czwartek, 29 sierpnia 2013

Śpiew kronopiów

Leonard Freed - Naples, 1958
Kiedy kronopie śpiewają swoje ulubione piosenki, podniecają się tak dalece, że często dają się przejeżdżać ciężarówkom i cyklistom, spadają z okien, gubiąc to, co mają w kieszeniach, do świadomości, którego dziś mamy, włącznie. Kiedy kronopio śpiewa, nadzieje i famy przybywają, by go słuchać, jakkolwiek nie bardzo rozumieją jego ekstazę i przeważnie się gorszą. W środku pieśni kronopio wznosi łapki, tak jakby podtrzymywał słońce, jakby niebo było tacą, zaś słońce głową Jana Chrzciciela, wobec czego śpiew kronopia jest nagą Salome tańczącą dla fam i nadziej, które stoją wokół z porozdziawianymi gębami, zastanawiając się, czy ksiądz proboszcz, czy wypada. Ale jako że w gruncie rzeczy są poczciwe (famy są dobre, a nadzieje głupawe), kończy się tym, że klaszczą kronopiowi, który nagle przytomnieje zaskoczony, rozgląda się dookoła i także zaczyna bić brawo, biedaczek.

Julio Cortazar "Opowieści o kronopiach i famach". 

Listy pisarzy - Franz Kafka

Max Brod i Franz Kafka

Writing to his close friend Max Brod, then a university classmate who would later become his biographer and literary executor, twenty-one-year-old Franz Kafka muses on the end of summer and the passage of time.

Talent


środa, 28 sierpnia 2013

"Fotografia jest jak cytat"

Londyński listonosz obsługujący swój 
rejon podczas niemieckich nalotów, 1940


"Nieprzerwany potok obrazów (telewizja, streaming video, filmy) zalewa nasze otoczenie, ale to fotografia najmocniej wbija się w pamięć. Pamięć działa na zasadzie stopklatki: jej podstawową jednostką jest pojedynczy obraz. W epoce nadmiaru informacji fotografia sprawia, że można coś szybko ogarnąć i zapamiętać w skompresowanej postaci. Fotografia jest jak cytat, maksyma albo przysłowie. Każdy z nas przechowuje w pamięci setki zdjęć, które dają się szybko przywołać. Wystarczy wspomnieć najsłynniejsze zdjęcie z hiszpańskiej wojny domowej, republikańskiego żołnierza uchwyconego przez Roberta Capę w chwili, gdy trafiła go kula wroga, a już każdy, kto słyszał o tej wojnie, potrafi przywołać z pamięci gruboziarnisty czarno-biały obraz mężczyzny w białej koszuli z podwiniętymi rękawami padającego do tyłu na wzgórzu. Prawe ramię ma odrzucone w tył, karabin wysuwa mu się z dłoni, a on sam za chwilę padnie martwy na swój cień.

Nocne spotkanie - sen


Jadę. Najpierw motorem, potem rowerem, aż w końcu przesiadam się na furmankę. Wąska, kręta droga. Co chwilę wjeżdżam w lessowe wąwozy porośnięte drzewami. Odsłonięte korzenie, czasami też ludzkie kości, sprawiają, że czuję się trochę nieswojo, jakbym grał w jakimś marnym  horrorze.


Wąska pełna łyżeczka




poniedziałek, 26 sierpnia 2013

"Wielki Kronopio"

Julio Cortazar
Gdyby żył skończyłby dziś 99 lat. 
Cortazar w Polsce - wspomnienia tłumaczki 
Książki [20.12.04]

Spotkanie 16 grudnia z Julio Silvą w Instytucie im. Cervantesa w Warszawie związane z promocją książki opublikowanej przez wydawnictwo MUSA SA pt. Silvalandia , stało się okazją do wspomnień o jej współautorze Julio Cortazarze. To on tchnął w nią tą atmosferę z pogranicza kronopiolandii i famolandii.
Cortázar w Polsce…
 

Jak opisać ten fenomen literacki i społeczny, tak powszechny i wszechoobecny w owych latach 70. „boomu literatury iberoamerykańskiej”? Jak pisać o autorze, którego powieść – Gra w klasy – przetłumaczona i wydana po polsku w roku 1968, wyznaczyła w Polsce początek „boomu”? Nie czuję się na siłach, aby poświęcić mu artykuł krytyczny ani tym bardziej esej (i tak dla zdefiniowania jego twórczości wylano już morze atramentu); to, co mogę zrobić, to złożyć mu ten skromny hołd przywołując garść wspomnień o nim, jakie przechowuję w pamięci.
 

Maj 1975 roku. Mam 21 lat, jestem studentką III roku Katedry Iberystyki Uniwersytetu Warszawskiego. „Boom” literatury iberoamerykańskiej w Polsce przeżywa swoje apogeum: z literatury argentyńskiej znane są już polskie wersje takich utworów jak: Tajemna broń (1967, 7 tys. egzemplarzy nakładu), Gra w klasy (2 wydania, z 1968 i 1974 roku, każde po 20 tys. egzemplarzy wykupionych na pniu), Dla wszystkich ten sam ogień (1969), Fikcje, Alef, Siedemdziesiąt razy siedem, Opowieści o kronopiach i famach (1973, 10 tys. egz.), Żeby cię lepiej zjeść, Plan ucieczki, Nowa antologia osobista, Twórca, 62. Model do składania (1974, 20 tys. egz.), Wszelka zieleń zginie, Raport Brodiego, Wynalazek Morela, Opowiadania Cortazara (1975, 20 tys. egz.) i Przeklęte tango Manuela Puiga. Obok utworów Cortazara, Borgesa, Saenza, Bioy Casaresa, Gubina Kieffera i Mallei czytane są książki Rulfo, Carpentiera, Garcii Marqueza, Fuentesa, Benedettiego, Onettiego, Alegrii, Arguedasa, Scorzy i Vargasa Llosy. Krakowskie Wydawnictwo Literackie w roku 1971 zapoczątkowuje Serię Prozy Iberoamerykańskiej, w ramach której w ciągu pierwszych pięciu lat udaje się wprowadzić na polski rynek wydawniczy 560 tys. egzemplarzy książek, wśród których znajdują się utwory 28 autorów do tej pory nie znanych. Również w roku 1971 powstaje miesięcznik literacki Literatura na świecie, który przyczynia się do wzrostu popularności prozy iberoamerykańskiej w Polsce, już od pierwszych numerów poświęcając jej swoje stronice.
 

