, Romeo i Julia, grzmot i błyskawica, jajka i bekon, wołowina i kapusta, szynka i ser, buty i skarpetki, uzda i wędzidło, wędka i spławik, prawda i fałsz, ryby i frytki, frak i biała muszka, panna młoda i pan młody, pies i kot, cukier i śmietana, stół i krzesło, pióro i atrament, gwiazdy i księżyc, łańcuch i kula, śmiech i łzy, mama i tata, wojna i pokój, niebo i piekło, dobro i zło, życie i śmierć, miłość i śmierć, śmierć i podatki... w końcu zasnął i miał sen.

piątek, 10 stycznia 2014

Tajemnica powodzenia w życiu

Tadeusz Konwicki

"Drogą wytrwałej dedukcji rozwiązałem pewną istotną zagadkę. Myślę o tajemnicy sukcesu, powodzenia w życiu. Kierując się pobudkami humanitarnymi, mam obowiązek podzielić się z lekko skołowanymi bliźnimi swoim krzepiącym odkryciem.

Dla jasności sprawy muszę się posłużyć niezbyt wykwintną przenośnią. Otóż wyobraźmy sobie niebo albo to miejsce, gdzie przebywają opatrzność, los czy fatum. Stoją tam niezliczone rzędy kanistrów z indywidualnymi sukcesami każdego z nas, z sukcesami, które, załóżmy to sobie dla wygody, są jakąś płynną substancją. Kanistry te są jednakowe, ani duże, ani małe, raczej takie jakby średnie.

środa, 8 stycznia 2014

Listy pisarzy - James Joyce

James Joyce

Fragmenty listu Jamesa Joyce'a do brata Stanislausa Joyce'a

Rzym, Via Frattina 52

19 sierpnia 1906

"[...] Czy możesz poradzić mi jakieś lekarstwo przeciw sennym koszmarom? Co noc dręczą mnie okropne i przerażające sny: śmierć, zwłoki, morderstwa, w których odgrywam niepokojąco ważną rolę. Jeśli idzie o moje zdrowie, to jadam dobrze. Wczoraj wieczorem zjedliśmy całego pieczonego kurczaka i półmisek szynki, do tego chleb oraz wino - i poszliśmy do łóżka głodni.

Alfabet biblioteki - B jak Bibliofil




Bibliofil – kolekcjoner zakurzonych i pleśniejących, ale dla niego samego pięknych i unikatowych woluminów. Bibliofil dąży do klaustrofobicznego ścieśnienia swojej przestrzeni życiowej przez zajęcie wszystkich ścian swojego domu półkami z książkami.

Potocznica

Wieża Babel, Zbigniew Hinc

Język potoczny – język mieszkańców potoku. Bardzo rozpowszechniony wśród ludzi. Charakteryzuje się występowaniem partykuł se i weź. Stosuje się go do wielokrotnego wydłużania tekstów mówionych, rzadziej pisanych ze względu na nieuznawanie tych wyrażeń przez Radę Języka Polskiego. 


Zasady gramatyczne

W potocznicy, są pewne przyjęte reguły, normy i zasady m. in. stosowanie partykuł „se” i „weź”. Partykuła „se” występuje zawsze obok czasowników osoby I i II liczby pojedynczej i mnogiej. Natomiast partykuła „weź” występuje zawsze w zdaniach trybu rozkazującego np. Weź se zasłoń te okno!, Weź uwal se konika!. Ważną zasadą w tworzeniu pytań jest dodanie na końcu wyrażenia „c`nie" np. jak se wabisz, c`nie?.


wtorek, 7 stycznia 2014

"Nic nie jest rzeczywiste oprócz przypadku"


"Wszystko zaczęło się od pomyłki telefonicznej: głuchą nocą trzy razy zadzwonił telefon i spytano o kogoś całkiem innego. Dużo później, kiedy mógł już się zastanowić, co mu się właściwie przytrafiło, uznał, że nic nie jest rzeczywiste oprócz przypadku. Było to jednak naprawdę dużo później. Początkowo istniało tylko zdarzenie i jego skutki. To, czy sprawy mogły się potoczyć inaczej, czy też wszystko zostało przesądzone w chwili, gdy z ust nieznajomej osoby padło pierwsze słowo, w ogóle się nie liczy. Liczy się sama opowieść i nie jej rzeczą jest osądzać własny sens lub nonsens.
 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Synchroniczność



„Kiedy na drugim roku omawialiśmy funkcjonowanie mechanizmów obronnych i odkrywaliśmy z podziwem potęgę tej części naszej psychiki – zaczynaliśmy rozumieć, że gdyby nie istniały racjonalizacja, sublimacja, wyparcie, te wszystkie sztuczki, którymi raczymy samych siebie, że gdyby można było spojrzeć na świat bez żadnej ochrony, uczciwie i odważnie – pękłyby nam serca. Dowowiedzieliśmy się na tych studiach, że jesteśmy zbudowani z obron, z tarcz i zbroi, jesteśmy miastami, których architektura sprowadza się do murów, baszt i fortyfikacji; państwami bunkrów.”


"Życie cichej rozpaczy"

© Will Le

"W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu".

