poniedziałek, 10 marca 2014

Gene Wolfe "Pokój" (recenzja)

Nie wiem od czego zacząć. Tyle we mnie pozytywnych emocji i wrażeń. Wróciłem do czytania w ogóle, także fantastyki i do pisania recenzji na tym blogu, właściwie zapisu wrażeń, przemyśleń, interpretacji. I od razu trafiła mi się znakomita książka. Nie był to jednak przypadek, takim szczęściarzem to ja niestety nie jestem. Znałem autora, przeczytałem jakiś czas temu kilka jego powieści oraz opowiadań i miałem jakieś dziwne przeczucie, że się nie zawiodę. Nie dlatego, że, jak napisano na okładce książki, Gene Wolfe został nazwany przez "The Denver Post" jednym z "olbrzymów SF" i wielokrotnie zdobywał najważniejsze nagrody, w tym Nebula, Hugo i World Fantasy. Powód był inny. Zobaczyłem okładkę, przeczytałem kilka pierwszych zdań i po prostu zachwyciłem się.

"Pokój" Gene'a Wolfe'a został wydany przez Wydawnictwo Mag w znakomitej serii Uczta Wyobraźni prezentującej fantastykę z najwyższej półki. Na pierwszy "rzut oka" książka ta sprawia wrażenie powieści obyczajowej, może niezupełnie takiej typowej, ale jednak. To tylko pozory. Fantastyka jest w niej obecna, tyle że dobrze ukryta i dosyć szczególnego rodzaju. Miałem podczas czytania wiele skojarzeń związanych z innymi utworami literackim. Jedne oczywiste, narzucające się od razu, jak np. z baśniami z "Księgi tysiąca i jednej nocy", opowiadaniami o duchach z "Opowieści starego antykwariusza" M.R. Jamesa, opowiadaniami Edgara Allana Poe czy wreszcie z powieściami Karola Dickensa. Inne może bardziej ryzykowne lub zupełnie nietrafione, jak np. z "Krainą Chichów" Jonathana Carrolla. Ale cóż, skojarzeń się nie wybiera, same przychodzą.

Trudno jest opisać fabułę tego tak różnorodnego, wielowymiarowego i wieloznacznego utworu, zawierającego mnóstwo dygresji, opowieści, historii, legend. W ogóle czego tam nie ma. Jest cyrk z "wybrykami natury", mamy alchemika ingerującego w prawa natury, duchy, dżina, antykwariusza Żyda sprzedającego sfałszowane, napisane przez siebie, stare księgi. A wszystko to razem z sobą wspaniale się łączy i współistnieje w tej wyjątkowej powieści. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie czytałem czegoś podobnego i wiele razy przecierałem oczy ze zdumienia. Chapeau bas! Powieść została napisana w 1975 roku, ale równie dobrze mogło by to być wczoraj, nic się nie zestarzała przez te prawie 40 lat.

Gene Wolfe
Narratorem i głównym bohaterem "Pokoju" jest pewien staruszek w wieku około 60-70 lat, Alden Dennis Weer. To on snuje tę pełną melancholii opowieść. Opowiada o swoim dzieciństwie, rodzinie, ludziach, którzy już  dawno odeszli, o Środkowym Zachodzie Ameryki. Dowiadujemy się wielu rzeczy, ale tylko to co on sam chce nam powiedzieć, pewne sprawy przemilcza skupiając się na tym co dla niego jest istotne. Należy na niego uważać i nie można mu ufać, bo zwodzi i manipuluje czytelnikiem. Kim jest ten starszy pan? Czy żyje, czy jest może duchem? Czym jest i gdzie się znajduje jego dom? Jaką rolę odgrywają w opowieści lekarze? Podczas lektury zadajemy sobie wiele podobnych pytań. Gene Wolfe to znakomity pisarz, bardzo sprytnie to sobie wymyślił, pisząc przemyślaną i niezwykle przemyślną książkę. Do tego napisaną naprawdę pięknym językiem, który rzadko się zdarza w powieściach z gatunku fantastyki. Ta książka ma swoisty klimat i pewną magiczność. Nawiasem mówiąc, ci, którzy szukają w fantastyce statków kosmicznych, laserowych mieczy oraz cycatych panienek, będą srodze zawiedzeni. "Pokój" to książka z tych do wielokrotnego czytania, jakie najbardziej lubię, i które stawiam sobie na najbliższej półce aby do nich często wracać.