piątek, 23 sierpnia 2013

Zakupy

Aurora Bernárdez i Julio Cortázar
Wobec tego, że Tota zażyczyła sobie, by zszedł po paczkę zapałek, Łukasz wychodzi w piżamie, bo upał jak diabli, i wstępuje do bistra grubego Muzzio, by przed zakupem chlapnąć sobie coś chłodnego a mocnego. W połowie aperitifu wchodzi do baru Juarez, również w piżamie, a na widok Łukasza oznajmia, że siostra ma ostre i bolesne zapalenie ucha wewnętrznego, a pigularz nie chce bez recepty sprzedać środka
przeciwbólowego, bowiem te krople są jakoby halucynogenne i poraziły już czterech hipisów z sąsiedztwa. Ciebie zna, to ci sprzeda bez niczego, chodź zaraz, Rosita wprost się skręca. 
Łukasz płaci, zapomina o zapałkach i idzie z Juarezem do apteki, gdzie stary Olivetti mówi, że ani mowy, niech idą szukać gdzie indziej, w tym momencie z zaplecza wychodzi jego żona z kodakiem w ręce, panie Łukaszu, pan na pewno umie założyć film, dziś urodziny Niuni, a tu jak raz film się skończył, co robić. Kiedy Tota czeka na zapałki, mówi Łukasz, ale że Juarez kopie go znacząco, więc podejmuje się założenia filmu słusznie kombinując, że stary Olivetti wywdzięczy mu się owymi cholernymi kroplami. Juarez rozpływa się w podziękowaniach przeklinając w duchu i wychodzi, a pani aptekarzowa łapie Łukasza i cała szczęśliwa zaprasza go na urodzinki, nie pójdzie pan przecież nie spróbowawszy arcydzieła, dońi Luisy, żebyś żyła sto lat, mówi Łukasz, a Niunia odpowiada mu kluskowym bulgotem, bo w buzi piąty kawałek tortu. Wszyscy śpiewają „Sto lat", a potem piją zdrowie oranżadą, ale pani domu częstuje Łukasza zimnym piwkiem, bo pan Łukasz porobi teraz zdjęcia, inni nie bardzo wiedzą jak, więc Łukasz, uważaj, zaraz wyleci ptaszek, jedno z fleszem, a reszta na patio, bo Niunia chce, żeby i szczygiełek wyszedł.


czwartek, 22 sierpnia 2013

"Wystrzegaj się tych, co zawsze czytają książki"

Biurko około 1971 roku

“there is enough treachery, hatred violence absurdity in the average
human being to supply any given army on any given day

and the best at murder are those who preach against it
and the best at hate are those who preach love
and the best at war finally are those who preach peace

those who preach god, need god
those who preach peace do not have peace
those who preach peace do not have love


środa, 21 sierpnia 2013

Filantropia



Famom zdarzają się nader wspaniałomyślne gesty, na przykład: gdy fama spotyka biedną upadłą nadzieję u stóp palmy kokosowej, zabiera ją do swego automobilu, wiezie do siebie, forsownie ją odżywia i dostarcza rozrywek tak długo, aż nadzieje nabierze sił i odważy się po raz drugi wdrapać na palmę kokosową. To wykonawszy fama czuje się bardzo szlachetny i rzeczywiście jest szlachetny, tyle, że nie przychodzi mu do głowy, że za parę dni nadzieja znów będzie leżała u stóp palmy. Podczas gdy nadzieja znowu leży u stóp palmy, fama w swoim klubie czuje się bardzo szlachetny wspominając, jak to pomógł upadłej nadziei.
Kronopie nie są wielkoduszne dla zasady. Przechodzą mimo czegoś równie wzruszającego jak biedna nadzieja, pozbawiona nadziei, że uda się jej znowu wdrapać na palmę. Kronopie wcale na nią nie patrzą, zajęte śledzeniem nitki babiego lata. Z tego typu istotami nie można w sposób rozsądny oddawać się dobroczynności, dlatego też w towarzystwach dobroczynnych władze składają się wyłącznie z fam, zaś bibliotekarką jest nadzieja (obie nogi w gipsie po ostatnim upadku).

Julio Cortazar "Opowieści o kronopiach i famach".

30 rad Jacka Kerouaca dla początkujących pisarzy

Jack Kerouac

W 1959 roku Jack Kerouac stworzył 30-punktową listę przykazań dla początkujących pisarzy. Nie jest to jednak typowy zestaw podpowiedzi, co do samego procesu pisania, ale także obraz filozofii tworzenia bliski kultowemu beatnikowi. Można by się odważyć i stwierdzić, że każdy z punktów jest swego rodzaju krótką medytacją nad procesem twórczym, jak i samym życiem. Wystarczy spojrzeć na sam tytuł listy.