 Dante "Boska komedia", Piekło, Pieśń I, 1, tłum. Edward Porębowicz


niedziela, 5 stycznia 2014

"Dość kobieca" - Erica Jong



"Dość kobieca" - Erica Jong

Ponieważ godziny mojej babki pochłonęło pieczenie szarlotek
I zbieranie pyłków kurzu, i żółknąca bielizna,
I nieuchronne strzępienie się szwów i rąbków –
Ja prawie nigdy nie zajmuję się domem –
Choć tak naprawdę lubię czyste domy i chciałabym mieć czysty dom.

"Jeden z najgorszych sposobów samozatrudnienia"

Olga Tokarczuk

"Każdy, kto kiedykolwiek próbował pisać powieści, wie, jakie to ciężkie zajęcie, to niewątpliwie jeden z najgorszych sposobów samozatrudnienia. Trzeba cały czas pozostawać w sobie, w jednoosobowej celi, w całkowitej samotności.

sobota, 4 stycznia 2014

Wychowywanie mózgu


"Nie da się pisać książki w takim trybie: popiszę piętnaście minut, potem zrobię obiad, pójdę do PZU, a potem znowu popiszę dwadzieścia minut. Nie można tak pracować i liczyć, że cokolwiek sensownego w ten sposób powstanie. 

piątek, 3 stycznia 2014

Płynny lęk

Zygmunt Bauman

"Jedną jedyną rzeczą, której nie możemy i nigdy nie będziemy w stanie sobie wyobrazić, jest świat, który nie obejmuje nas wyobrażających go sobie.


Ostatni z rodu


"Trzymanie rąk wysoko ponad głową nie jest ani miłe, ani wygodne, zwłaszcza jeśli w oczy bije światło reflektora, a obcy głos brzmi rozkazująco i stanowczo. Głupia sytuacja! Meff upuścił świeżo odzyskany neseser i zmrużył oczy. W krąg światła wszedł mężczyzna, który mimo tubylczej fufajki i gumiaków wydał się podróżnemu dziwnie znajomy. Ależ tak! Portorykańczyk, doręczyciel koperty. Tu, w tej górskiej, środkowoeuropejskiej głuszy? Południowiec sprawnie obmacał Amerykanina, wyłuskał mu spod pachy broń i pchnąwszy go energicznie w plecy, zakomenderował:
– Idziemy!
Reflektory pogasły. Mimo to nie zapadł kompletny mrok, parę metrów dalej zamajaczyła furtka, a za nią niski, brzydki dom z siporeksu, którego pretensjonalne schody (lastriko) oświetlała jedna żarówka na drucie. Na schodach stało jeszcze dwóch smagłolicych, chyba bliźniaków rzekomego Portorykańczyka, przy czym, mimo identyczności rysów, jeden był odrobinę bardziej żółty, a drugi dwa tony czarniejszy.
Weszli. Już od progu uderzył przybysza zaduch dawno nie wietrzonego wnętrza. Bukiet woni wzbogacał dodatkowo odór medykamentów oraz lekko odczuwalny, acz wszechobecny zapach siarki. Cały budynek wypełniała jedna obszerna izba z rozwalonym wyrem, na którym Meff dostrzegł śpiącego psa. Kuchnia musiała mieścić się w przybudówce. Na głos kroków wychynęła z niej baba w halce, rozczochrana, w wieku nieokreślonym, ale płci intensywnej.

Skutek rany

"Każdy mężczyzna ma swoją ranę. Nie spotkałem jeszcze takiego, który by jej nie miał. Bez względu, jak dobre może się wydawać twoje życie, żyjesz w kalekim świecie, pełnym połamanych ludzi. Matka albo ojciec, bez względu na to, jak są cudowni, nie mogą być doskonali. Ona jest córką Ewy, a on synem Adama. Zatem trudno przejść przez tę ziemię, bez zranień. A każda rana, czy jest głęboka, czy powierzchowna, dostarcza przesłania. Jej przesłanie wydaje się ostateczne i prawdziwe, absolutnie prawdziwe, ponieważ zostaje przekazane z niezwykłą mocą. Reakcja na nie kształtuje naszą osobowość w bardzo znaczący sposób. Z niej wyrasta fałszywe ja. Większość mężczyzn, których spotykasz, żyje fałszywym ja, pozą, która jest bezpośrednio związana z jego raną. Pozwólcie, że to wyjaśnię.

czwartek, 2 stycznia 2014

Rana od ojca


"Dave pamięta ten dzień, kiedy został zraniony. Jego rodzice kłócili się w kuchni i ojciec zaczął obrażać  matkę. Dave stanął po jej stronie, a ojciec eksplodował. „Nie pamiętam wszystkiego, co wtedy zostało powiedziane, ale pamiętam jego ostatnie słowa: »Ty maminsynku«, wrzasnął i wyszedł". Może gdyby Dave miał ze swym ojcem ogólnie dobre stosunki, rana ta nie byłaby tak głęboka i zostałaby później uleczona słowami miłości. Ale cios nastąpił po latach dystansu między nimi. Ojciec Dave'a pracował od świtu do późnej nocy i dlatego rzadko spędzali razem czas. Co więcej, Dave czuł, że ojciec jest nim rozczarowany. Nie był sportowcem, co jak wiedział, ojciec ceniłby wysoko. Miał duchowy głód i często chodził do kościoła, czego jego ojciec nie poważał. Zatem słowa te odebrał jak ostateczny cios, wyrok śmierci.