Znamienne są słowa Neila Gaimana, który pisze w "Posłowiu":
"Jeśli czytacie książkę Gene'a Wolfe'a, zaufajcie autorowi i ani przez chwilę nie ufajcie autorowi. On wiele od was oczekuje, a jeśli poświęcicie mu czas i uwagę, ta inwestycja się wam opłaci, ale oczekuje od was ciężkiej pracy. Gene Wolfe zdefiniował kiedyś "dobrą literaturę" jako coś, co wykształcony czytelnik może przeczytać z przyjemnością, a z jeszcze większą przyjemnością przeczytać ponownie".
Na koniec kilka rad. Dajcie tej książce czas i szansę aby mogła Was zachwycić i oczarować, nie porzucajcie jej zbyt wcześnie. Chociaż pierwsze strony są jednymi z piękniejszych w książce, po jakimś czasie możecie poczuć się znużeni i zagubieni sporą ilością imion i zdrobnień oraz pokrewieństwem opisywanych postaci. Jeśli będziecie czytać dalej, w pewnym momencie poczujecie, że nie możecie się wprost od niej oderwać. Zwracajcie uwagę na to co mówi Alden Weer, na jego słowa, ukryte znaczenia, opowieści snute przez różne osoby, a wszystkie kawałki zaczną się Wam układać w mozaikę, złapiecie trop i po skończeniu książki nie odłożycie jej, lecz zaczniecie, podobnie jak jej bohater, od początku.



7 komentarzy:

  1. Cieszę się, że podzieliłeś się wrażeniami z lektury. :) Nie jestem wielbicielką fantastyki, ale zapamiętam ten tytuł, bo wzbudziłeś moją ciekawość. A propos problemów z przebrnięciem przez początkowe karty powieści miałam ostatnio podobny kłopot z "Atlasem chmur" Mitchella. Po 50 stronach myślałam, że nie dam rady, ale jakoś się zmusiłam i nie żałuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie jesteś wielbicielką fantastyki, to może nawet i lepiej. Fantastyka jest obecna w tej książce, ale taka schowana, oparta bardziej na wrażeniach, odczuciach. Nie ma tutaj laserów, statków kosmicznych i obcych z innej planety. Niektóre osoby w ogóle wypowiadały się po przeczytaniu tej książki, że to absolutnie nie jest fantastyka. I jest to książka wyjątkowa, tak piszą wszyscy, przynajmniej ci, którym się spodobała :) Gene Wolfe pisze trudne książki, jak na gatunek fantastyki, tak na pograniczu głównego nurtu. Te które czytałem dawały zawsze do myślenia. Nie każdy szuka czegoś takiego. Autor wymaga od czytelnika pewnej pracy, wysiłku intelektualnego, który się opłaca.

      W zależności od grubości książki, czasami trzeba dać jej więcej stron na zainteresowanie czytelnika i zmusić się :). "Pokój", pierwszy rozdział bardzo mi się spodobał, potem zastanawiałem się w co ja się właściwie wpakowałem, by po jakimś czasie zorientować się o co tu właściwie chodzi i odczuwać coraz większą przyjemność z czytania. Nad "Atlasem" zastanawiam się, ale póki co nie mam książki :)

      Usuń
    2. Gene Wolfe już do mnie idzie. Najwyżej będzie na Ciebie, jeśli nie dam rady ;)
      "Atlas..." warto przeczytać mimo niezbyt frapującego początku.

      Usuń
    3. No to pięknie, teraz będzie na mnie :) Z moimi w cudzysłowie recenzjami jest tak, że jeśli coś mi się wydaje przynajmniej dobre to o tym piszę, a jak nie, to się nie odzywam. I bez przesadyzmu, to nie jest Joyce czy inny Kafka, co najwyżej może Ci się nie spodobać i tyle :)

      Usuń
    4. Żartuję sobie przecież :) Do tej pory nie zawiodłam się na książkach, które polecasz :)

      Usuń
    5. Wiem, że żartujesz :) Dziękuję, to bardzo miłe :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...