Przekonanie i technika współczesnej prozy:

01. Gryzmolić w sekretnych notatnikach i dziko zapisywać strony na maszynie, dla własnej przyjemności.
02. Pokorny wobec wszystkiego, otwarty, słuchający.
03. Staraj się nigdy nie upijać poza własnym domem.
04. Zakochaj się w swoim życiu.
05. Coś, co czujesz, znajdzie swą własną formę.
06. Bądź szalonym świętym-prostaczkiem rozumu.
07. Ciągnij tak mocno, jak masz ochotę ciągnąć.1
08. Pisz to, co chcesz napisać, bezdennie, z dna swego umysłu.
09. Niewysłowione wizje jednostki.
10. Nie czas na poezję, lecz dokładnie na to, co jest.
11. Wizjonerskie tiki drżące w piersi.
12. W transowej fiksacji śnij o przedmiocie przed tobą.
13. Usuń literackie, gramatyczne i składniowe nawyki.
14. Niczym Proust bądź starym ćpunem czasu.
15. Opowiadaj prawdziwą historię o świecie wewnętrznym monologiem.
16. Centralnym klejnotem zainteresowania jest oko w oku.
17. Pisz wspominając i zdumiewając się nad samym sobą.
18. Zacznij od zwięzłego wewnętrznego oka, pływając po morzu języka.
19. Zaakceptuj porażkę raz na zawsze.
20. Uwierz w święty kontur życia.
21. Walcz, by naszkicować potok słów, który istnieje już w twoim umyśle.
22. Gdy przerwiesz, nie myśl o słowach, ale przyjrzyj się lepiej obrazowi.
23. Pamiętaj o każdym dniu, który data oznajmiła ci o poranku.
24. Żadnego strachu i wstydu w godności twego doświadczenia, języka i wiedzy.
25. Pisz dla świata, aby przeczytał i zobaczył twój dokładny jego obraz.
26. Książkofilm jest filmem w słowach, amerykańską formą wizualną.
27. By wychwalać Postać w ponurej, nieludzkiej Samotności.
28. Dzika kompozycja, niezdyscyplinowana, czysta, pochodząca z samego dna, im bardziej szalona tym lepsza.
29. Jesteś geniuszem przez cały czas.
30. Jesteś Scenarzystą-Reżyserem Ziemskich filmów Finansowanych i Otoczonych opieką w Niebie.
________________________
1Użyty w oryginale zwrot może sugerować, że chodzi zarówno o wciąganie kokainy, obciąganie komuś jak i zaciąganie się dymem z cygara, żeby wymienić trzy doświadczenia nieobce pisarzowi.

Źródło: Booklips.pl

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Obiad


Nie bez wysiłku kronopio doszedł do wynalezienia termometru mierzącego życie. Jest to coś pomiędzy termometrem a topometrem, pomiędzy fiszką informacyjną a curriculum vitae. Na przykład kronopio zaprosił do siebie famę, nadzieję i profesora języków. Używając swojego wynalazku doszedł do wniosku, że fama jest pod-życiem, nadziej niby-życiem, zaś profesor języków między-życiem. Co do siebie samego, czuł się z lekka nad-życiem, ale raczej przez poczucie poetyczności niż naprawdę.
W porze obiadu ów kronopio upajał się rozmową swoich współbiesiadników, bo wszyscy byli przekonani, że mówią o tym samym, a wcale tak nie było. Między-życie operowało abstrakcjami w stylu ducha i sumienia, czego niby-życie słuchało, jakby padał deszcz – rzecz delikatna sama w sobie. Naturalnie pod-życie co chwila prosiło o parmezan, a nad-życie dzieliło kurczaka w czterdziestu dwóch taktach, metodą Stanley-Fitzsimmonsa. Po wetach życia pożegnały się i poszły do swoich zajęć, na stole pozostały tylko luźne kawałki śmierci.

Julio Cortazar "Opowieści o kronopiach i famach".

"a good one" - Charles Bukowski



a good one

I get too many
phone calls.
they seek the
creature out.
they shouldn't.
I never phoned
Knut Hamsun or
Ernie or
Celine.
I never phoned
Salinger
I never phoned
Neruda.
tonight I got
a call:
"hello. you
Charles Bukowski?"
"yes."
"well, I got a
house."
"yes?"
"a bordello."
"I understand."
"I've read your
books. I've got a
houseboat in
Sausalito."
"all right."
"I want to give you
my phone number. you
ever come to San Francisco
I'll buy you a drink."
"o.k. give me the
number."
I took it down.
"we run a class joint. we're
after lawyers and state senators,
upper class citizens, muggers,
pimps, the like."
"I'll phone you when I
get up there."
"lots of the girls
read your books. they
love you."
"yeah?"
"yeah."
we said goodbye.
I liked that
phone call.

Charles Bukowski

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozmowy chłopów

 Foto za HEYKELTRAŞ Coşkun ÖZER

Pierwsza rozmowa chłopów

CHŁOP I Łońskiego roku, przed samą wiliją, krowa coś mówiła do Marcina.
CHŁOP II Opowiedzcie no, kumie.
CHŁOP I Ano, poszedł Marcin do obory, a krowa powiedziała do niego wedle żłoba: ,,Nie jest dobrze, Marcinie".
CHŁOP III Co nie jest dobrze?
CHŁOP I Także samo i Marcin ją zapytał: ,,Co nie jest dobrze, krowo?" A krowa na to: ,,A tak, w ogóle to nie jest dobrze" — i tylko siano jadła. Marcin jeszcze trochę poczekał, bo myślał, że może co więcej powie. Stoi, a ona nie, tylko siano je. Postał godzinę, postał i dwie, aż go nogi zabolały, i wyszedł.
CHŁOP II Krowy, to jeszcze nic. Barany, te jak coś powiedzą!
CHŁOP III Musi była wiedząca.
(pauza)
CHŁOP II Może by zasiać co...
CHŁOP I Jjiii tam...
CHŁOP III E, mówicie...
(Chłopi podnoszą, potem stawiają dzbany i milkną)
Druga rozmowa chłopów