Ładny jak lotnisko

Lotnisko w Dubaju

"Trudno doprawdy przypisać czystemu zbiegowi okoliczności fakt, iż w żadnym z ziemskich języków nie powstało dotąd powiedzenie: “Ładny jak lotnisko”. Lotniska są brzydkie. Niektóre są bardzo brzydkie. 

Syr w zasmażce

 
Dzisiaj pierwsza część literacko-kulinarnego cyklu "Dawne potrawy".  Chcę Wam szczególnie polecić jedno z moich ulubionych dań, a mianowicie "Syr w zasmażce". Szybkie i proste w wykonaniu, niezbyt pracochłonne i nie wymagające wielu składników, którego przygotowanie sprawi Wam dużo radości. Bon appetit!

"Przerwałem mu ten wykład i oznajmiłem, że mój mistrz chciałby przeczytać pewne księgi w swojej celi i pragnie tamże spożyć posiłek.

Najlepsze z nas



Joanna

najlepsze z nas
uwierzą we wszystko co im powiesz
ale nie mogą uwierzyć w siebie

sarni tupot ich nóżek
nie przestraszy nawet muchy

"Nie cmykać"

"Położyłem się na prawym boku, naciągnąłem kołdrę na ucho, zamknąłem oczy i nagle poczułem, że absolutnie nie chce mi się spać, natomiast chce mi się jeść. Ładna historia, pomyślałem. Trzeba było natychmiast czymś się zająć i tak też zrobiłem.

Weźmy, na przykład, system dwóch równań całkowych typu rów­nań statystyki gwiezdnej; obie niewiadome funkcje znajdują się pod całką. Rozwiązywać można, oczywiście, tylko liczbowo, powiedz­my, na BESM... Przypomniałem sobie naszą BESM. Pulpit sterow­niczy koloru budyniu śmietankowego. Żenia kładzie na nim paczuszkę i powoli ją rozpakowuje. “Co masz dzisiaj?" - “Chleb z serem i kieł­basą. Z polską półwędzoną w plasterkach". - “E tam, żony ci braku­je! Ja mam kotlety domowe z czosnkiem. I kiszony ogórek". Nie, dwa ogóreczki... Cztery kotlety i żeby było do pary, cztery twarde kiszone ogóreczki. I cztery kawałki chleba z masłem.

środa, 1 stycznia 2014

Belka

Dashiell Hammett
A oto, co mu się przydarzyło. Idąc kiedyś na lunch mijał budowę. Właśnie gdy przechodził, z wysokości ósmego czy dziesiątego piętra spadła belka i wyrżnęła w chodnik obok niego. Upadła tuż przy nim, ale o niego nie zawadziła, tylko odprysk płyty chodnika uderzył go w policzek. Zdarł mu jedynie kawałek skóry, ale Flitcraft miał jeszcze bliznę, gdy go widziałem. Wspominając o tym potarł ją palcem z czułością. Mówił, że był oczywiście śmiertelnie przerażony, ale jeszcze bardziej wstrząśnięty. Czuł się jak ktoś, kto nagle odkrył mechanizm życia.

Flitcraft był dobrym obywatelem, mężem i ojcem nie z jakichkolwiek zewnętrznych pobudek, ale ponieważ należał do ludzi, którzy najlepiej się czują, gdy pozostają w zgodzie z otoczeniem. Tak go wychowano. Tacy byli ludzie, z którymi utrzymywał stosunki. Życie, jakie znał, było czyste, uporządkowane, zdrowe i odpowiedzialne. I oto wobec spadającej belki uświadomił sobie, że wcale tak nie jest. On, ten dobry obywatel, mąż i ojciec, mógł zginąć między biurem a restauracją, trafiony spadającą belką. 

Bullshit Mountains, czyli krytyk zawsze ma rację



 AS z rękawa: Na przełęczach Bullshit Mountains 

Przyznam, że choć zdecydowanie lepiej odpoczywam przy lekturze zwykłej, uczciwej beletrystyki, zdarza mi się wcale często zajrzeć do czegoś, co napisał krytyk. Lubię sobie czasami poczytać o tzw. metodzie, względnie sprawdzić, co krytyk za metodę uważa. I zabawię się czasem, moi kochani, po stokroć lepiej, niż przy beletrystyce.

Przekonuję się, że sporo racji jest w stwierdzeniu jakoby krytyk to nic innego jak pisarz, który częściowo lub całkowicie utracił zdolność do samodzielnej kreacji. Jeśli krytyk patrzy w ścianę, w niebo lub na ukwieconą łąkę, w głowie ma on totalny wakuum. Jeśli jednak rzuci okiem na cudzy tekst, momentalnie doznaje przypływu natchnienia i zaczyna eksplodować feeriami elokwencji. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...