czwartek, 18 października 2012

Ciupciać królową

Pewnego razu był sobie chłopczyk, który gdy rodzice pytali, kim zostanie, jak dorośnie, odpowiadał nieodmiennie:
— Jak będę duży, pociupciam królową.
Nietrudno sobie wyobrazić zmieszanie rodziców wobec zwariowanego pomysłu, który z braku królowej był tym bardziej szaleńczy. Ojciec i matka trawili cale godziny, przemawiając latorośli do rozumu. Błagali jedynaka, by znalazł sobie inne zajęcie, ale on, uparty jak osioł, pozostał głuchy na prośby i groźby.
Kacper, tak bowiem zwał się opętany, rósł, kołysany szaleństwem, nie przejmując się obawami najbliższych. Poszedł do podstawówki, potem do liceum. Był uczniem przeciętnym, nauka przychodziła mu bez większego wysiłku. Pewnego dnia szkolny psycholog wezwał rodziców Kacpra...
Najpierw kilka razy chrząknął i mruknął żałośnie „Hmmm...”, a potem wypalił:
— Zapewne państwo wiedzą, że zajmuję się badaniem dzieci pod kątem ich przydatności do poszczególnych zawodów. Otóż, i to jest właśnie powód naszej rozmowy, przypadek Kacpra jest zupełnie wyjątkowy. W rzeczy samej chłopiec nie nadaje się do niczego...
— Ależ to dobry uczeń — zaprotestowała matka — on...
Psycholog uspokoił ją gestem dłoni.
— Niech mi pan pozwoli skończyć. Otóż nie jest zdolny do niczego, prócz...
— Prócz?
— Prócz ciupciania królowej. Wiem, że to się może wydać bezsensowne, ale tak jest. Sądzę, że najlepiej nie sprzeciwiać się powołaniu. A nuż sam zrezygnuje?
— O, nie, panie psychologu, nie zrezygnuje. Już od małego nie chciał o niczym innym słyszeć.
— No, skoro tak...
Rodzice Kacpra wrócili do domu zasmuceni.
Kacper wyrósł na dorodnego młodzieńca, ani zbyt ładnego, ani specjalnie mądrego, ale sympatycznego i pełnego energii. Pozdawał nie najgorzej końcowe egzaminy, a potem oznajmił, że wyrusza w świat.
Matka zalała się łzami.
— Pójdziesz szukać królowej, moje maleństwo, i narazisz się na tysiące niebezpieczeństw!
Ojciec, trzeźwiej myślący, poprzestał na westchnieniu.
— No dobrze, skoro taka twoja wola. Ale nie łudź się zbytnio. Nie każdy, kto zechce, może ciupciać królową.
Maszerował długo, bardzo długo. Zdarł stopy do krwi, ale wreszcie dotarł do jedynego królestwa, jakie jeszcze pozostało.
Od razu udał się do królowej.
— Czego pan sobie życzy? — spytała.
— Chcę panią ciupciać.
Królowa nic nie odpowiedziała, ale Kacper zauważył, że pomysł przypadł jej do gustu. Podszedł więc i położył rękę na jej lewej piersi. Królowa uśmiechnęła się i kazała damom dworu wyjść. Kiedy zostali sami, wstała i podeszła do innego, szerszego tronu. Zachęciła Kacpra, by przy niej usiadł. Oczywiście, nie dal się prosić.
Spróbował ją objąć w talii, ale cmoknęła cicho.
— Nie od razu — szepnęła.
— Dlaczego?
— Jeżeli pójdzie panu zbyt łatwo, będzie pan rozczarowany — odparła, czerwieniąc się.
— Ach, ty mała figlarko, o mnie się nie martw!
Przyciągnął jej głowę i pocałował w usta. Językiem pieścił podniebienie. Kiedy się od niej oderwał, królowa lekko dyszała.
— Niech mi pan pozwoli zebrać myśli...
— To niepotrzebne, nie, naprawdę niepotrzebne.
Zadarł suknię z ciężkiego brokatu. Królowa miała ładne, kształtne nogi, których urodę podkreślały błękitne jedwabne pończochy Odpiął podwiązki i dłonią pieścił wewnętrzną stronę ud. Próbowała wprawdzie zewrzeć kolana, lecz ręka Kacpra była między udami i powoli wędrowała w górę. Opór słabł zresztą, w miarę jak się przesuwała. Wkrótce dwie dłonie mogły się zmieścić bez trudu w szparze tuż pod czubkiem majteczek. Kacper nie omieszkał z tego skorzystać.
Teraz królowa się niecierpliwiła. Dyszała jak spaniel. Chcąc łatwiej ściągnąć figi, oparła się o poręcz i uniosła na tronie.
— Niech mi pani siądzie na kolanach — zaproponował Kacper.
Miał już rozpięte spodnie.
Królowa usłuchała. Kacper chwycił ją w talii, lekko uniósł i posadził wyżej. Królowa wierciła się i toczyła białkami wybałuszonych oczu. Gdy po kilku bezowocnych próbach udało mu się wreszcie trafić w odpowiednie miejsce, zadrżała gwałtownie.
Rzęziła.
— Popieść mi piersi, długo, mój skarbie, moje berełko!
A potem:
— Jak ci na imię?
— Kacper.
— A mnie... Wysokość. Och!
Królowa przechyliła się w tył i zaczęła się ślinić. Omal nie spadła na podłogę, ale szczęśliwie zdołał ją pochwycić.
Później, zapinając ubranie, królowa spytała głosem pełnym nadziei:
— Co teraz z nami będzie?
— Nic. Wracam do domu. Niedługo znów przyjdę. Kocham panią.
Królowa z goryczą potrząsnęła głową.
— Wszyscyście tacy sami. Jak tylko dostaniecie to, czegoście chcieli, nic was nie zatrzyma.
Westchnęła.
— Tak, każdy ma ochotę ciupciać królową, ale nikt nie chce jej poślubić.

Roland Topor "Cztery róże dla Lucienne".

Źródło zdjęcia: ROLAND TOPOR

1 komentarz:

  1. nauczyłeś mnie Topora, bo dawniej nie bardzo potrafiłam go rozpoznać, a teraz trafiam bez pudła, że to on ;-))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...