CHŁOP I Zaś u Macieja zaskroniec wpadł do barszczu.
CHŁOP II I co?
CHŁOP I Ano nic. Maciej odłożył łyżkę i powiada: ,,Nie będę jadł".
CHŁOP III I nie jadł?
CHŁOP I Ano nie.
CHŁOP II Dobrze powiedział
(chwila milczenia)
CHŁOP III Może by zaorać co...
CHŁOP I A co?
CHŁOP III Ano, czy ja wiem... Choćby i pole...
CHŁOP I liii...
CHŁOP III Albo co...
CHŁOP II Eeeee...
(podnoszą dzbany)

Trzecia rozmowa chłopów

CHŁOP I Zasię jeden był silny okrutnie.
CHŁOP II Opowiedzcie no, kumie.
CHŁOP I Ano, zadziwił ci się on raz, aż się za głowę złapał...
CHŁOP III To i co, że się złapał za głowę? Nie dziwota.
CHŁOP I Poczekajcie krzynę. Złapał ci się on, a jako że
silny był okrutnie, głowa mu w rękach została.
CHŁOP II Musi w szyi był słaby.
CHŁOP I W szyi był słaby, ale za to w rękach silny.
CHŁOP III Silnym też nie jest dobrze.
CHłOP II Może by coś skosić?
(pauza)
CHŁOP I A co, na ten przykład?
CHŁOP II Ano, co z brzega. Może być i trawa.
CHŁOP III Eeee...
CHŁOP II Albo co insze...
CHŁOP I Aaaale...
CHŁOP II Ja ino tak...
(podnosą dzbany)



Czwarta rozmowa chłopów

CHŁOP III Idę ci ja raz, patrzę, a tu siedzi baba na cmentarzu.
CHŁOP I E, nie mówilibyście.
CHŁOP III Kiedy prawdę mówię. Ale to jeszcze nic.
CHŁOP II A co ta baba?
CHŁOP III Ano, trzyma nogi w kałamarzu.
CHŁOP I lii... I co?
CHŁOP III Ano, zwyczajnie. Przyszedł duch.
CHŁOP II Duch?
CHŁOP III Duch.
CHŁOP I I co ten duch?
CHŁOP III Babę w brzuch...
CHŁOP II Ooo!
CHŁOP I A baba co?
CHŁOP III Baba w krzyk.
CHŁOP II Jak to baba.
CHŁOP I A duch?
CHŁOP III A duch znikł.
(pauza)
CHŁOP I Może by wyhodować co?
CHŁOP III A co, jakby już?
CHŁOP I Co podleci. Choćby i świnię.
CHŁOP II Eee, też mówicie...
CHŁOP I No to co insze. Może być i świnia futerkowa...
CHŁOP III Yyyy...
CHŁOP I Albo co...
CHŁOP II Eeee...
(podnoszą dzbany)





Piąta rozmowa chłopów

CHŁOP I Zasię u mnie indyk się ożenił z kurą.
CHŁOP II Ale?
CHŁOP III Jakże to?
CHŁOP I Ano, zwyczajnie. Na początku to nawet nie
chciał, jeno gulgotał. Alem go wziął na bok i przetłumaczył.
CHŁOP II I chciał?
CHŁOP I Coby miał nie chcieć? Ino pilnować go trzeba.
Jak ino go nie doglądam, to się tarza w pokrzywach
i nic nie robi.
CHŁOP II A kura?
CHŁOP I Kura jak kura. Jajko zniosła.
CHŁOP III Z indykiem?
CHŁOP I A coby nie z indykiem? Przecie mówię, żem mu przetłumaczył.
CHŁOP III E, powiadacie!
CHŁOP I A coby miał nie powiadać? Cała bieda tylko w tym, że nie jest ci ono okrągłe. (wyjmuje zza pazuchy biały stożek i kładzie na stole)
CHŁOP II (oglądając) W samej rzeczy, spiczaste jakieś...
CHŁOP III A wyjdzie z niego co?
CHŁOP I A coby nie miało wyjść? Wyjdzie.
CHŁOP II A co?
CHŁOP I A kto to może wiedzieć? Poczekać trza.
CHŁOP III No, to poczekamy.
CHŁOP II Ano, poczekamy.
CHŁOP I No, to czekajmy...
(podnoszą dzbany)
"Indyk" Sławomir Mrożek, za „Utwory sceniczne Sławomir Mrożek”, Wydawnictwo Literackie Kraków, 1963.

Źródło: www.moreleigrejpfruty.com

Wewnętrzna dziewczynka



Wewnętrzna dziewczynka

Kiedy ja się spieszę
ona nagle przykuca
między płytami chodnika
znajduje bursztyny
wkłada do mojej torebki

W każdej kieszeni
jakiś kasztan, szkiełko
w książkach zamiast kartek
zasuszone liście
koniczynki, bilety

Tłumaczę jej:
dorośnij i wyrzuć te śmieci
a ona kręci piruety
i pokazuje mi język

Autor: Emma Ernst
  Źródło:  Ptasia piosenka


Zachowywanie wspomnień


Famy, aby zachować wspomnienia, balsamują je w sposób następujący: przytwierdziwszy wspomnienie przy pomocy włosów i znaków, od stóp do głów owijają je w czarne prześcieradło i ustawiają pionowo pod ścianą salonu z kartonikiem: „Wycieczka do Quilmes” albo „Frank Sinatra”.
Natomiast kronopie, te stworzonka letnie i nieporządne, rozrzucają wspomnienia po domu pośród okrzyków wesołości, a same łażą między nimi, a kiedy się na nie natkną, głaszczą je pieszczotliwie i mówią: „Nie zniszcz mi się tylko” albo „uważaj na schodki”. A to wszystko dlatego, że domy fam są uporządkowane i ciche, a u kronopiów jest wielki bałagan i trzaskanie drzwiami. Sąsiedzi zawsze skarżą się na kronopiów, zaś famy kręcą głowami wyrozumiałe i idą sprawdzić, czy kartoniki są na swoich miejscach.

