środa, 16 maja 2012

Dzień z życia pisarza (13) - Katherine Mansfield

Katherine Mansfield
15 maja 1915 roku, PARYŻ

10.00 - „Deszcz przestał padać, kiedy list do Ciebie wysłałam, ale jeszcze mamy un temps tres lourd [pochmurna pogoda]”.

11.00 - „Byłam dziś w ogródku za Notre Dame. Biało i różowo kwitnące drzewa wyglądały tak cudnie, że siadłam na ławce. W samym środku ogródka jest trawnik, a na nim marmurowy basen. Kąpiące się wróble zamieniały basen w fontannę, a na aksamitnym trawniku spacerowały gołębie, gładząc piórka. Matki, nianie i dziadkowie obsiedli wszystkie ławki i krzesła, a małe dzieciaczki, niepewne na nóżkach, robiły babki z piasku, napełniały wiaderka kwiatami kasztanów lub rzucały czapki dziadków na trawnik, gdzie wstęp był im wzbroniony. Potem przyszła niańka Chinka, ciągnąc za sobą dwoje bębnów. Wyglądała bardzo zabawnie w zielonych spodniach, czarnym kaftanie i malutkim turbaniku, wciśniętym na głowę. Usiadła i wzięła się do cerowania, świergocąc cały czas jak ptaszek i mrugając na dzieci, igłę do cerowania wpinała w swój turban. Gdy się jej przyglądałam, pomyślałam sobie, że jestem jakby pogrążona we śnie. Dlaczego nie mam prawdziwego domu – prawdziwego życia? Dlaczego nie mam niani Chinki w zielonych spodniach i dwojga dzieci, które przybiegałyby do mnie i przytulały się do moich kolan? Nie jestem już młodą dziewczyną – jestem dojrzałą kobietą, która pragnie wielu rzeczy. Czy spełnią się kiedykolwiek moje pragnienia? Pisać cały ranek, potem szybko zjeść drugie śniadanie i znowu pisać; zjeść kolację, wypalić jednego papierosa i być wciąż samą aż do chwili pójścia na spoczynek... A miłość i radość życia walczą, aby sobie znaleźć ujście, a życie wysycha niby mleko w starej piersi. Chcę żyć! Chcę przyjaciół, ludzi, chcę mieć dom. Chcę brać i dawać.

14.00 - „Kupiłam butelkę wina za 45 centymów (bardzo dobre), chłodzi się w misce z wodą, przy zlewie. Masło i mleko wystawiłam za okno w kuchni. „Mamy coś w rodzaju lata” - powiedziałby błazen w music-hallu”.

17.00 - „Całe popołudnie pracowałam nad swoją książką, Jakie przyjemne jest zmęczenie po takiej pracy!”.

19.00 - „Zmierzch zapadał, a kwitnące drzewa pachniały przedziwnie. Było prawie pusto; na drugim końcu ławki siedział stary człowiek i wciąż nucił pod nosem, a kilkoro nieznośnych bębnów bawiło się w piłkę. Widać było tylko ich głowy, kolana i ręce wciąż w ruchu. Pnie drzew były bardzo czarne, a liście - prześliczne; przypominały cudowną koloraturę sopranu przy akompaniamencie basowej melodii. Nad drzewami wznosiła się katedra Notre Dame, szacowna i piękna. Małe ptaszki fruwały od wieży do wieży - wiesz, te ptaszki co to zawsze fruwają wśród ruin. Patrzyłam na nie i przyszła mi ochota napisać sonet. Wieża i ptaszki uosabiałyby starość i myśli starych ludzi, które wciąż odlatują i wciąż do nich powracają. Muszę to kiedyś napisać. Kochankowie spacerują leniwie wzdłuż quai. Przechylają się nad parapetem, patrzą na taniec wody, a potem odwracają się i całują; idą parę kroków przytuleni do siebie i znowu przystają i całują się. Muszę przyznać, że wieczór jakby do tego stworzony... ”.

20.00 - „Wróciłam właśnie z ogrodu przy Notre Dame. Latarnik zapala latarnie, ale ja jeszcze siedzę w mroku.”.

21.00 - Kończy kolejny list do Johna M. Murry’ego słowami: „Pisuj do mnie często, kiedy tylko masz czas. Wiem dobrze, że żadna ludzka istota nie potrafi skutecznie współzawodniczyć z moją grafomanią, ale samotność w odległym kraju nie da się porównać z osamotnie­niem w Anglii, nawet tak wielkim jak twoje. [...] Z czyjej to winy jesteśmy rozłączeni, nie żyjemy prawdziwym życiem, a wszystko prócz czytania i pisania wydaje się nam stratą czasu?".

Katherine Mansfield, Listy, tłum. Maria Godlewska, Czytelnik 1978, s. 37–40.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...