wtorek, 14 lutego 2012

Czy małe rybki są szczęśliwe?

Czy małe rybki są szczęśliwe? Jaką rolę odgrywa sztuka w wyprawach polarnych? Czy odkurzacz może mieć jakiś wpływ na wykonanie sonaty fortepianowej? Jakie były ostatnie słowa w życiu wielkich ludzi? Tego wszystkiego i dużo więcej możecie się dowiedzieć czytając tę wyjątkową książkę.  
Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów. O literaturze i nie tylko Simona Leysa to zbiór felietonów, które autor publikował w latach 2005-2006 w Magazine litteraire oraz na łamach innych czasopism. Simon Leys to pseudonim literacki Pierre Ryckmansa, belgijskiego sinologa, pisarza i krytyka literackiego, który studiował prawo na Katolickim Uniwersytecie w Leuven, a następnie język, literaturę i sztukę chińską na Tajwanie. Od 1970 roku mieszka i pracuje w Australii.
Felietony Simona Leysa przeczytałem z dużą przyjemnością. Każdy z nich to mały literacki klejnocik, mądry i  zarazem zabawny, często zakończony inteligentną i zaskakującą puentą. Styl pisarski Leysa jest błyskotliwy, pobudzający do myślenia, chwilami poetycki i pełen ciepła. W Szczęściu małych rybek mamy sporo spostrzeżeń, zarówno dotyczących literatury, jak i natury filozoficznej. Do tego każdy z felietonów poprzetykany jest gęsto licznymi anegdotami i cytatami znanych postaci ze świata kultury, przeważnie pisarzy. Pojawiają się takie nazwiska jak Conrad, Swift, Flaubert, Goethe, Wagner, Sartre, Orson Welles a nawet Hugh Grant.

Autor, który przyznaje, że jest zbieraczem dziwnych wiadomości, wychodzi od cytatu lub anegdoty, obudowuje je w znaczenia i wzajemne powiązania, porównuje i zestawia ze sobą, dodając do nich swoje przemyślenia. Pisarze i sławni ludzie są dla niego tylko punktem wyjścia, aby poprzez ich życie i problemy, pokazać przeciętnego człowieka, everymana, każdego z nas. Z felietonów Leysa możemy dowiedzieć się co Schopenhauer sądzi o sztuce nieczytania, dlaczego Hugh Grant nie chodzi do psychoterapeuty oraz czy Joseph Conrad cierpiał na chorobę morską. Czytelnik znajdzie tu również refleksje na temat lenistwa, bezczynności, dobrego smaku, niemocy twórczej, palenia papierosów. Szczególnie chciałbym tutaj polecić felieton, a w rzeczywistości esej, O kłamstwach, które mówią prawdę oraz ostatni bardzo ciepły oraz przynoszący otuchę i nadzieję Memento mori. Rozmyślania wielkopostne.

Ta niewielka objętościowo książka to pochwała literatury i czytania, która daje każdemu czytelnikowi niesamowitą radość. Nie należy jej jednak czytać szybko, w jeden wieczór. Warto dawkować ją sobie po kawałeczku, jeden felieton dziennie, aby dać sobie czas na refleksję, a potem powrócić do lektury. Ja osobiście będę do niej wracał wiele razy.

A na zakończenie krótki fragment z rozdziału zatytułowanego "Trzy po trzy":

Wrażliwi.

"Tytoń jest dla człowieka jedną z najgroźniejszych trucizn". To cnotliwe ostrzeżenie stało się dość banalne, powiesz, drogi czytelniku. Mniej banalna -  i to powinno nas zastanowić - jest osoba tego, który to wygłosił: Adolf Hitler. Podobnie Adolf Eichmann oczekując na egzekucję wypożyczył z więziennej biblioteki egzemplarz "Lolity". Po przeczytaniu kilku stron (podaje jeden z biografów Nabokova) odrzucił książkę: 'To obrzydliwe!' " [s.33]

Schopenhauer.

"Na temat zdrowego sposobu obcowania z książkami Schopenhauer poczynił uwagi, które pozostają niepokojąco trafne: "Sztuka nie czytania jest bardzo istotna. Polega ona na tym, by nie interesować się wszystkim, co w danej chwili przyciąga uwagę szerokiej publiczności. Kiedy o jakimś dziele wszyscy mówią, proszę pamiętać, że nigdy nie zbraknie czytelników temu, kto pisze dla durniów. Pierwszy warunek czytania dobrych książek to nie tracić czasu na czytanie kiepskich, bo życie jest krótkie. A potem wypuszcza ostatnią stzrałę, która pięknie załatwia sparawę tego "listu z antypodów", który masz, czytelniku przed sobą: 'Tylko ten, kto wysnuwa swoje pisanie bezpośrednio z własnego mózgu, zasługuje, by go czytano'." [s.35-36]


8 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie książki, szczególnie, jeżeli traktują o literaturze. Zawsze lubię wiedzieć, co ktoś mądrzejszy ode mnie uważa na dany temat...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też bardzo lubię i cenię sobie takie książki, myślę, że mnie wzbogacają i dają masę radości, a nie ma ich znowu tak wiele. Bardzo podobały mi się "Zapiski na pudełku od zapałek" Eco, ale to trochę inny rodzaj felietonów. Czytanie takich książek to też trochę wytchnienie od fabuły. Z całego stosiku od razu wybrałem właśnie ją:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy spojrzałam na zdjęcie książki umieszczone przez Ciebie po raz pierwszy, przez mgnienie oka pomyślałam, że właściwym formatem książki jest ten z okładki. Zdziwiłam się: "jaki wspaniały pomysł, książka z profilem twarzy". Szkoda, choć z drugiej strony mogłoby być ciężko przewracać kartki, nie zaginając ich ;)

    Jeżeli jest to, jak napisałeś "pochwała literatury i czytania" - to i tak warta jest zauważenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka podobała się też mojej żonie, dla mnie osobiście obrazuje "ludzi-księgi", czy też, że każdy człowiek lub jego życie jest książką z której można czytać. ale zawartość jest równie interesująca:)

      Usuń
  4. Chcę tę książkę!!!:) Za chwilkę zamówię sobie.
    A co Schopenhauer sądzi o sztuce nieczytania?:) Jestem neizmiernie ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. To polecam mój przed- przedostatni wpis Trzy po trzy, tam możesz przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio coraz więcej pozytywnych komentarzy widzę o tej książce... chyba najwyższa pora się w nią zaopatrzyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, bardzo polecam, oczywiście jeżeli lubisz takie książki.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...