Julio Cortazar "Opowieści o kronopiach i famach"

Stare fotografie (17)

Mleczarz roznoszący mleko na londyńskiej ulicy
 zniszczonej podczas niemieckiego nalotu bombowego. 
Z tyłu za nim strażacy dogaszają tlące się ruiny, 1940.

Amerykańska domowa stomatologia, lata 20-te.


Policja starająca się powstrzymać fanów The Beatles
 przed Pałacem Buckingham w październiku, 1965.

Spotkanie


Droga była pusta. Określając ją w ten sposób, chcę powiedzieć, że nie było na niej człowieka ani zwierzęcia, ani też przedmiotu. Szedłem tą droga. Ja jestem człowiekiem. Ale rozglądając się — nie zauważyłem nikogo. Tak było tylko do pewnego czasu. W jakiejś chwili ukazał się ktoś, kto szedł mi naprzeciw. Trochę wyższy ode mnie, o wiele szerszy w ramionach, miał również kapelusz, podczas kiedy ja kapelusza nigdy nie noszę. Przybrałem odpowiedni wyraz twarzy, aby wydać się energicznym i pięknym. Myślałem, że wszystko odbędzie się jak zwykle. Ja wstrzymam na chwilę oddech, żeby powietrze roztrącone nieznajomym i otaczające go nie przeniknęło mi do płuc — i miniemy się.
Ale on zagrodził mi drogę i powiedział:
— Proszę się zatrzymać. Jutro, dokładnie o siódmej, przyjdzie pan do mnie posprzątać mieszkanie.
Byłem tak zdziwiony, że zapytałem tylko:
— Ja?
— Oczywiście, że pan.
— Ale co to ma znaczyć?! — Odnalazłem wreszcie właściwy sposób odpowiadania na zaczepki. 
— Co pan sobie wyobraża?! Proszę mnie przepuścić!
— Niech się pan nie unosi. Proszę posłuchać: woda bieżąca jest na miejscu, również i ściereczki.
— Czy pan naprawdę sądzi, że ja...
— Praca z pozoru wydaje się ciężka, nie przeczę, ale jest przecież odkurzacz.
Jaki odkurzacz?!
Doskonały odkurzacz, operowanie nim to prawdziwa przyjemność. Zresztą można trzepać na dole, na podwórku.
— Które piętro? Pewnie szóste.
— Ależ nie! Czwarte. W dodatku jest winda. Sam pan widzi, jakie warunki.
— Ale z jakiej racji ja mam panu sprzątać mieszkanie?!
— Bo już jest brudne i trzeba koniecznie trochę odświeżyć. Dostanie pan fartuch. Zresztą proszę nie robić
uwag.
— Ale co to ma znaczyć właściwie?!
— No bo przecież nie będzie pan sprzątał bez fartucha. Zresztą — jak pan chce.
— Nie, nie, koniecznie fartuch. Ale... jak pan śmie!
— W komórce obok łazienki znajdzie pan miotełki, światło musi pan zapalić w przedpokoju, bo w komórce
spaliła się żarówka.
— Nie, to doprawdy niesłychane!... Przydałyby się szmaty filcowe... Ale za kogo mnie pan bierze właściwie,
co?!
— Szmat nie ma, są tylko pantofle na wojłoku, znajdzie je pan także w komórce. Tylko proszę mi nie zużywać za dużo pasty do podłogi. Wszystkiego wychodzi tyle, że nie można nadążyć.
— A pan myśli, że można zbyć byle czym? Jak się robi, to trzeba tyle, ile trzeba, nic nie da się oszukać, a jak pan myśli...
— Proszę nie dyskutować. Pastować lekko, poczekać, aż przeschnie. Froterkę pożyczy pan od sąsiadów.
— Jak to, nie ma pan swojej froterki? Nie można było sprawić?
— To nie należy do pana. Do sąsiadów dzwonić tylko przed ósmą, bo potem wszyscy wychodzą. Powiedzieć, że to ode mnie. W kuchni, na kredensie, leży ementaler, proszę sobie wziąć kawałek, tylko nie wszystko. Zlew przetkać, geranium podlać, linoleum zwinąć, obcych nie wpuszczać.
— A ciepła woda? Zimną nie będę mył. Mam reumatyzm.
— Proszę nie pleść głupstw. Woda grzeje się w piecyku gazowym. Trzeba tylko przekręcić odpowiednie kurki. Jest pan dorosły.
— To i gaz jest?
— Proszę nie zadawać nieinteligentnych pytań. Jasne, że jest.
— Ja się boję. Można się otruć.
— Głupstwa. Brudne serwety złożysz pan w jednym miejscu. Szafy odsunąć, materace przetrzepać, firanki
zdjąć, klamki proszkiem, ścian nie ochlapać, okna potem na sucho trzeć długo, bo sprawdzę, radio wyłączyć i nie słuchać, bo rozprasza. No, to by było mniej więcej tyle. Do widzenia.
Odszedł, nie oglądając się, krokiem sportowca. Spoglądałem za nim, dopóki nie zniknął. Kipiała we mnie obrażona duma, krzyczała zraniona godność osobista. Nagle zrobiło mi się głupio, poczułem się bezradny, bezbronny... nie zostawił mi przecież adresu.

Sławomir Mrożek "Spotkanie", "Opowiadania", wydanie II poszerzone Wydawnictwo Literackie, Kraków,
1974.

sobota, 17 sierpnia 2013

Zegary


Pewien fama miał stojący zegar, który nakręcał co tydzień BARDZO UWAŻNIE.
Przechodził akurat kronopio, zobaczył go, zaczął się śmiać, a wróciwszy do domu wymyślił zegar-karczoch, czyli zegar-karczochę (co można, a nawet trzeba dwojako nazywać). Zegarkarczoch, czyli zegar-karczocha tego kronopia jest karczochem bardzo dobrego gatunku wsadzonym ogonem do dziury w ścianie. Niezliczone liście karczocha wskazują aktualną godzinę, a ponadto wszystkie godziny, dzięki czemu wystarczy, żeby kronopio urwał listeczek, i już wie, która jest godzina.
Ponieważ obrywa je od lewej do prawej, listek zawsze pokazuje właściwą godzinę, a kronopio codziennie zabiera się do zrywania w kółko nowej warstwy listków. Kiedy dojdzie do serca karczocha, już nie może mierzyć czasu i w nie kończącej się fioletowiejącej róży środka kronopio znajduje wielkie zadowolenie, zjada ją z oliwą, octem i solą, a do dziury wkłada nowy zegar.

Julio Cortazar "Opowieści o kronopiach i famach".

piątek, 16 sierpnia 2013

Żyję w zgodzie i harmonii



W bezkresie życia, w którym jestem, wszystko jest doskonałe,
całkowite i pełne
Żyję w zgodzie i harmonii z każdym, kogo znam.
Głęboko w moim wnętrzu jest nieskończone źródło miłości.
Pozwalam teraz wypłynąć tej miłości na powierzchnię.
Wypełnia ona moje serce, moje ciało, mój umysł i świadomość,
całą moją istotę.
Promieniuje ze mnie we wszystkich kierunkach
i powraca do mnie pomnożona.
Im więcej miłości daję, tym więcej mam jej do dania.
Jej zasoby są nieograniczone.
Życie miłością sprawia, że czuję się dobrze;
jest wyrazem mojej wewnętrznej radości.
Kocham siebie i dlatego troszczę się o swoje ciało.
Z miłością odżywiam je wartościowym pokarmem i napojami.
Pielęgnuję je i ubieram, 
a ono odpowiada mi tryskającym zdrowiem i energią.
Kocham siebie, dlatego zapewniam sobie wygodny dom,
który spełnia moje wymagania
i w którym przyjemnie jest być.
Przepełniam pokoje wibracją miłości, by każdy kto wchodzi,
łącznie ze mną,
czuł tę miłość i mógł się nią żywić.
Wszystko jest dobre w moim świecie.

Louise Hay "Możesz uzdrowić swoje życie"

"Pan jest człowiekiem dnia"

Sławomir Mrożek

30 kwi 07, 13:20 Źródło: Tygodnik Powszechny

TYGODNIK POWSZECHNY: – "Zawsze chciałem umrzeć tak, żeby przedtem mieć czas na usunięcie śladów po sobie. Nawet moje fajki spalić" – pisze Pan w jednym z listów do wieloletniego przyjaciela, Wojciecha Skalmowskiego. Tymczasem autobiografia "Baltazar", wydane przed dwoma laty listy do Jana Błońskiego czy mająca być tematem naszej rozmowy korespondencja ze Skalmowskim świadczą o tym, że dziś nie zależy już Panu na tak całkowitej dyskrecji...
 

SŁAWOMIR MROŻEK: – Przez lata miałem koncepcję, by zacierać za sobą wszelkie możliwe ślady. Dlatego też w swoim czasie zdecydowałem się zamieszkać w Meksyku, dokąd wyjechałem głównie po to, by zniknąć – może nie w ogóle, ale zniknąć ze sceny, uciec od głupoty, która latami doskwierała mi w Paryżu, czy w ogóle na Zachodzie. Mierziło mnie szczególnie hasło "walki o pokój", powtarzane bez przerwy przez francuską lewicę i wszystkie tzw. siły postępu. Wiedziałem o komunizmie cokolwiek więcej niż przeciętny Francuz, gdy więc słyszałem ich opinie na tematy polityczne, to albo z trudem zmuszałem się do milczenia, albo wybuchałem. Irytowała mnie też wszelkiego rodzaju "political correctness" – gdy w Stanach ciągle powtarzano mi, że powinienem kochać Murzynów, czułem, że zaczynam stawać się rasistą. Należało uciec od tego jak najdalej. Długo zacierałem ślady, ale wyrzekłem się tej taktyki, wróciwszy do Polski po 33 latach emigracji. Koncepcja się zmieniła. Wróciłem, zacząłem na nowo żyć w Polsce, przez pewien czas byłem nawet bardzo otwarty na wszelkie spotkania czy rozmowy i dopiero później zacząłem kategorycznie ich odmawiać. Oczywiste jest, że mieszkając w Polsce nie mam szans być "człowiekiem znikąd", co udawało mi się w Meksyku. Więc nawet nie próbuję: stąd decyzja, by najpierw opublikować wspomnianą przez panów korespondencję z Błońskim, a teraz gruby tom listów Skalmowskiego i moich. Oba te tomy są w jakiś sposób moim wewnętrznym autoportretem. A także w znacznej mierze świadectwem zmagań z polskością, nie tylko Sławomira Mrożka, ale także Jana Błońskiego i Wojciecha Skalmowskiego.
 

TYGODNIK POWSZECHNY: – Z Wojciechem Skalmowskim wymienił Pan przez trzy dziesięciolecia setki listów. W jaki sposób ocalały one podczas licznych przeprowadzek i podróży? Czy świadomie je Pan przechowywał, dostrzegając np. ich wagę jako dokumentu epoki?
 

SŁAWOMIR MROŻEK: – Przez całe życie prowadziłem obfitą korespondencję z wieloma osobami, ale jej większość niszczyłem, zachowywałem tylko listy dla mnie naprawdę istotne, a takie właśnie pisywał Wojciech Skalmowski. Gdy ukazała się korespondencja z Błońskim, Skalmowski wyjawił, że zachował wszystkie listy, które do niego pisałem począwszy od początku lat 70. aż do roku 2003, uznałem więc, że jeśli się zgadza, możemy je opublikować. Podobnie istotna jest dla mnie wieloletnia korespondencja ze Stanisławem Lemem, po jego śmierci byłem zatem gotów zgodzić się na jej upublicznienie, niestety po chwilowym entuzjazmie rodzina pisarza sprzeciwiła się temu pomysłowi.
Ze Skalmowskim poznaliśmy się na początku lat 50. na studiach orientalistycznych, których ja nie skończyłem, on natomiast tak, potem zaś zrobił doktorat z iranistyki na berlińskim uniwersytecie i podjął pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pod koniec lat 60. był na stypendium naukowym w Teheranie i tam dotarły doń wieści o wydarzeniach marcowych, które przejęły go takim obrzydzeniem, że zdecydował się nie wracać do Polski: najpierw wykładał na Harvardzie – wtedy właśnie spotkaliśmy się po latach i odnowiliśmy naszą przyjaźń, która trwa do dziś – potem otrzymał propozycję pracy na Katolickim Uniwersytecie w Leuven, gdzie zajmował się nie tylko iranistyką, ale prowadził też zajęcia na slawistyce, a więc przybliżał studentom m.in. polską kulturę i literaturę. Ja w tym czasie żyłem w Paryżu albo w Berlinie. Jeśli więc czas pozwalał, spotykaliśmy się czy to w Paryżu, czy to w Brukseli, gdzie Wojtek zamieszkał, przede wszystkim jednak pisywaliśmy do siebie. Skalmowski stał się dla mnie bardzo ważnym i bliskim człowiekiem.

TYGODNIK POWSZECHNY: – Pod pseudonimem Maciej Broński Pana przyjaciel sporo pisywał do "Kultury". To człowiek o szerokich zainteresowaniach: pisał o Norwidzie i Mickiewiczu, o Mrożku i Iwaszkiewiczu, ale także o Nabokovie – był jednym z pierwszych Polaków, którzy zachwycili się jego twórczością – czy o Zinowiewie, głośnym dysydencie radzieckim. Fascynował się prozą V. S. Naipaula, i to w czasach, kiedy nikt nie spodziewał się, że otrzyma on Nobla. Jako naukowiec przez dziesięciolecia badał irańskie języki i religie. Ale w listach nie skrywa, że ma poczucie zmarnowanego życia...
 

SŁAWOMIR MROŻEK:– To człowiek przesadnie skromny, wolę jednak człowieka przesadnie skromnego niż przesadnie nieskromnego. Jest bardzo utalentowany, zawsze chętnie czytałem jego teksty w "Kulturze". Właśnie Skalmowskiemu zawdzięczam przelotną fascynację Nabokovem, któremu zazdrościłem, że jest emigrantem doskonałym, ja zaś jakimś niepełnym; że potrafił wyrzec się języka ojczystego, ja zaś jestem skazany na polszczyznę. Skalmowski powiada o sobie, że jest amatorem, że jego głównym celem było przybliżanie czytelnikom twórczości pisarzy mało lub wcale w Polsce nieznanych, jak choćby Orwella. Napisał zatem wstęp do wznowienia przetłumaczonego przez Juliusza Mieroszewskiego "Roku 1984" i do esejów Orwella. Zawsze zachęcałem go, by pisał więcej, ale uważał, że jest wyłącznie popularyzatorem – niesłusznie, ale taki już jest. Przez długie lata posyłałem mu maszynopisy kolejnych sztuk czy opowiadań i liczyłem się z jego zdaniem, bo jest to człowiek bezwzględnie uczciwy. A przy tym odważny i niezależny w myśleniu: przypomnę tylko jego opinie o poezji Norwida, które pośród emigracji przyjęte zostały z oburzeniem.
 

TYGODNIK POWSZECHNY: – Józef Czapski miał mu wtedy powiedzieć: pan nic nie rozumie, bo pan jest człowiekiem dnia, a nie nocy... 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Zdjęcie wyszło poruszone


Pewien kronopio idzie otworzyć bramę, ale wkładając rękę do kieszeni, żeby wyjąć klucz, wyjmuje pudełko zapałek, wobec czego zaczyna się troskać i myśli, że jeżeli zamiast klucza znalazł zapałki, może – o zgrozo – cały świat się przemieścił, i jeżeli zapałki są tam, gdzie miał być klucz, może portmonetka będzie pełna zapałek, cukierniczka pieniędzy, pianino cukru, książka telefoniczna muzyki, szafa pełna abonentów, łóżko pełne ubrań, wazony pełne prześcieradeł, tramwaje pełne róż, pola pełne tramwajów. Tak więc ten kronopio strasznie się denerwuje i biegnie przejrzeć się w lustrze, ale ponieważ lustro jest trochę pochylone, widzi w nim rynienkę na parasole, stojącą przy wejściu, co potwierdza jego przewidywania, więc wybucha płaczem, pada na kolana i składa łapki, sam nie wiedząc dlaczego. Sąsiedzi famy zbierają się naokoło niego i pocieszają go, a również i nadzieje, ale minie wiele godzin, zanim kronopio otrząśnie się z rozpaczy i przyjmie szklaneczkę herbaty, którą dobrze obejrzy, zanim zacznie pić, żeby mu się czasem nie zdarzył, że zamiast herbaty wypije mrowisko albo książkę Samuela Smilesa.

"Julio Cortazar "Opowieści o kronopiach i famach". 

Bukowski o życiu i śmierci

Charles Bukowski

“There's nothing to mourn about death any more than there is to mourn about the growing of a flower. What is terrible is not death but the lives people live or don't live up until their death. They don't honor their own lives, they piss on their lives. They shit them away. Dumb fuckers. They concentrate too much on fucking, movies, money, family, fucking. Their minds are full of cotton. They swallow God without thinking, they swallow country without thinking. Soon they forget how to think, they let others think for them. Their brains are stuffed with cotton. They look ugly, they talk ugly, they walk ugly. Play them the great music of the centuries and they can't hear it. Most people's deaths are a sham. There's nothing left to die.”
Charles Bukowski

Sławomir Mrożek (1930 - 2013)

 

W czwartek rano w Nicei zmarł Sławomir Mrożek, dramatopisarz, prozaik i rysownik - poinformowały na swojej stronie Wydawnictwo Literackie i Oficyna Noir Sur Blanc. Autor m.in. "Tanga" miał 83 lata.

Sławomir Mrożek urodził się 29 czerwca 1930 r. w Borzęcinie niedaleko Krakowa. Po wojnie rozpoczął studia na kilku kierunkach, ale żadnego nie ukończył. Zaczął za to współpracować m.in. z "Dziennikiem Polskim", "Szpilkami", "Po prostu", "Nową Kulturą".

Wydane w 1953 roku zbiory opowiadań: "Opowiadania z Trzmielowej Góry" oraz "Półpancerze praktyczne" stanowiły literacki debiut Mrożka. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat "Policja", wydany w 1958. Dramat "Tango" z 1964 r. przyniósł Mrożkowi światową sławę.

W 1963 wyemigrował. W następnych latach mieszkał we Francji (w Paryżu), następnie osiadł w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech i Meksyku.

Do Polski wrócił w 1996 roku. Rok po powrocie Sławomir Mrożek został odznaczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W 2008 roku Sławomir Mrożek ponownie zdecydował się opuścić kraj. Osiadł wraz z żoną w Nicei.

W 2002 przeżył udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Utracił wtedy możliwość posługiwania się językiem zarówno w mowie, jak i w piśmie. Dzięki terapii odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. "Baltazar. Autobiografia" ukazała się w 2006 r. Opisał tylko pierwsze 29 lat swojego życia: dzieciństwo i młodość, które spędził w Borzęcinie, Poroninie i Krakowie.  Książkę zadedykował ludziom dotkniętym afazją. Po "Baltazarze" Mrożek przestał pisać. W 2010 r. ukazał się pierwszy tom "Dziennika" obejmujący lata 1962 - 1969.

W 2003 roku został odznaczony Orderem Legii Honorowej. To najwyższe francuskie odznaczenie państwowe.

W 2011 r. Mrożek odwiedził Polskę. Za korespondencję ze Stanisławem Lemem, w postaci wydanych przez Wydawnictwo Literackie Listów Mrożek odebrał Nagrodę Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego.

Mrożek to najczęściej grywany polski współczesny dramaturg, autor satyrycznych opowiadań. W swojej twórczości tropił absurdy i romantyczne stereotypy zakorzenione w mentalności Polaków.

Do języka na stałe weszło określenie "jak z Mrożka". Jan Błoński pisał o nim: "Czegóż ten człowiek w życiu nie pisał, nie rysował, nie reżyserował! Nie bał się wstępniaka, humoreski, skeczu, komedii, dramatu, przypowieści (i powieści), nie mówiąc o opowiadaniu; publiczności polskiej i zagranicznej, wyrafinowanych smakoszy i studenckich teatrzyków...".

Sławomir Morożek uchodził za człowieka bardzo zamkniętego w sobie, małomównego, unikał wywiadów. O dramaturgu krążą anegdoty. Kiedy Maciej Englert przed jednym z wyreżyserowanych przez siebie spektakli, posadził Mrożka w pierwszym rzędzie i podjął próby zabawienia rozmową, pisarz spojrzał na niego ze zdziwieniem i zapytał: "Przepraszam, a kim pan jest?".

- Twórczość Mrożka skrzy się inteligencją, dowcipem, przewrotnością – mówił o nim aktor Jerzy Stuhr. - Bardzo często tak bywa, że sztuka w twórcy wyzwala tę odwagę, której w życiu on nie ma. To takie terapeutyczne działanie. Sławkowi Mrożkowi twórczość jest bez wątpienia potrzebna do pełnego wyrażania siebie.

Co poeta robi przez cały dzień? Zarabia na życie.



środa, 14 sierpnia 2013

“I will remember the kisses"

Charles Bukowski

“I will remember the kisses
our lips raw with love
and how you gave me
everything you had
and how I
offered you what was left of
me,
and I will remember your small room
the feel of you
the light in the window
your records
your books
our morning coffee
our noons our nights
our bodies spilled together
sleeping
the tiny flowing currents
immediate and forever
your leg my leg
your arm my arm
your smile and the warmth
of you
who made me laugh
again.”
Charles Bukowski

Kocham siebie



Kocham siebie,
przeto wykonuję pracę, która sprawia mi radość i pozwala
na wykorzystanie moich talentów i zdolności twórczych;
pracuję z ludźmi
i dla ludzi, których kocham i którzy mnie kochają
i zarabiam wystarczająco dobrze.
Kocham siebie,
więc zachowuję się przyjaźnie wobec wszystkich ludzi,
ponieważ wiem, iż to co daję, wraca do mnie zwielokrotnione.
Do mojego świata przyciągam tylko kochających ludzi,
bo oni są odbiciem mnie samego.
Kocham siebie,
dlatego wybaczam, całkowicie uwalniam się
od przeszłości oraz wszystkich minionych doświadczeń
i jestem wolny.
 Kocham siebie,
 więc żyję całkowicie teraźniejszością,
doświadczając każdej chwili jako dobrej.
Wiem, że moja przyszłość jest jasna, radosna i bezpieczna,
ponieważ jestem ukochanym dzieckiem Wszechświata,
Wszechświat zaś z miłością troszczy się o mnie,
teraz i zawsze.
Wszystko jest dobre w moim świecie.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...